sobota, 16 marca 2013

Rozdział 14

  ''[. . .] A więc nie jest dobrze- w końcu zaczął mówić Pan Nowak.
  • Przykro mi, ale nie mamy dla Ciebie dobrych wiadomości – rzekł Pan Kowalski, bo tak mu było na nazwisko.
  • No mówcie, bo zaczynam się bać. . .- zaczęłam się coraz bardziej o siebie martwić.''
  • Także niestety masz raka kości z przerzutami na narządy takie jak mięśnie. Dlatego nie możesz chodzić. Na Twoje niewielkie szczęście to masz silny organizm, który na swój sposób chce zniszczyć wirusa, ale nie radzi sobie. Dlatego nie masz czucia w kończynach dolnych i masz bardzo wysoką temperaturę – lekarz dalej mówił , ale ja go nie słuchałam całe życie przeleciało mi przed oczami. 

   Dał mi jakieś antybiotyki, żebym mogła chodzić kilka godzin, ale z gry musiałam totalnie zrezygnować moje marzenia straciły sens na zawsze zostało mi około dwóch lat życia w tym nie wiadomo ile o własnych siłach, bo rak atakował kości i mięśnie kończyn. Na następny dzień mieliśmy wracać do domów, bo niestety ferie się kończyły. Pojechałam, więc do hotelu spakować się  i pójść do Wojtka pożegnać (choć nadal był w śpiączce). Na wejściu do szpitala zauważyłam Magdę i Marco z Łukaszem musiałam się jakoś ogarnąć, żeby się nie domyślili. Po podejściu zagadali do mnie.
  •  Cześć Mała co tu robisz - zapytał Łukasz.
  • A przyszłam się pożegnać, bo niestety jutro niedziela, a w poniedziałek pierwszy dzień w szkole po feriach. A tak mi się nie chce tam iść- mówiłam trzymając uczucia na wodzy.
  • No niestety Łukasz  i Marco musimy Was opuścić, a tak nie chcę –  Magda przytuliła się do Marco i zaczęła płakać z tego wszystkiego.
  • Mogę wejść do Wojtka- zapytałam trochę niepewnie.
  • No pewnie że tak. Ogólnie wybudził się niedawno ze śpiączki i śpi – odpowiedział Marco.
  • Poważnie - zapytałam zszokowana.
  • No nie żartujemy- powiedzieli razem.
  • Tak wybudził się i teraz mi to mówicie ja was kiedyś zabiję- krzyknęłam po czym udałam się na salę. Po wejściu chciałam się komuś wygadać, ale nie mogłam im tego zrobić. Podeszłam do Wojtka usiadłam obok jego łóżka i zaczęłam 
  • Jak mnie słyszysz to błagam obudź się- nie otrzymałam reakcji. Nie był taki blady, ale i tak się martwiłam o niego. Więc zaczęłam mu opowiadać wszystko ze szczegółami. Po czym zaczęłam płakać, a On się obudził.
  • Wiedziałem, że jak Ci odpowiem to mi nie powiesz. Teraz nie wiem co Ci powiedzieć. Umierasz to wiesz na pewno, a ja nie wiem jak Ci pomóc. Tak wiem nie da się ale możesz zawsze na mnie liczyć – bramkarz powiedział i sam uronił kilka łez.
  • Jejku Wojtek uwielbiam Cię i to bardzo- w tym samym momencie usłyszałam jak drzwi od sali się otwierają ujrzałam w nich Kornelie(Nelę)
  • Nela co Ty tu robisz – zapytałam totalnie zdziwiona.
  • Ty już wiesz co ja tu robię- mówiła mocno mnie przytulając
  • Przyszłaś po mnie – zapytałam lekko przestraszona
  • Ej ja tu jestem z kim Ty gadasz- zapytał rozkojarzony Wojtek
  • Nie widzisz nikogo - zapytałam
  • Nie ja nikogo nie widzę – mówił lekko zdziwiony.
  • Nela choć ze mną do łazienki dobra, bo on Ciebie nie widzi.
  • A Ty Wojtek nie mów nic nikomu okey potem Ci wszystko wytłumaczę.
   Po czym wyszłam z sali i pobiegłam do łazienki prosząc wszystkich, żeby za mną nie szli nic mi nie będzie. Po wejściu do łazienki sprawdziłam czy nikogo nie ma, a kuzynka powędrowała za mną.
  • Wiesz o tym, że umierasz prawda – zapytała.
  • Tak wiem, że został mi około roku - odpowiedziałam
  • No mam dla Ciebie dobrą wiadomość – powiedziała uśmiechając się do mnie tak jak zawsze.
  • Co jaką – krzyknęłam, aby szybciej dostać odpowiedź
  • Zostało Ci, aż 2 lata, bo nie chcę Cię tak szybko zobaczyć przy sobie.
  • No nie wiesz chyba jak bardzo ja chcę być już przy Tobie – mówiłam rzucając jej się w ramiona.
  • No nie zapominaj o przyjaciołach – przypomniała mi o piłkarzach i Magdzie.
  • Wiem pamiętam boję się im to wszystko powiedzieć. Rozumiesz boję się ich reakcji.
  • Wiem przeżywałam to samo jak trzeba było Wam powiedzieć, że mam raka ale pamiętasz wygrałam z nim. Zabiła mnie grypa wiesz o tym, że jesteś silna i także możesz wygrać z tym paskudztwem.
  • Nie wiem nie jestem tego pewna. Ale pojutrze mam zgłosić się z rodzicami na chemioterapie – mówiłam płacząc bo Nela mnie już opuszczała.
  • Dobra nie mogę tu być dłużej kocham Cię pamiętaj o tym i proszę nie płacz za mną, bo masz mało czasu żeby wszystko załatwić – powiedziała po czym zniknęła.
   Dla mnie to wszystko trwało kilka godzin, a ogólnie nie było mnie 10 minut. Po wejściu na sale przedstawiłam sytuacje Wojtkowi on mnie zrozumiał. Chwilkę gadaliśmy po czym musiałam wrócić do hotelu. Bo z rana rodzice mieli po mnie przyjechać . . 

*****
To tyle trochę smutno, bo zamuliłam trochę :((

piątek, 15 marca 2013

Rozdział 13

''[. . ]A mi w tym czasie z oczu leciały łzy jak groch. Po dłuższej dyskusji później już pory, bo dochodziła 3 w nocy razem z Magdą, Mo i Marco wróciliśmy do hotelu. Po nie całej godzinie już smacznie spałam, a śniło mi się. . .''



   Śniło mi się, że pewnego dnia rano cholernie bolały mnie kości, ale nic sobie z tego nie robiłam. Kiedyś mnie codziennie bolały tak, że chodzić ani normalnie funkcjonować nie potrafiłam. Olek, Damian i Magda z drużynami mieli jeden dzień wolny, a wieczorem spotkanie na stadionie z fanami. Postanowiłam sama pójść na trening, bo kto chciał ten mógł wpadać kiedy chce. Ubrałam więc to i poleciałam na stadion. Na miejscu okazało się, że jestem sama, ale to może przez porę była 7 rano. Na początek się przebrałam w luźny dres i rozpoczęłam 10 okrążeń. Po dwóch robiłam 2 minutową przerwę rozluźniając mięśnie i biegłam dalej. Kolana dawały się we znaki, ale ból bardzo mnie motywuje. Półtorej godziny zrobiłam sobie pół godzinny odpoczynek. Wtedy zauważyłam na telefonie kilkanaście nie odebranych połączeń. Głównie to była Magda z Łukaszem, a także numer nieznany. Po odpoczynku postanowiłam dalej pobiegać. Bo jak usiadłam łzy same pchały mi się do oczu na myśl o Wojtku, a tak to muzyka na full i się miło biegało odrywając się od szarej rzeczywistości. Nagle z własnego świata wyrwała mnie ręka Magdy.

·         Cześć widzę, że ostro trenujesz zamiast się z nami pobawić – mówiła witając się ze mną.
·         No wiesz badania mam za nie długo. A ostatnio się opuściłam w bieganiu i ogólnie w dbaniu o formę.
·         No no . . . widzę że ktoś tu ostro się nam katuje - podszedł Piszczu i dał mi buzi w policzek.
·         No trzeba mój drogi jak chce się wrócić do gry – mówiłam zakładając słuchawki i wracając do biegania.
   Co jakiś czas przebiegałam koło ławek na których siedziała Magda z Marco, Damian z trenerem, lekarz z Olkiem, Piszczu z Błaszczem i Lewy z Mortizem. Czasami któryś z nich wpadał mi pod nogi próbując mnie złapać. Po godzinie miałam  dość wyjęłam słuchawki z uszu i padłam na murawę wtedy podbiegł do mnie trener z lekarzem i przyjaciele z miną jakby ktoś umarł. A ja otworzyłam oczy i zaczęłam się śmiać.
·         Zuzka powariowałaś nawet nie wiesz jak nas przestraszyłaś – nakrzyczeli na mnie przyjaciele.
·         Jezu Zuzanna nie rób tak więcej nie wiesz jak się o Ciebie martwiłem. Najpierw Wojtek teraz Ty nie strasz nas. – mówił przejęty Fornalik.
·         Przepraszam 20 kółek robi za swoje, ogólnie gdyby nie kolana i kości wszystko było dobrze. Czuje każdą nawet tę najmniejszą kostkę.
·         Ooo . . .coś czuję że nie zapowiada się ciekawie. Mów co jadłaś ostatnio, jakie leki brałaś i od ilu bolą Cię kości, a także od kiedy ból się nasila.

   Czułam się trochę dziwnie opowiadając o swojej chorobie. Po zakończeniu musiałam wrócić do domu, a Pan Mieczysław podał mi leki dożylnie. Na następny dzień obudziłam się z jeszcze większym bólem. Nie byłam  w stanie nawet o własnych siłach wstać z łóżka dobrze, że w pokoju był jeszcze Damian z Olkiem, bo Magda przebywała z resztą w stołówce. Chciałam wstać Olek słuchał wtedy muzyki leżąc tyłem do mnie, a Damian był w łazience. Podnosząc się upadłam robiąc ogromny hałas.

·         Co jest do cholery – poderwał się Olek rozglądając po pokoju. A w tym samym czasie z łazienki wyskoczył Damian
·         Co Ty wyprawiasz debilu- zaczął na dzień dobry.
·         Ja nic. . . ale Zuzka. . . gdzie Ją wcięło- zapytał Olek patrząc na moje łóżko.
·         Tu jestem nie mogę stanąć błagam lećcie po lekarza, a jeden niech trzyma Magdę daleko teraz ode mnie, bo zacznie się martwić – mówiłam powstrzymując łzy
·         Okey dobra to ja lecę po lekarza, a Ty Olek idź do Magdy nie wiem jeźdźcie wszyscy na stadion i wymyśl coś, że my poszliśmy sami pobiegać po mieście czy coś- powiedział Damian po czym wyszli z pokoju zostawiając mnie na podłodze.

   Nie wiem ile minęło, ale dla mnie trwało to wieki. W tym samym czasie wpadli do pokoju lekarz z trenerem, których porwał ze śniadania. Lekarz do mnie podszedł sprawdził temperaturę była podwyższona miałam 40 stopni, a czułam się idealnie prócz bólu kości. Ukłuł mnie w nogę bardzo cieniutką igłą nie poczułam nic nie miałam żadnej reakcji. Ale jak ukuł mnie w rękę od razu poczułam. Lekarz nieco spanikował po czym wyszedł z trenerem a ja się ubrałam w luźny dres. Po około godzinie wrócili ze strzykawką podali mi jakąś substancję na obniżenie gorączki i żebym mogła sama wstać. I tak się stało. Oczywiście żeby nie wzbudzać jakikolwiek podejrzeń trener pogonił wszystkich na stadion z Jurgenem mówiąc mu o całej sytuacji. Oczywiście trener Borussii musiał wszystkich trzymać tak długo póki ze mną się wszystko nie wyjaśni. Po chwili znajdowałam się w taksówce i jechaliśmy do szpitala. Po przekroczeniu głównego wejścia znów straciłam czucie w nogach. Dobrze, że trzymałam się Damiana. Lekarz i pani na recepcji bardzo się przestraszyli i od razu zaczęli panikować. Po 10 minutach znajdowałam się u najlepszego podobno lekarza w tym szpitalu. Po zrobieniu ogólnych badań dał mi wyniki nie za bardzo rozumiałam o co w nich chodzi także poprosiłam Pana Mieczysława żeby mi powiedział co co oznacza. Po jego minie domyśliłam się, że nie jest dobrze.
  • Co się stało. Mogę wiedzieć o co chodzi pytałam ich, ale żaden nie chciał mi powiedzieć co jest.
  • No halo ja tu jestem mimo tego że nie mogę stać chciała bym wiedzieć co jest – krzyknęłam przerywając lekarzom rozmowę.
  •  A więc nie jest dobrze- w końcu zaczął mówić Pan Nowak.
  • Przykro mi, ale nie mamy dla Ciebie dobrych wiadomości – rzekł Pan Kowalski, bo tak mu było na nazwisko.
  • No mówcie, bo zaczynam się bać. . .- zaczęłam się coraz bardziej o siebie martwić.
*****
To tak tyle na dziś. Wymyśliłam to przed chwilą na podstawie własnego snu. Mam nadzieję, że się spodoba:D

Rozdział 12

''[. . .]Po słowach lekarza wszyscy zaczęli spoglądać po sobie. Wypadło na to, że Ja i Lewy idziemy do Szczęsnego, a Kuba z lekarzem. To co zobaczyłam w środku było straszne. . .''



Wojtek leżał w białej sali na olbrzymim łóżku. Jego twarz była bardzo blada, a oczy lekko podkrążone i sine. W koło łóżka znajdowało się mnóstwo aparatury, a do niego samego przypiętych było mnóstwo kabelków. Każde z nich po cichu wydawało z siebie różnego typu odgłosy. Najbardziej w uszy rzucało się bicie jego serca bardzo delikatne i ciche. Na sama myśl ciarki przechodziły mi po ciele. Pierwszy podszedł do Niego Lewy.
  • Cześć Stary. Ale Ty zimny weź się ogarnij, bo nie mogę patrzeć na Ciebie - mówił i lekko dotknął Jego dłoni.Po czym spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
  • Wstawaj nasza laleczka bardzo się o Ciebie martwi. Chyba ją przestraszyłeś, bo biedna stoi w wejściu nawet się nie uśmiecha na nasz widok - mówił dalej próbując mnie rozweselić, tętno bramkarza znacznie przyspieszyło, a mi zaczęły lecieć łzy. 
  • Kurde Wojtek debilu coś żeś ze sobą zrobił nie możesz tak tu leżeć. Potrzebujemy Ciebie bardziej niż tlenu do życia - gadał do nieprzytomnego kumpla a słychać było jak drży mu głos.
   A ja nadal tam stałam oglądając sale. Nie byłam w stanie wejść dalej blokowało mnie od środka. W pewnym momencie coś pękło wspomnienia powróciły. Wybiegając z sali cała zapłakana wpadłam prosto na Magdę. W sumie bardzo dobrze jako jedyna wiedziała co przeżywałam i jak mi pomóc to właśnie przy niej chciałam być. Za pierwszym razem nie wiedziała o co chodzi, ale po minie Roberta chyba się domyśliła, bo przytuliła mnie najmocniej jak potrafiła. W tym samym czasie na sale wszedł Błaszczu totalnie nie wiedzący co się dzieje. Ja stałam na środku korytarza otoczona przyjaciółmi, bo ochrona wyrzucała dziennikarzy. Płakałam jak małe dziecko, któremu odebrano zabawkę. Niestety mój przyjaciel leżał w ciężkim stanie na OIOM-ie. Chciałam być przy kimś kto mnie zrozumie i bez pytań pocieszy taka osobą w szpitalu była moja przyjaciółka. Nie wiem ile czasu tak stałam, ale chwile potem mogłam usiąść, bo z drugiej strony drzwi na odział stała ochrona powstrzymując wścibskich dziennikarzy. Siedziałam wtulona w ramiona Mortiza, a po głowie chodziły wspomnienia. Wejście na Odział Intensywnej Opieki Medycznej razem z tatą, wzrok i łzy kuzynki z kuzynem wejście na sale, zauważenie jej lekko uśmiechniętej twarzy, dotyk, odczucie zimna, a zarazem ciepła, mój drący głos zwracający się do niej. obecność jej mamy ostatnie pożegnanie pisk aparatury. . . Akcja ratunkowa siedemnastolatki, wyproszenie z sali przez lekarzy. A następnie najgorszy moment w życiu stwierdzenie zgonu najbliższej osoby. Coś co najbardziej dobija nawet najtwardszych. Łzy zaczęły mi z powrotem spływać po policzkach. Nagle z rozmyślań wybił mnie głos Magdy i Łukasza.
  • Zuza nie mogę patrzeć jak cierpisz może wrócisz do domu. Odpoczniesz, wyśpisz się czy coś - pytał mnie Łukasz, ale nie otrzymał odpowiedzi.
  • Kochanie on ma rację musisz wrócić do domu oderwać się od tej całej sytuacji.- drążyła dalej Magda
  • Ale ja nie chcę wracać do domu już sama Wasza obecność dla mnie to spełnianie moich marzeń. Nie rozumiecie ile lat chciałam Was spotkać(mówiąc patrzyłam na drzwi od sali, Piszczka. Leitnera i Reusa) Dam sobie radę dałam radę jak traciłam kuzynkę co tam że 3 lata ale dam mam Was i to się liczy nie mogę wrócić do domu, bo nie wytrzymam sama.
  • Kurcze masz rację, ale nie możesz tu siedzieć widać że boli Cię przeszłość. Więc ta osoba którą tu już straciłaś na pewno jest przy Tobie wszędzie i nie chciała by żebyś cierpiała - mówił Mo z mała pomocą Magdy.
   A mi w tym czasie z oczu leciały łzy jak groch. Po dłuższej dyskusji później już pory, bo dochodziła 3 w nocy razem z Magdą, Mo i Marco wróciliśmy do hotelu. Po nie całej godzinie już smacznie spałam, a śniło mi się. . .

*****
Dziś tak krótko, bo pisałam wczoraj na brudno. Miałam też doła więc wybaczcie, ale może zaraz dodam jeszcze jeden. :)

czwartek, 14 marca 2013

Rozdział 11

''[. . .] Bardzo się o niego martwiłam, więc zeszłam za nim i lekarzami do tunelu gdzie okazało się, że. . .''

               
   Schodząc za przyjacielem widziałam w jak złym stanie jest. Nie mógł się ruszyć z ust leciała mu krew. Nie wiedziałam co się dokładnie stało, ale było widać jak cierpi z bólu, choć był twardy. Chciałam wiedzieć co się stało, więc podeszłam do Pana Mieczysława Nowaka, który wstrzykiwał lek przeciwbólowy piłkarzowi.
  • Dzień dobry. Przepraszam, że przeszkadzam po prostu jest mi bardzo bliski i chciała bym wiedzieć co mu się stało - mówiłam ze szklankami w oczach.
  • No więc nie mogę Ci powiedzieć, ale wiem, że jesteś dobrą dziewczyną, a także widzę, że bardzo się o niego martwisz.a złamane żebra nie wiemy ile dokładnie, ale podejrzewamy że jedno się wbiło w płuco, a także ma wybite oba nadgarstki i ogólne stłuczenia - mówił, a ja czułam, że zaraz się rozpłacze.
  • Dziękuję Panu bardzo - mówiłam, a w tym samym momencie się rozpłakałam i przyjechało pogotowie.
   Po 30 minutach piłkarz już został zabrany na sygnale do szpitala. A ja wróciłam na ławkę w ogóle nie ogarniałam co się dzieje. Nie chciałam siedzieć sama na ławce, więc dosiadłam się do Polanskiego. Ten niestety nie odzywał się przez cały mecz, ani słowem. Po ostatnim gwizdku było 5:5. Gole dla Polski strzelili: Lewandowski, Błaszczykowski, Krychowiak, Obraniak, a w doliczonym czasie Piszczek. Za to dla Borussii Leitner, Gotze, Schieber ( podczas faulu na Szczęsnym), Reus i Sahin w doliczonym czasie. Choć radość  kibiców była ogromna to po piłkarzach było widać rozdarcie. Mimo tego, że był remis byli bardzo przybici kontuzją Wojtka. Nawet drużyna niemiecka, która nie za bardzo go znała i lubiła bardzo się o niego martwiła. Oczywiście wyjątek stanowił jaśnie hrabia Schieber, który cieszył się z gola. I gadał, że kontuzje nawet najlepszym się zdarzają.
  • Hejka mała. Jak się trzymasz - zaskoczył mnie Damian.
  • . . . - nie odpowiadałam mu nie za bardzo miałam ochotę cały czas po głowie latały mi myśli o przyjacielu i jego stanie.
  • Ej odpowiesz mi na coś- zapytał zmartwiony.
  • . . .- nadal nic nie mówiłam tylko wzruszyłam ramionami.
  • No więc jesteś może głodna i chcesz wyskoczyć ze mną na miasto - zapytał z uśmiechem na twarzy.
  • No mogę iść- odpowiedziałam z udawanym uśmiechem. Na myśl mi przyszło to, że z moim Księciem miałam iść, a teraz leży w szpitalu to miał być piękny dzień. Zaczęłam płakać,a kumpel nie wiedział jak zareagować.
  • Kurcze maleńka jak mogę Ci pomóc- zapytał z troską w głosie.
  • Być! Proszę przytul mnie- powiedziałam totalnie się rozklejając.
  • Okey okey, ale spokojnie Łukasz i Kuba z trenerem idą zaraz będzie, że coś się stało - rzekł po czym mocno mnie przytulił
  • Co się stało- zapytali równo trener Fornalik, Błaszczu i Piszczu.
  • Wojtek, ale spokojnie zajmę się nią, a co jedziecie do niego- zapytał Damian.
  • Tak muszę zobaczyć w jakim jest stanie. Dbaj o nią dopiero nam do zdrowia wróciła- odpowiedział trener i ruszył w stronę parkingu.
  • A my wiesz kumpel chcemy wiedzieć co jest i jak długo nie będzie mógł grać i wiesz takie tam - powiedział Kuba.
  • Tak tak rozumiem doskonale lećcie, bo On teraz najważniejszy - odtaknął Damian.
  • Na pewno sobie z Nią poradzisz- zapytał troskliwy Łukasz patrząc prosto w moje zapłakane oczy.
  • Tak dam radę nic jej nie będzie potem może wpadniemy do Was - powiedział odważnie Damian.
  • No okey ja lecę trzymaj się mała- krzyknął do mnie biegnąc do auta.
   W tym samym czasie doszedł do nas Moritz tak samo głodny jak my. Potem spotkaliśmy Magdę z Marco zbierających się do szpitala. Damian zabrał się z nimi zostawiając mnie z Niemcem. Całą drogę do hotelu uczyłam go kilku słów po polsku, bo nie pozwalał mi się nie odzywać, bo wtedy w ogóle się załamie. Miał rację, więc dla Niego i siebie cała drogę gadałam jak nakręcona.Na miejscu byliśmy o 20. A pokoju  był Olek który spał. Ja poszłam się szybko wykąpać, a Mo przyszykował mi ubrania po 20 minutach wyszłam uczesana i pomalowana, wzięłam ten drugi zestaw , który naszykował piłkarz, wróciłam się do łazienki po 5 minutach chwyciłam kurtkę pod rękę. Po 30 minutach byliśmy w szpitalu. Zapytałam w recepcji gdzie leży Wojtek Szczęsny oczywiście musiałam powiedzieć, że jestem przyjacielem i takie tam. Najszybciej jak mogłam pognałam z Leitnerem na Odział Intensywnej Opieki Medycznej. Musiałam najpierw założyć ubranie ochronne przed salą mojego Księcia spotkałam : Kubę z Łukaszem, trenera Fornalika, Magdę i Marco z Lewym. Od razu zapytałam czy coś wiedzą ich odpowiedź brzmiała: nie wiemy czekamy na lekarza. Czekając tak Trener po dwóch godzinach zmył się do hotelu, a my dalej trwaliśmy pod salą. Po upływie prawie 3,5 godzin wyszedł lekarz.
  • Państwo są rodziną lub przyjaciółmi- zapytał jak zawsze rutynowo. Bo prasy i fanek to było tam co nie miara.
  • Tak jesteśmy przyjaciółmi - odpowiedzieliśmy wspólnie.
  • A więc Pan Wojciech Szczęsny jest w ciężkim stanie ma złamane 4 żebra jedno z nich wbiło się w płuco. Oczywiście przeprowadziliśmy operację, ale na wszelki wypadek chłopaka zachowaliśmy w śpiączce, żeby nie czuł tak bólu.
  • Możemy do niego wejść- zapytał Lewandowski.
  • Tak, ale proszę tylko najbliżsi, a jedną osobą proszę ze mną - spojrzał nad okularami na nas.
Po słowach lekarza wszyscy zaczęli spoglądać po sobie. Wypadło na to, że Ja i Lewy idziemy do Szczęsnego, a Kuba z lekarzem. To co zobaczyłam w środku było straszne. . .

*****
To tyle na dziś mam nadzieję, że się podoba. Jutro dodam kolejny :) Oczywiście mile widziane komentarze :D

poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział 10

          ''[...]Oczywiście ja tam nie narzekałam. Siadając czekałam już tylko na pierwszy gwizdek.''



 
Chciałam sobie posiedzieć sama na ławce, ale 20 minut przed meczem (miał odbyć się o 17:45) podszedł do mnie lekarz Reprezentacji Polski
  • Dzień dobry jak się Pani czuje?? - zapytał dosiadając się koło mnie
  • Dzień dobry jest lepiej niż dwa dni temu. I właśnie chciałam się zapytać czy jutro mogę wrócić do gry znaczy na treningi - zapytałam z uśmiechem na twarzy i nadzieją w głosie.
  • Tak oczywiście podda się tylko Pani badaniom jak reszta pańskich przyjaciół i wtedy będziemy mogli powiedzieć czy możesz wrócić do grania.
  • Jejku dziękuję Panu mam nadzieję, że będzie dobrze. Tak bardzo bym chciała wrócić do gry.
  • No my też mamy taką nadzieję, bo taki bramkarz jak pani to jak żywy skarb - odpowiedział i podał rękę na do widzenia.
  • Dziękuję Panu bardzo - krzyknęłam za oddalającym się lekarzem.
  • Nie ma Panienka za co dziękować od tego tu jestem - odkrzyknął.
W tej samej chwili zauważyłam zbliżającego się Wojtka i Przemka, a także resztę rezerwowych. Oczywiście na mój widok wyskoczył im uśmiech na twarzy. O ogólnie okazało się, że moja rodzinka wypatrzyła mnie na ławce i nie odbyło się bez miliona telefonów. Miałam trochę dość także odrzucałam połączenia. Po chwili zaczęło się piłkarze zaczęli wychodzić na murawę, a kibice odśpiewali kolejno hymn reprezentacji Polski i Drużyny BVB. I zaczęło się co akcja słyszałam krzyki trenerów o błędach piłkarzy, a także po dobrej akcji pochwały. Najlepsze były komentarze Szczęsnego i Tytonia.
  • Stary ja bym to lepiej obronił. Ja nie mam nic do Artura, ale nie wysilił się nad tą akcją - przechwalał się Przemek.
  • Weź przestań nie mogę na to patrzeć gdyby nie kontuzja na pewno bym tam teraz grał - mówił Wojtek szczerząc się jak małe dziecko.
  • Hmm. . . Wiecie kochani nie wiem jak Wy, ale ja bardzo bym chciała obejrzeć ten mecz bez Waszych zazdrosnych komentarzy. Chcę nacieszyć się chwilą, a Wy mnie tu dodatkowo rozpraszacie.
  • No ba nasza zajebistość Cie poraża, a w szczególności moja - powiedział Wojtek i mnie przytulił.
  • Dobra nie rozpraszaj jej, bo nam mała znów zemdleje i będą musieli mecz przerwać, a dość dobrze im idzie. - przyciszył przyjaciela Przemek.
  • Dzięki - posłałam towarzyszowi buziaka
Podczas oglądania meczu w 20 minucie BVB przeszło do ataku Polskiej bramki i w pięknym stylu bramkę strzelił Mortiz na sam widok wstałam z ławki zaczęłam klaskać i krzyczeć z radości w tej samej chwili podbiegł do mnie bohater 21 minuty i mocno przytulając.
  • Uważaj, bo jeszcze nabawisz się kontuzji- krzyknęłam będąc już w jego ramionach
  • Spokojnie lekka jesteś nic mi nie będzie nie martw się tak. A ta bramka jest dla Ciebie mała- szepnął do ucha i dał mi buziaka w policzek.
Działo się to dosłownie kilka sekund, a dla mnie trwało całą wieczność. Do końca pierwszej połowy Polska wyrównała co zakończyło się golem Lewandowskiego i Leitnera. I radością Wojtka po golu i tym, że zaraz będzie mógł zagrać drugą połowę. Myślałam, że posiedzę sobie 15 minut sama na ławce, ale znów się pomyliłam. Podziwiałam opustoszałe trybuny podczas przerwy, gdy nagle ktoś zaczął mówić przez mikrofon.
  • Na murawę proszona jest Zuzanna Padlowska. Ktoś z bliskich ma zamiar coś do powiedzenia-słuchałam jak wryta nie wierząc w to co słyszę.
Po czym wszystko ucichło rozejrzałam się po boisku i widziałam rozgrzewających się rezerwowych, Damiana z Olkiem, ale nigdzie nie było widać Magdy. Wiedziałam, że coś znowu wymyśli za dobrze ją znam, żebym na to nie wpadła. Podczas tych przemyśleń kierowałam się w stronę murawy. W tym czasie zadzwoniła do mnie mama żebym im pomachała jak do mnie zadzwoni gdzie są. W tej samej chwili znajdowałam się na środku stadionu. Dostałam telefon, że sa przede mną więc pomachałam.
  • No no to Ty jesteś Zuzanna??- zapytał prowadzący konkurs.
  • Tak to ja, a co się dzieje nie za bardzo rozumiem o ci w ogóle chodzi- mówiłam lekko zmieszana i jąkając się.
  • A więc Zuzka przyjaciółka chciała Ci coś powiedzieć powiedział i odszedł ode mnie.
Nie wierzyłam w to co widziałam, ale w moją stronę zbliżała się Magda z piłką. Okazało się, że to piłka której kiedyś ja używałam taka cała pobrudzona i obdarta. Na zszyciach można było nawet zauważyć kropelki krwi. A co mnie najbardziej zdziwiło to to, że na tej piłce były podpisy wszystkich moich ulubionych piłkarzy, czyli: Krychowiaka, Szczęsnego, Boenischa, Obraniaka , Piszczka, Wasilewskiego, Leitnera, Gotze i Hummelsa. Bardzo się z tego powodu ucieszyłam nawet podeszły mi łzy wspomnień i szczęścia.Choć i tak miałam uraz do Magdy. Jak by nie patrzeć miałam dość jej traktowania co do mojej osoby. I nawet jakby mi załatwiła randkę z Gotze czy ślub z Leinterem nie przestała bym się gniewać. Wtedy podeszła do mnie przyjaciółka i zaczęła przepraszać nie szczególnie ją słuchałam( wiem to nie miłe z mojej strony, ale zrozumcie moją sytuację. Zawsze to ona była tą lepszą i zawsze musiałam słuchać tylko jej nigdy nie miałam własnego zdania, a jak tak za długo przy nim nie zostawałam, bo jej Ego było na pierwszym miejscu). Po chwili jednak zaczęłam jej słuchać, bo zapytała czy jej wybaczę odpowiedziałam żeby mi dała trochę czasu, bo to nie łatwa decyzja. Zrozumiała dała mi piłkę po czym w towarzystwie Tytonia ruszyłam w stronę swojego miejsca.
  • Mógłbym zobaczyć tą Twoją piłkę - zapytał nie pewnie patrząc na moje dłonie trzymające piłkę.
  • Oczywiście proszę - powiedziałam.
Patrząc na niego zauważyłam jak mu się usta szczerzą najprawdopodobniej z powodu takiego, że grałam na pozycji bramkarza. Chwilkę pogadaliśmy, a mecz się rozpoczął. Niestety w 70 minucie Wojtek został brutalnie sfaulowany przez Juliana Schiebera. Nie było wyjścia, musiał mnie opuścić Tytoń rozpoczynający grę od czerwonej kartki dla niemieckiego napastnika i opuszczenia boiska przez sfaulowanego Szczęsnego znoszonego na noszach. Bardzo się o niego martwiłam więc zeszłam za nim i lekarzami do tunelu gdzie okazało się, że. . .

*****
To tyle oczywiście rozdziały to tylko moja wyobraźnia. Ale coś czuję, że nikt tego nie czyta. Więc nie wiem kiedy dodam kolejnego posta.