środa, 16 lipca 2014

Rozdział 81

'' [. . .] Ale mam nadzieje,że dzieki temu wypoczynkowi Misiek się troche rozchmurzy i te wakacje pozostaną na długo w naszej pamięci.''



Tymczasem w Stuttgartcie.

 Z perspektywy Zuzanny.

    Zostawiłam test w pudełku chowając w szafce na środki czystości. Po czym wyszłam z łazienki, bo nie mogłam siedzieć bezczynnie wyczekując wyniku, którego tak się obawiałam. Kiedy weszłam do sypialni, by ogarnąć swoje rzeczy Moritz rozpakowywał walizki. Spojrzał tylko kto wszedł i z powrotem zajął się swoim zajęciem.
  • Odezwiesz się do mnie - zapytałam przygnębiona całą sytuacją, ale nie zareagował.
   Postanowiłam potraktować go tak samo i nic nie mówiąc przebrałam się i wyszłam na ogród. Akurat współlokatorzy zajmowali się letnimi porządkami, więc postanowiłam się do czegoś się przydać.
  • Piękna co taka smutna chodzisz - zauważył Maxim, gdy zaczęłam plewić wokół tarasu.
  • Jeśli chodzi o ogród to nie ma problemu nie musisz nic robić sam się mogę wszystkim zająć - odezwał się Ulreich napełniając basen świeżą wodą.
  • Przestańcie to nie przez to. Lubię pracować w ogrodach, sprawia mi to przyjemność, a nie przykrość - spojrzałam na nich, ale nie dokończyłam, bo pojawił się na dworze Pan obrażony.
  • Chłopaki jadę pozałatwiać resztę spraw na miasto. Potrzebujecie coś - odezwał się całkiem radosny.
  • Nie wszystko mamy - odparł Sven patrząc na moją reakcję.
  • Dobra, a Zuzkę bierzesz. Pokazał byś jej trochę miasta - zareagował Alexandru, lecz ten spiorunował go wzrokiem i zniknął.
  • Co się między Wami dzieje - zapytał bramkarz.
  • Nic - westchnęłam powstrzymując się od płaczu.
  • No wcale. Jak tu był przed przeprowadzką słuchaliśmy tylko o Tobie i tym jakim jest szczęściarzem, a teraz nawet nie zwraca na Ciebie uwagi. Ja bym na jego miejscu miał Cię cały czas obok siebie - westchnął Alexandru.
  • Nie chce o tym rozmawiać. Zostawcie mnie samą - powiedziałam powstrzymując łzy i udając w głąb zaniedbanego ogrodu.
   Dawno nie znajdowałam się w tak opuszczonym sadzie jak ten. Niestety nie moglam wykonać zabiegów pielęgnacyjno-odmładzających, bo jest zbyt wcześnie, ale pozbierałam wszystkie wiśnie i czereśnie, które wisiały na drzewach i wygrabiłam zepsute spadki na utworzony uprzednio kompost. Uprzątnęłam nawet małe ustronne miejsce pod płaczącą wierzbą gdzie znajdowała się ławka lekko zarośnieta. Przyda mi się podobne miejsce, a to było idealne. Kilka razy przychodzili do mnie piłkarze, ale nie odpowiadałam na milony zadawanych pytań. Nawet obiadu i kolacji, które mi poprzynosili nie ruszyłam wiedząc czym to się będzie skończyć wieczorem. Robiło się  coraz ciemniej, ale nie zamierzałam wrócić do domu. Wiedziałam, że Moritz znów będzie mnie traktować jak powietrze. Usiadłam pod jedną z jabłoni myśląc o tym co z moim testem kiedy nagle z zarośli ktoś mnie chciał przestraszyć.
  • Kim jesteś - zapytałam wiedząc, że to napewno nie jest mój chłopak, a któryś z moich nowych  kumpli.
  • To ja Alexandru. Przyniosłem Ci koc i ciepłą herbatę. Czytałem, że lubisz taką - przykrył mnie dając termokubek i siadając obok.
  • Widzę, że dużo o mnie wiesz. Dziękuję. Idź do nich lepiej, bo jeszcze mnie ktoś posądzi, że go zdradzam z najlepszym kumplem - otarłam łzy.
  • Nie póki mi nie powiesz czy to Twoje - wyciągnął z kieszeni znajome pudełko.
  • Zagłądałeś - zareagowałam natychmiastowo odbierając mu moją własność.
  • Refleks to masz na serio zajebisty - zaśmiał się - spokojnie nie, ale powiedz mi jesteś w ciąży - no chłopak był bynajmniej szczery.
  • Nie wiem. Boję się. Nie sprawdzałam - wyszeptałam.
  • Wiesz co powiem Ci coś - spojrzał na księżyc.
  • Słucham - spojrzałam ukradkiem na chłopaka.
  • Widzimy się pierwszy raz, ale ja wiele o Tobie. Choć nie wiem czy to na pewno prawda, bo tabloidy lubią wymyślać. Przeglądam wszystkie wiadomości gdzie pokaże się coś związanego z Twoją osobą. Zainteresowałaś mnie po tej akcji z Lisą, gdy media wkroczyły, jak to młoda Polka podbiła serce młodego Niemca. Potem uwiodłaś mnie podczas pierwszego oficjalnego meczu obozu przygotowawczego chłopaków z Borussi i Śląska. To jak poruszasz się po boisku i motywujesz dziewczyny, a tym bardziej chłopaków z drużyn jest imponujące. Podczas wypadku Szczęsnego na obozie wyglądałaś jakby Twoje życie całkowicie przestało mieć znaczenie tak jakby piłkarz był jego częścią, które odpłynęło po urazie jaki doznał. I muszę przyznać, że nie dziwię się Marinie o te chore sceny zazdrości. Bez urazy, bo jesteś atrakcyjna. Sam bym na miejscu Moritza pilnował Cię jak oczka w głowie, bo byłbym zazdrosny o każdego zbliżającego się mężczyznę. Czytając o napadzie w którym porwali Twoją najbliższą przyjaciółkę zastanawiałem się jak tak młoda dziewczyna wkraczjąca dopiero w ten świat sobie poradzi. Jak żyć gdy porywają przyjaciółkę, a ranią chłopaka i przyjaciela na własnych oczach. Sam bym sobie z czymś takim nie dał rady, a co dopiero nastolatka. Gdy nagłośniono akcję na cały świat zdałem sobie sprawę z niebezpieczeństwa w jakim się znaleźliście. Nie wierzyłem, że przeżyjesz. Ale jednak tu jesteś cała i zdrowa na szczęście. Siedzisz ze mną w opuszczonym ogrodzie Svena i płaczesz. Nie przypuszczał bym nawet, że osoby, które przeszły tyle co Ty mogą płakać po zwykłej kłótni. Jestem Twoim fanem niemal z obsesją na punkcie Zuzanny Padlowskiej. Jesteś moim wyśnionym ideałem. Nic nie mów, bo wiem o tym. Mówię to co czuję, więc spokojnie możesz mi ufać, bo ja tylko tak głupio wyglądam - parsknął śmiechem.
  • Nie wiem co powiedzieć - patrzyłam na niego przez łzy.
  • Nic nie musisz mówić. Pewnie uważasz mnie za kolejnego zakochanego psychofana, ale nie jestem taki. Tak kocham Cię, ale jesteś dziewczyną mojego najlepszego przyjaciela nie zrobiłbym tego mu. Nie mógłbym spojrzeć potem w lustro - westchnął wstając.
  • Alexandru - zawołałam patrząc jak się oddala.
  • Proszę Cię nie płacz tylko, bo to boli najbardziej. Ale sprawdź ten test. Nawet nie dla siebie czy Mo. Zrób to dla mnie i Svena, bo ja osobiście chciał bym wiedzieć co Ci dolega.
  • A co będzie jeśli on mnie zostawi, bo uzna, że chcę go wkopać w dziecko - wstałam trzymając pudełeczko.
  • Zaufaj mi nie zrobi tego za bardzo jest zakochany - wrócił do mnie.
  • Zrobiło mi się bardzo miło, gdy tak o mnie mówiłeś - jedna łza zdążyła opuścić moje i tak zapłakane oczy.
  • Ej księżniczko miałaś nie płakać - piłkarz mnie przytulił do siebie.
   W tym czasie postanowiłam się odważyć. To co powiedział chłopak, ale było mi przykro, że nie mogę odwzajemnić jego uczuć, bo kochałam Moritza był całym moim światem i nienawidziłam się z nim kłócić. Kiedy wyjęłam test z pudełka zamarłam, a łzy same zaczęły lecieć z moich oczu.
  • Pokaż - odezwał się widząc, że znam wynik.
  • Masz - oparłam się o drzewo.
  • To znaczy, że będę wujkiem - zapytał szczęśliwy.
  • Nie wiem muszę iść jeszcze do lekarza, a nawet nie wiem gdzie tu jest jakakolwiek przychodnia - wyszeptałam dotykając nadal płaskiego brzucha,
  • Jak chcesz możemy jutro rano tam pojechać, a przy okazji pokażę Ci ciekawsze zakątki naszego pięknego miasta jeśli oczywiście chcesz pokazywać się z takim idiotą w świetle dnia - zażartował.
  • Nie mów tak nie uważam, że jesteś taki. A raczej za odważnego i bardzo przystojnego mężczyznę, który tu siedzi z płaczącą, ciężarną nastolatką - uśmiechnęłam się.
  • O ten wyraz twarzy ma nie znikać już dobrze - objął mnie ramieniem.
  • Postaram się, ale bedzie cieżko, bo miałam wracać do gry, a tu taka niespodzianka - westchnęłam udając się w kierunku domu.
  • Wiesz grać możesz dopóki będziesz czuła się na siłach - szedł obok mnie.
  • No niby tak. Jest jeszcze sprawa jak ja powiem to Leitnerowi skoro nawet nie zwraca na mnie uwagi - westchnęłam przechodząc koło basenu, który wyglądał wspaniale.
  • Sven postarałeś się - zawołał Maxim, gdy weszliśmy do domu.
  • Widzę, że Ty też, bo w końcu ją ściągnąłeś do domu - uśmiechnął się do mnie.
  • A no postarał - dodałam.
  • Co tam masz - zainteresował się bramkarz.
  • Nic takiego to tylko test ciążowy, ale nie fascynujcie się, bo to jeszcze niepotwierdzone. Nie chce by ktokolwiek jeszcze wiedział na razie - westchnęłam smutno.
  • To wspaniała wiadomość nie rozumiem dlaczego jesteś smutna - mocno mnie przytulił, podnosząc i kręcąc wokół własnej osi.
  • Nie taka wspaniała, gdy ojciec nie zamierza się do mnie odezwać - wyszeptałam, gdy Mo przyglądał się radości kumpli.
  • Ekstra najpierw wymiotujesz nie zamierasz pójść do lekarza, a teraz jeszcze ściskasz się z moimi kumplami - warknął oburzony, ale nie odpowiedziałam nie miałam siły się odezwać.
  • Możesz łaskawie na nią nie warczeć - Sven odezwał się stając przede mną.
  • A Ty niepotrzebnie wtrącać - rzucił się.
  • Tak chcesz rozmawiać nie ma sprawy jutro mnie już nie zobaczysz - schowałam test i ruszyłam na górę.
  • Czy Ty do reszty powariowałeś. Ona jest w Tobie zakochana, lata trzy metry nad niebem, a Ty masz czelność jeszcze na nią warczeć, gdy jest w takim stanie - krzyknął Alexandru powstrzymując się od powiedzenia, że jestem w ciąży.
    Będąc w sypialni wzięłam swoją torbę, której nie zdąrzyłam rozpakować z najważniejszymi rzeczami takimi jak dokumenty, bielizna, kosmetyki i luźne ubrania  jakbym chciała się po drodze przebrać na przykład. Zbiegając na dół nie zwracałam uwagi, że jestem w roboczych ciuchach.
  • Zuzka nie uciekaj - Sven prosił mnie, gdy wychodziłam.
  • Nie mogę nie widzisz tego, że to wszystko przeze mnie - westchnęłam.
  • Nie nie widzę, bo nie jesteś winna. Zostań młody ma ogormny dar przekonywania. Pokrzyczą trochę, a Ty idź prześpij się w mojej sypialni ja kimnę się w salonie  - uśmiechnął się.
  • Widzę, że i tak nie wygram. Niech Ci będzie - odpuściłam idąc z powrotem na górę.
   Długo siedziałam na balkonie od pokoju chłopaka nie mogłam spać. Cały czas myślałam o tym co powiedział mi Alexandru. To było na prawdę cudowne nigdy bym nie pomyśała, że chłopak, którego nawet nie znam wyzna mi miłość. Znaczy wiele razy dostawałam wiadomości i listy od cichych wielbicieli, ale to nie to samo. Miałam przynajmniej pewność, że nikt nie będzie mnie odwiedzać, bo Alex i Mo ciągle się kłócili, a Sven milczał na temat mojego zlokalizowania. Pierwszy raz od dłuższego czasu nie miałam mdłości około 2 w nocy postanowiłam się położyć. Uprzednio napisałam Magdzie, żeby nie dzwoniła, bo mam ciężki okres w życiu i że zobaczymy się za kilka dni. Oraz, że jeszcze ją czymś zadziwię. . .

*******
To tym razem rozdział tylko z perspektywy Zuzanny. Troszkę mieszam, ale mam nadzieję, że nie będziecie się gniewać.

czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 79

''[. . .]Około 2 nad ranem przyjaciele zwinęli się do siebie, a my poszliśmy spać . . . ''



    Obudził mnie zimny podmuch wiatru. Chciałam się przytulić do mojego grzejniczka, ale po niechętnym otwarciu oczu dostrzegłam, że Moritza nigdzie nie ma. Okno od balkonu było otwarte tak samo jak drzwi. Pewnie wstał wcześniej by przygotować dom. Jego rodzice mieli dzisiaj wrócić szybciej by się jeszcze z nami zobaczyć i odebrać klucze od domu. Nie mogłam się przebudzić, więc założyłam koszulkę leżącą na fotelu i wyszłam na balkon. Na dworze jak na środek lata nie było nawet odrobinę ciepło, więc jeszcze szybciej wróciłam do łóżka wcześniej zamykając okno. Wzięłam telefon by sprawdzić godzinę dochodziła dopiero 5:50. Wyjazd planowaliśmy o 9-10 (matko jeszcze tyle czasu). Po dłuższej chwili leniuchowania na facebooku i twitterze wzięłam zwyklą białą koszulkę, czarne rurki oraz grubą czarną bluzę z napiem BVB i poszłam się ubierać. W całym domu było tak zimno i cicho, że czułam się jak w tandetnym horrorach, których tak bardzo nie lubię. Wykonując poranną toaletę usłyszałam jak ktoś wchodzi do sypialni. Nie zwracałam na to zbytniej uwagi, bo nie mógł to być nikt prócz Mo zwracajac uwagę na wczesną porę.
  • Kochanie to Ty - zawołałam pakując szczoteczkę i pastę do zębów, oraz pozostałe drobne kosmetyki.
  • Tak - odpowiedział bardzo krótko.
  • Stało się coś - zapytałam wychodząc z łazienki.
  • Nie - rzucił.
  • Przecież widzę - przytuliłam się do zdenerwowanego chłopaka od tyłu, wrzucając kosmetyczkę do swojej walizki.
  • Martwię się o Ciebie pół nocy przesiedziałaś w łazience - rzucił.
  • Co - zdziwiłam się.
  • Nie mów, że nie pamiętasz. Wróciłaś do mnie dopiero gdzieś przed 4 w nocy.
  • Misiek ja myślałam, że to tylko mój kolejny głupi sen, kolejna zmora - wyszeptałam przypominając sobie minioną noc.
  • A te pootwierane okna to też dlatego - zapytałam po chwili.
  • Tak sądziłem, że jest tu za ciepło dlatego Cię mdli - rzucił oschle.
   No to ekstra te poranne mdłości zaczęły mnie nawet odwiedzać w nocy. Do cholery co się dzieje??!! Może wypadało by pójść do jakiegoś lekarza??!! O nie żadnych lekarzy nienawidzę do nich chodzić. Zaczęłam kłócić się sama ze sobą.        
  • Przepraszam - wyszeptałam po chwili.
  • Nie masz za co, ale poszła byś w końcu do lekarza - rzucił bez uczuć.
  • Dobrze wiesz, że nienawidzę do nich chodzić - powiedziałam odsuwając się do chłopaka.
  • A ja nienawidzę, gdy cierpisz - odparł nie patrząc na mnie.
  • Spójrz chociaż na mnie - złapałam go za dłoń, którą szybko zabrał.
  • Nie - warknął.
  • Myślisz, że krzycząc na mnie coś wdziałasz - zapytałam spokojnie patrząc na jego buty.
  • Tak może w końcu zaczniesz myśleć o kimś więcej niż tylko o sobie - warknął.
  • O co Ci chodzi - zdziwiłam się tym co powiedział, ale nadal zachowywałam spokój.
  • A o to, że martwię się o Ciebie, a Ty nie idziesz do doktora tylko dlatego, że ich nienawidzisz - krzyknął powodując dreszcze na moim ciele.
  • Dobrze wiesz, że boję się obcego dotyku i krzyku, więc chociaż byś przestał na mnie krzyczeć - odpowiedziałam przez łzy.
   Po czym on fuknął coś pod nosem i nie zwracając na mnie uwagi wyszedł. Odprowadziłam go wzrokiem do wyjścia po czym padłam na łóżko i zaczęłam płakać. Po dłuższej chwili zdałam sobie sprawę, że wypadało by posprzątać sypialnie i uspokoić się przed wizytą Państwa Leitner. Podczas porządków założyłam słuchawki myśląc o tym co mi wykrzyczał chłopak. Na samą myśl o próbie gwałtu chciało mi się płakać dodając do tego to, że Moritz doskonale wiedział dlaczego nie chodzę do lekarzy. Przerażała mnie myśl, że obcy może mnie dotknąć, ale jego to najwidoczniej nie obchodziło. Sam pewnie nawet pamiętał jak go unikałam początkowo bojąc się jego dotyku. Piłkarz co jakiś czas wpadał tylko do pokoju po swoje torby nie zwracajac na mnie większej uwagi. Gdy już całkowicie byłam w swoim świecie ktoś stanął w drzwiach, które uchyliłam na chwilę by się wywietrzyło podczas końcowego odkurzania.
  • Matko - wypuściłam rurę, łapiąc się za serce i siadając na podłodze.
  • Dzień dobry Zuzanno - uśmiechnął się do mnie ojciec Moritza (tak zabawnie wyglądam, na pewno).
  • Ale mnie Pan wystraszył. I dzień dobry - uśmiechnełam się szeroko do starszego mężczyzny.
  • Płakałaś - zauważył pomagając mi wstać.
  • Nie - odparłam składając odkurzacz.
  • Widzę przecież. Powiedz mi, bo Moritz jest tak bojowo nastawiony, że aż strach podejść, a co dopiero odezwać. Jakbym mógł to by nas tym co miał w rękach zabił - wytłumaczył szybko ojciec piłkarza.
  • Pokłóciliśmy się głównie o to, że nie chce iść do lekarza - odparłam wsadzając ostatnie elementy odkurzacza do szafy.
  • Coś Ci jest?? Chora jesteś - usiadł na łóżku.
  • Nie mam tylko problemy żołądkowe i jemu to przeszkadza, że zamiast siedzieć z nim to przesiaduje w łazience - wyszeptałam, bo ukrywanie prawdy w ostatni dzień i tak nie miało by sensu.
  • Na prawdę o to Wam poszło - zapytał zdziwiony powodem naszej kłótni, gdy wzięłam swoje torby by znieść na dół.
  • Niestety - wzruszyłam ramionami.
  • Pomogę Ci - chciał mi zabrać jedną walizkę.
  • Nie dziękuję dam sobie radę sama - zauważyłam Moritza rozmawiającego ze swoją mama po czym wsadziłam rzeczy do bagażnika swojego samochodu.
  • Dzień dobry - uśmiechnełam się do rodzicielki ukochanego.
  • Oooo witaj Zuzanno. Co tak marnie wyglądasz zapytała widząc moją jeszcze bledszą cerę niż poprzedniego razu, gdy mnie widziała.
  • A to nic takiego. Brakuje mi słońca - zaśmiałam się.
  • Jasne - parsknął młody Niemiec.
  • Moritz - skarcił go ojciec.
  • Czego - warknął idąc do środka.
  • Uspokoił byś się, bo nerwami jej nie pomożesz - zaczepił go tato, gdy wracałam po resztę swoich rzeczy.
  • I co to da. Spokojnie nie dało to teraz też nie - rzucił patrząc na mnie. Czułam jego przeszywający wzrok, ale nie zwracałam na to uwagi. Mimo, że to bardzo bolało. Jeszcze wczoraj nie mógł oderwać ode mnie wzroku.
   Po zapakowaniu wszystkich swoich drobnych rzeczy i pamiątek do auta usiadłam na schodkach z kubkiem zielonej herbaty patrząc na przechodniów. Próbując jakoś uspokoić żołądek, który znów zaczął wariować.
  • Zuzanna o której jedziecie - zapytała Milena (mama Moritza) dosiadając się do mnie.
  • Nie wiem - westchnęłam - Teraz to i tak nie ma znaczenia - posmutniałam biorąc łyk gorącego napoju.
  • Oj nie smuć się. Nie pasuje Ci aki wyraz twarzy. Zapamiętałam Cię głównie jako uśmiechniętą nastolatkę, która dodawała życia do naszego domu - starsza kobieta objęła mnie ramieniem.
  • Przepraszam, ale nie potrafię. Poszła bym do tego lekarza tylko dla niego, ale teraz to już nie wiem czy chcę jechać do Stuttgartu, gdyby nie to, że moje wszystkie rzeczy praktycznie tam są. Najchętniej wróciła bym do domu i nie pokazywała mu na oczy, bo i tak na mnie nawet nie spojrzy - znów zaczęłam płakać.
  • Przykro mi bardzo, że mój syn tak Cię potraktował. Sama nie wiem co mu jest, ale zrozum też go. Zakochany jest w Tobie po uszy i nie widzi świata po za Tobą. Proszę porozmawiajcie ze sobą jak najszybciej - spojrzała na mnie zmartwionym wzrokiem.
  • Nie obiecuje, że mi się uda, ale zrobię to jak tylko dojedziemy na miejsce. On musi troszkę ochłonąć.
  • Na prawdę jesteś niesamowitą dziewczyną - westchnęła kobieta patrząc na moje zapłakane oczy - nie płacz, dziennikarze czychają wszędzie i nie pozostawią na Tobie suchej nitki. Chodź wstań, bo nabawisz się wilka - podała mi dłoń po czym przyciągnęła mnie do siebie mocno przytulając.
  • Moritz jasne - Erwin ( ojciec Moritza) otwierając drzwi synowi, który niósł ostatnie pudełko.
  • Tak tak - odparł uderzając mnie w ramię, ale nie powiedziałam nic tylko złapałam się za stłuczone ramie.
  • Dobrze pójdę umyć po sobie kubek - wstałam by wykonać czynność.
  • Pośpiesz się tylko, bo zaraz wyjeżdżamy - rzucił za mną nie patrząc co robię.
  • Dobrze - odparłam znów zalewając się łzami.
  • Moritz - powiedziała błagająco mama chłopaka.
   Po wejściu do kuchni rozejrzałam się po raz ostatni po znajomych meblach i fotografiach przypomniając sobie wszytsko co przyprawiało mnie o uśmiech.
  • Zuzanno mam pytanie - zaczepiła mnie Milena, gdy patrzyłam na zdjęcia z ukochanym, gdy się poznaliśmy, a ja byłam nie złą ciamajdą.
  • Tak - odwróciłam się odkładając przy okazji zdjęcie.
  • Robiłaś test ciążowy - o kurde to mnie zadziwiła Pani.
  • Niee skąd takie pytanie - zapytałam.
  • Bo nie wierzę, że się nie kochaliście - spojrzała na mnie z ukrytym uśmiechem na twarzy - tym bardziej, że jesteście młodzi i takie tam sprawy nie będę Cię zamęczać tym bardziej, że ten złośnik czeka. Proszę masz zadzoń do mnie jak go wykonasz - wsadziła mi małe pudełeczko do torebki uśmiechając się.
  • Dobrze, ale strasznie mnie Pani zadziwiła w tym momencie - westchnęłam zbierając się do wyjścia.
  • Chciała bym już mieć wnuki - zawołała za mną, gdy znajdowałyśmy się z Panami na dworze.
  • O słyszę ciekawy temat - uśmiechnął się Erwin patrząc na syna.
  • No teraz na pewno nie doczekacie dzieci - zawołał Mo na co ja tylko przytuliłam się do rodziców chłopaka i wsiadłam do samochodu.
  • Nie jedziesz ze mną - zapytał piłkarz, gdy zauważył moje czyny.
  • Jeśli mnie tak traktujesz to już wolę jechać sama. Pojedziesz pierwszy, a ja za Tobą - odparłam zapinając pasy.
   Chłopak już nic nie powiedział tylko zatrzasnął moje drzwi i wsiadł do swojego pojazdu. No to czekają mnie ciężkie 3 lata bez przyjaciół w obcym miejscu z naburmuszonym chłopakiem. Cała droga minęła dość spokojnie, ale zastanawiałam się nad tym co powiedziała mi Pani Milena. Może ja na prawdę jestem w ciąży, ale jak to był by 2 tydzień, a to wręcz niemożliwe, żebym miała, aż tak szybko tak silne objawy. Choć skąd ja to mogę wiedzieć mam dopiero 18 lat. Po 4 godzinach przyjemnej podróży znajdowaliśmy się w całkiem miłej okolicy domków jednorodzinnych. Nagle Moritz skręcił pod przepiękny domek. Kiedy wysiadłam chłopak po raz kolejny tego dnia nie zwrócił na mnie uwagi i bez słowa wszedł do budynku po chwili wracając z dwójką całkiem młodych i przystojnych, wysportowanych mężczyzn.
  • No no Moritz nie złe autko - odezwał się jeden z nich.
  • Dziękuję - uśmiechnął się pierwszy raz od poranka.
  • A to kto - zapytał jeden z nieznajomych.
  • To moja dziewczyna Zuzanna opowiadałem Wam o niej - objął mnie ramieniem na co zrobiłam krok wstecz.
  • Miło mi jestem Alexandru, Alexandru Maxim -  podszedł do mnie całkiem symaptyczny chłopak. 
  • No opowiadałeś, ale nie sądziłem, że aż tak ładna jest - podszedł do mnie ten pierwszy - mi również poznać nową piękność jestem Sven, Sven Ulreich - przedstawił się podając dłoń.
  • Mi także bardzo miło Was poznać. Macie piękny dom - dodałam po chwili odsuwając się od Leitnera.
  • Chodź oprowadzę Cię po mieszkaniu - zaproponował Alexandru.
  • Dobrze - wzięłam tylko komórkę i udałam sie za przystojnym piłkarzem.
   Ogólnie dom prezentował się wspaniale. Nie był tak duży jak ten w Dortmundzie, ale wydawał się cieplejszy i czuć było, że mieszkają w nim sami męczyźni jeszcze nie mam pomysłu jak będzie wszystko wyglądać, ale w linku Domek jest na czerwono wyznaczony Opis, Rzuty i Elewacja jeśli chcecie poznać rozmieszczenie pomieszczeń wejdźcie w Rzuty tam wszystko jest). Po bardzo przyjemnej wycieczce po budynku weszłam na pięknie urządzony, ale troszkę zaniedbany ogród. 
  • Słyszałem, że jesteś po architekurze krajobrazu, więc pewnie bardzo podoba Ci się ogród. Choć przyznam się bez bicia, że strasznie go zaniedbałem - odezwał się Sven, gdy Alexandru zostawił mnie na chwilę.
  • Tak, jeśli będę mogła to już dzisiaj chciała bym zacząć robić - zapytałam niepewnie.
  • Oczywiście czuj się jak u siebie, bo w końcu to teraz, także Twój dom - uśmiechnął się. 
  • Dziękuję, jeśli pozwolisz pójdę się rozpakować - po potwierdzającym kiwnięciu głowy wróciłam do samochodu po resztę rzeczy, ale ktoś mnie wyprzedził.
  • Hej piękna. Mam nadzeję, że nie pogniewasz się na mnie jak Ci troszkę pomogę, bo Mo coś jakiś taki humorzasty jest - odezwał się Maxim, gdy stanęłam jak wryta w wejściu, gdy brał moje torby.
  • Nie nie pogniewam się to bardzo miłe z Twojej strony dziękuję, ale sama też bym dała radę skoro je tam wtargałam - uśmiechnęłam się
  • Oj to przynajmniej teraz odpocznij - rzucił.
  • No dobrze dziękuję - pocałowałam chłopaka w policzek, biorąc torebkę udając sie do łazienki, by wkonać test od mamy Mo.
   Przyznam się, że bardzo długo zastanawiałam się co z nim zrobić, ale po namysłach wykonałam go. Po odczekaniu odpowiedniej ilości czasu spojrzałam modląc się by nie było dwóch kresek. . .

*****
No to nareszcie pojawił się kolejny. A więc oddaje go wam do oceny. Mam nadzieję, że się będzie podobać, bo troszkę się namęczyłam by się dzisiaj pojawił.
Egzaminy i urodzinki mam za sobą i nareszcie wakacje. Nigdzie nie wyjeżdżam, jak na razie tylko imprezuje, więc rozdziały powinny pojawiać się regularnie. 
Tęskniłam za Wami kochani i jestem ciekawa czy Wy także??

sobota, 31 maja 2014

Rozdzial 78

''[. . .]Oczywiście można było na nim polegać i wszystko szło po mojej myśli"



Oczywiście mnie nie zawiódł, bo jakże mogło by być inaczej. Spełnił moją prośbę bez żadnych problemów i to tak jak chciałam. Podeszłam do kosza, gdzie znajdowały się niespodzianki dla dziewczyn oczywiście wszystkie według mojego zamówienia.
  • Kocham Cie normalnie - zawołałam, gdy poczułam jak mnie przytula.
  • Ale co się stało - udawał, że nie wie o co mi się rozchodzi.
  • Dobrze wiesz co - uśmiechnęłam się wtulając niego patrząc na kosz.
  • A mówisz o tym to dla mnie pikuś - przedrzeźniał mnie.
  • Ooo skromny Ty. Nie musiałeś tego robić, ale zrobiłeś choć pewnie miałeś mnóstwo rzeczy na głowie - westchnęłam.
  • Kochanie zrobiłem to dla Ciebie i dziewczyn, bo wiem jak będą za Tobą tęsknić. Sam prawie umarłem z tęsknoty - pocałował mnie na co prawie się rozpłynęłam.
  • Czekaj maluchy patrzą - zaśmiałam się wychodząc z pokoju.
  • Który maluch będzie dla której - zapytał, gdy ubierałam się już do wyjścia.
  • A zobaczysz - wzięłam śpiącego malucha na ręce zbierając się do wyjścia.
  • Gdzie się znów wybieracie tak wcześnie - zapytał tato wychodząc ze swojej sypialni.
  • Spokojnie  najpierw jadę do Magdy, a potem do szkoły po świadectwo - zaśmiałam się.
  • No już się chciałam martwić, że ze szczeniakiem chcesz się żegnać ze szkołą - zażartowała mama.
  • Bez przesady mamo - broniłam się, gdy Łucja z Leo zeszli na dół.
  • Młoda tam jest Twój wskazałam na malca piszczącego w drzwiach.
  • On jest dla mnie - zdziwiła się widząc szczeniaka.
  • Nie dla mnie - podszedł do niego uradowany Leo.
  • My spadamy widzimy się popołudniu - ogłosił Moritz.
  • Nie zamęczcie pieska - dodałam schodząc na dół.  Na koniec dało się usłyszeć tylko radość siostry i śmiech reszty domowników.
  • Ale Ty kochasz rodzinę - zaśmiał się mój ukochany, gdy wchodziliśmy do auta.
  • Tak kocham rodzinkę i przyjaciół, a najbardziej takiego jednego osobnika - pogłaskałam pieska, który zaczął się wiercić.
  • Wiem wiem, że mówisz o tym buldogu - udał urażonego.
  • Oczywiście kochanie mówię o tym nadąsanym buldogu siedzącym za kierownica - pokazałam mu język.
  • Ale dzisiaj dostaniesz - powiedział bardzo groźnym tonem.
  • Uuu zabrzmiało groźnie - droczyłam się z nim dzisiaj jak nigdy.
  • Denerwujesz mnie dzisiaj - odparł lekko poddenerwowany.
  • Kocham jak się denerwujesz jesteś wtedy taki uroczy - pokazałam mu język.
  • Zaraz będziesz iść z buta do szkoły - pogroził z ukrytym uśmiechem patrząc na drogę.
  • Jesteś pewien czy tak - poprawiłam spódniczkę.
  • No dobra nie będziesz - fuknął.
  • To okey idziesz ze mną czy zostajesz w aucie - zapytałam, gdy dojeżdżał pod domek Magdy.
  • Hmm. . . - spojrzał na mnie od góry do dolu, gdy wysiadłam po czym niczym poparzony wyskoczył ze swojego samochodu.
  • Tak myślałam - ruszyłam pierwsza do wejścia dzwoniąc. Po drodze piłkarz zabrał mi szczeniaka do przygotowanego wcześniej pudełka z kojcem.
  • Cześć Zuzka co Ty tu robisz - uśmiechnął się ojciec blondynki.
  • Ja do Magdy jest??
  • Oczywiście wchodźcie - zaprosił nas do środka.
  • Dziękujemy - powiedział Mo.
  • Magda, Marco chyba ktoś do Was - zawołał jeszcze starszy mężczyzna znikając w kuchni.
  • Dzień dobry - zawołałam będąc w salonie i wyczekując na przyjaciółkę.
  • O hejka mała - usłyszałam Marco.
  • Mała to - ugryzłam się w język miałam zbyt dobry nastój by się denerwować.
  • Co ona taka nie miła dzisiaj - zareagował pytając Leitnera.
  • Mnie nie pytaj, a gdzie Twoja ukochana - chłopak opadł na kanapę stawiając najpierw pudełko obok siebie.
  • A co tam masz - zapytała ciekawa mama Magdy.
  • To dla Madzi taka niespodzianka, bo się wyprowadzam za niedługo - odezwałam się.
  • Co dla mnie co  - akurat weszła do nas dziewczyna.
  • Pięknie wyglądasz - zaniemówiłam widząc ją.
  • Dziękuję Ty również - zaśmiała się.
  • Mam coś dla Ciebie  - uśmiechnęłam się.
  • Tylko lepiej usiądź i nie mdlej - dodał Moritz.
Mina dziewczyny oczywiście była nie do opisania, gdy podał jej dość ciężkie pudełko oprawione w żółto-czarny papier w paski, a dużą kokardą. A Marco prawie zemdlał, gdy zobaczył szczeniaka na rekach ukochanej.
  • No to tak ode mnie byś za mną bardzo nie tęskniła, gdy już wyjadę - uśmiechnęłam się powstrzymując łzy.
  • Wariatko zwariowałaś - zaczęła piszczeć również się wzruszając.
  • Nie to tak z miłości do Ciebie  - podeszłam do niej obejmując od tyłu by nie zgnieść maluszka.
  • Dziękuję bardzo - westchnęła.
  • Ależ nie ma za co to taki prezent ode mnie. Łucja też dostała - puściłam jej oczko.
  • Zbieramy się, bo mało czasu jest - rzucił Marco.
Po dojeździe pod mury szkoły zebrało nam się na łzy, ale jakoś się powstrzymywałyśmy. Cały czas widziałam radość blondynki po otrzymaniu upragnionego pieska. Po rozdaniu nagród na auli udałyśmy się po świadectwa, gdzie nasze emocje opadły zalałyśmy się łzami. Najgorsze było pożegnanie z przyjaciółkami, które jeszcze nie wiedziały, że nie wrócimy we wrześniu. Oczywiście nasi panowie zostali na dworze (a co tam się działo nie muszę opisywać). Po powrocie do domu zostałam wyściskana przez siostrę, po czym szybko napisałam eska Natalii, że jadę po nią. Marcel już tam czekał na mnie, oraz szybko spakowałam wszystkie rzeczy i udałam się w trasę. Mo podrzucił mnie tylko do Poznania gdzie byłam umówiona z młodszym Hummelsem. Gdy się spotkaliśmy przepakowaliśmy tylko samochody. Ukochany zabrał moje i Marcela rzeczy do Niemiec sam udając się w trasę. Po 30 minutach wraz z naszą najmłodszą towarzyszką ruszyliśmy w drogę do Dortmundu. Po bardzo długiej podróży dostaliśmy w końcu do utęsknionego miejsca.
  • Matko - to słyszałam od dwóch godzin od kiedy jesteśmy w żółto-czarnym mieście.
  • Nati spokojnie - westchnęłam.
  • Tu sie nie da być spokojnym, ani opanowanym - chodziła jak obłąkana po ogrodzie Leitnerów.
  • Da my też tak miałyśmy na początku - zaśmiała się Magda siadając na schodach obok mnie.
  • Jesteście niesamowite - zawołała rzucając się na nas.
  • Ja??!! Wydaje Ci się, ale ona owszem - poklepałam blond przyjaciółkę po plecach. 
  • Dostaniesz - krzyknęła Magda, gdy zachowałam bezpieczną pozycję.
  • O rany - Natalia nagle usiadła.
  • Coś nie tak - zareagowałam, ale nie odpowiedziała wskazała tylko palcem na dwóch mężczyzn.
  • A mówisz o Mo i Marco - wzruszyłam ramionami, gdy tylko się dosiedli.
  • Ty jesteś zapewne Natalia Frąckowiak - Moritz pochwalił się swoja nienaganną polszczyzną.
  • Oczywiście - podała mu rękę, ale ten ją przytulił. 
  • Miło mi Cię w takim razie w końcu poznać - zaśmiał się Niemiec.
  • Kochanie gotowa - odezwał się Marcel.
  • Tak tak - odezwała się, a my spojrzeliśmy po sobie.
  • Gdzie się wybieracie - zaciekawili się panowie.
  • Zabieram ją ze sobą do Hiszpanii - powiadomił Marcel.
  • Cooo - wymsknęło mi się.
  • Coś nie tak - zdziwiła się dziewczyna.
  • Tak myślałam, że zostaniesz ze mną póki nie wyjadę - posmutniałam.
  • To moja wina, ale odwiedzimy Cię - chłopak obejmując dziewczynę.
  • Jasne- westchnęłam.
  • Noo z tym tylko, że my już jutro wyjeżdżamy do Stuttgartu - dodał Moritz obejmując mnie.
  • Szkoda - westchnęła Nati żegnając się ze wszystkimi.
  • To już jutro - zawołała Magda ze smutkiem.
  • No niestety to już jutro - powiedziałam wchodząc do domu, bo na dworze było coraz zimniej jak na 22 w nocy.
  • Będę tęsknić - przytuliła mnie mocno powalając na puchaty dywan.
  • Ja też - ledwo łapiąc oddech.
  • Ej dziewczynę mi udusisz - zaśmiał się Mo, gdy Marco podnosił Magdę.
Resztę wieczoru spędziliśmy na wygłupach i zabawach. Jeszcze nie wyjechałam, a już strasznie tęskniłam. Około 3 nad ranem przyjaciele zwinęli się do siebie, a my poszliśmy spać . . 

*****
Wybaczcie, że tak krótki, ale chciałam zbudować napięcie trochę. Rozdział dedykuję wszystkim tym co są ze mną i mnie wspierają:*** kocham Was kochane;))) A jeszcze tablet mi się buntuje;(( widzimy się więc pod koniec czerwca. Już tęsknię;(((

środa, 21 maja 2014

Rozdział 77

''[. . .] Po kilku pytaniach przyszła kolej na konkurencje, które każda z nas musiała wymyślić. Ja miałam rzuty karne, Magda żonglerkę, a Ania zrobiła pokaz karate.Od nas zależało także to kogo weźmiemy(ja już miałam pewne ochotniczki). . . ''



Nie chciałam, ani nie miałam zamiaru robić nikomu przykrości. Bo nie należę do takich osób, a sama kiedyś byłam ofiarą gnębienia rówieśników. Ale jeśli ktoś krzywdzi bliskie mi osoby w dodatku przy mojej osobie to nie ma miejsca dla szacunku. Mianowicie miałam już dwie pewne osoby, które postanowiłam naprowadzić na odpowiednią droga, albo chociaż doprowadzić do tego by poczuły się jak Natalia, gdy ją prześladowały będąc w grupie. 
  • Masz już kogoś - zapytała Magda, przerywając moje rozmyślenia.
  • Oczywiście, że tak - uśmiechnęłam się, gdy Ania poszukiwała kilku ochotników, których były dziesiątki.
  • O to pomóż mi, bo mam tylko Natalie - posmutniała.
  • Hmm. . . weź jej towarzyszkę - wskazałam na szatynkę siedzącą obok naszej przyjaciółki.
  • Mówisz o Darii??
  • Noooo, a czemu nie potrafią grać, więc udowodnią innym na co je stać i nie pozwolą by ktoś je gnębił - uśmiechnęłam się.
  • Masz rację - podsumowała Magda uciekając do Marco i reszty chłopaków. 
Na razie wolałam nie pchać się do przodu, ani do chłopaków. Obserwowałam wszystko z bezpiecznej odległości. Moje myśli krążyły między tym co się tu dzieje, a moim stanem zdrowia. Było mi troszkę słabo, ale to może przez dość ciepłe powietrze na auli. Plus minus te niemożliwe mdłości, które nie wiem w ogóle z czego mogły się wziąć. Gdy usłyszałam swoje imię szybko się otrząsnęłam. Pokaz Anny Lewandowskiej dobiegł końca, a ja żałowałam, że nie zwróciłam dużej uwagi na niego, ale wnioskując po radości uczniów można było się wszystkiego dowiedzieć. Po zaproszeniu do siebie swoich ochotników lekko zwątpiłam w swoje umiejętności.
  • Zuzka dasz radę - podszedł do mnie Łukasz.
  • Boję się - wyszeptałam wycofując do tyłu.
  • Spokojnie nie możesz teraz w siebie zwątpić. Przecież jesteś bardzo dobra. Jakbyś nie była to by Cie tu z nami nie było - złapał mnie, gdy zaczepiłam się o kable lecąc do przodu jak długa.
  • Dziękuję - wyszeptałam w jego bluzę.
  • Nie masz za co po prostu tam wyjdź. Tylko się nie przewróć - dodał.
  • Tak Łukaszku po prostu sobie tam wyjdź. Dla Ciebie to pikuś - westchnęłam sama do siebie.
  • Ja jeszcze nie ogłuchłem. Pomyśl sobie, że siedzą tu Twoi przyjaciele i rodzina nikt więcej, a dasz radę. Mi to pomagało przed pierwszym meczem - uśmiechnął się do dziewczyn stojących z Magda.
  • Cześć jestem Zuzanna Padlowska, miło mi Was poznać. Jak się nazywacie - zwróciłam się do czwórki dziewczyn.
  • Ja jestem Martyna, a ta tutaj to moja przyjaciółka Paulina - wyrecytowała blondynka wskazując na farbowaną brunetkę.
  • Za to to jest Natalia i Daria - zaśmiała się Magda.
  • Ohh. .  miło mi - pocałowałam dziewczyny w policzek.
  • Matko bardzo miło mi Was poznać, ale gdzie Twój chłopak - zapytała podekscytowana Daria.
  • Załatwia ważne sprawy związane z przeprowadzką i wypożyczeniem - westchnęłam tęskniąc za Moritzem.
  • Przepraszam nie powinnam - zwiesiła głowę.
  • Nic się nie stało, a teraz chodźmy, bo czas nas goni.
Konkurencje przebiegły dość szybko, a to może dlatego, że wspaniale się bawiliśmy. No mimo tego, że Martyna z Pauliną ciągle narzekały, że nic im nie wychodzi. Albo grały na nerwach dziewczyną dobierając się do ich partnerów podczas, gdy rozdawali autografy i robili zdjęcia.
  • Jeszcze raz ta ręka zjedzie po torsie Roberta, a nie ręczę za siebie - wyszeptała Ania cała w nerwach.
  • Spokojnie Aniu - próbowałam ją uspokoić.
  • Jeśli Martyna zaraz nie zabierze swojej łapy od Marco to wybije jej te ząbki - zawołała Magda, którą w ostatniej chwili powstrzymała Natalia.
  • Czy tylko ja widzę jak te dziewczyny ślinią się na widok chłopaków - zapytała Agata widząc jak młode dziewczyny legną do ich partnerów.
  • Wydrapię zaraz oczy Martynie - ogłosiła wściekła Magda, gdy nastolatki przekroczyły granice.
  • Kochani została jeszcze jedna konkurencja i zostaje się nam z Wami pożegnać - zareagowałam szybko ogłaszając swoje myśli na głos.
Szybko przeszliśmy do rzutów karnych nie powiem, że zaskoczyły mnie umiejętności Darii i Natalii. Ale to co wyprawiała blondi i jej psiapsióła zadziwiało chyba wszystkich. Zastanawiałam się tylko czy ona to robiły specjalnie czy na serio były takimi (matko brakuje mi słów na ich brak umiejętności). Jak nie przestrzeliwały piłkę to celowały w ogóle nie w bramkę. Momentami modliłam się by nie dostać w brzuch, bo moje mdłości to była ostatnia rzecz jakiej teraz chciałam. Chyba po 10 piłce lecącej w chłopaków siedzących za 'bramką' to prócz gwizdów uczniów w stronę nastolatek i okrzyków chłopaków błagających o bezpieczne miejsce nie słyszałam nic więcej.
  • Zuzka do cholery obroniła byś coś w końcu - krzyknął lekko poddenerwowany Marco(pierwszy raz nie dziwię się, że jest zły, ale co ja poradzę na ta ich nie subordynację) 
  • Wybacz mi bardzo, ale tu nawet fantastyczna czwórka nie pomoże - odpowiedziałam.
  • No tu się zgodzę. Jest zdolna, ale dwumetrowego zasięgu ręki nie ma - Błaszczu szybko stanął po mojej stronie.
  • Ja bym to obronił - wstał z krzesła wypinając się do przodu (taki Reus doprowadzał mnie do białej gorączki).
  • Tak jesteś taki mądry to proszę - rzuciłam w niego rękawicami. Piąstkując jeszcze lecącą w moją stronę piłkę.
  • No to się zacznie - westchnęła poirytowana Magd.
  • Nie wierzysz we mnie - odwrócił się jeszcze do ukochanej patrząc jej prosto w oczy.
  • Wierzę w Ciebie z nimi trochę gorzej - ruszyła głową w stronę nieskoordynowanych dziewczyn.
  • Powodzenia - puściłam mu jeszcze oczko i odsunęłam się ze wszystkimi na bezpieczną odległość.
Nie oddały nawet 10 strzałów, a Marco wiał już na zewnątrz byle jak najdalej od nich. No cóż sam się o to prosił.
  • No to my dziękujemy już państwu oraz Wam dziewczyny. Wychowawcy dostali pliki naszych autografów i zdjęć z podpisami. Bardzo miło było nam tu gościć i miejmy do zobaczenia na stadionach - podziękował Robert.
  • Nati - zawołałam przyjaciółkę, gdy niektórzy żegnali się ze mną i Magda w wyjściu.
  • Tak??
  • Co z tym naszym wjazdem możesz - zapytałam ją, bo nie byłam pewna czy jej rodzice się zgodzili.
  • Tak wyrazili zgodę po dłuższych namowach i mogę jechać z Tobą i resztą - uśmiechnęła się.
  • Dobra to ja jutro od razu po swoim zakończeniu przyjadę po Ciebie. Bądź już najlepiej spakowana żebyśmy nie czekali. A teraz zmykamy już, bo mamy jeszcze kilka spraw - przytuliłam dziewczynę.
  • Będę gotowa, ale to się zgadamy gdzie, bo nie wiem jak to będzie z moim zakończeniem - dodała macając nam.
  • Gdzie reszta - zapytała Magda widząc tylko Marco i Marcela.
  • Zabrali się, bo jutro lecą na wakacje - westchnął Marcel.
  • Okey to jedziecie z nami czy od razu do domu - zapytałam przyjaciół.
  • Jedziemy z Tobą - odpowiedziała Magda.
Droga jakoś nadzwyczajnie się nam ciągnęła, a to dlatego, że korki w szczycie to była katastrofa. Po dotarciu na miejsce bezproblemowo wbiegliśmy na odpowiedni odział, a następnie do gabinetu Patryka. No oczywiście z naszym wyczuciem czasu gorzej być nie mogło.
  • UPS. . . Chyba w czymś przeszkodziliśmy - zaśmiał się Marcel.
  • Nie chyba tylko na pewno - zareagował Marco ledwo powstrzymując od wybuchu śmiechu.
  • Odezwijcie się jak skończycie, a my poczekamy na korytarzu - powiedziała Magda, bo mnie całkowicie zatkało. Tym bardziej, że mnie i Mo, Marco też nakrył w dwuznacznej sytuacji.
  • Ale wtopa - odetchnęłam, gdy nie musiałam już tego oglądać.
  • Przepraszam już jesteśmy - pokazał się doktor w drzwiach z mega burakiem na twarzy.
  • Wybaczcie, że nakryliście nas w takiej sytuacji - nie gorsza była jego partnerka.
  • Dla nas to norma - rzucił Marco na co dostał ukrytego kopa od Magdy.
  • Znaczy przynajmniej ja - złapał się za obolałe miejsce.
  • Miło mi poznać naszych kolejnych wiernych fanów, ale przejdźmy do rzeczy - powiedziałam.
  • Najpierw pozbądźcie się tych rumieńców. My udamy, że nic się nie stało, Wy też i będzie happy end - zaproponował Marcel.
  • Marcel - zmierzyłam go wzrokiem.
  • No co no taka prawda - uśmiechnął się tym z tym powalającym wzrokiem w moją stronę (matko zapomniałam jak się oddycha).
Wszyscy wyszliśmy na miasto porobić sobie zdjęcia i po prostu miło spędzić dzień(choć i bez nas co to niektórzy dobrze się bawili). Nie powiem wszystko szło wręcz wspaniale. Zostawiliśmy im kilka zdjęć z nami, a resztę zabraliśmy. 
Wieczorem postanowiliśmy już wracać, ale tym razem nie poszłam na układ, że co stacje benzynową stop. Na miejscu nie miałam siły się nawet rozpakować po prostu padłam bezsilnie na łóżko.
  • Ooo lubię jak nie masz sił się ze mną kłócić - podeszła do mnie siostra.
  • Łucja spadaj - rzuciłam w nią poduszka, ale chyba nie trafiłam
  • Oj Zuzka dawno się nie widziałyśmy. Jak jesteś w Polsce to się praktycznie nie widujemy - westchnęła siadając na skraju łóżka.
  • Siostra no nie mam siły daj mi spokój - westchnęłam przetaczając swoje zwłoki na brzuch.
  • Ale ja chcę tylko pogadać - nalegała.
  • Czego ??!!
  • No tak szybko tu wparowałaś, że nawet nie zauważyłaś co się dzieje - usłyszałam w jej głosie sarkazm.
  • Jesteś w ciąży - zapytałam od niechcenia. 
  • Oszalałaś - oddała mi z poduszki.
  • No to możesz łaskawie przejść do rzeczy- warknęła lekko poirytowana.
  • Księżniczko moja kochana nie złość się tak, bo to urodzie szkodzi - usłyszałam znajomy głos, ale nie był to Marcel.
  • Nie wierzę - podniosłam bezsilnie głowę.
  • To uwierz - znów poczułam motylki w brzuchu.
  • Mo - wpadłam mu w ramiona.
  • W takim razie ja Was zostawię - usłyszałam jak siostra oddala się w stronę drzwi.
  • Spokojnie kochanie - ujął mnie w swoich ramionach.
  • Co Ty tu robisz - zapytałam nadal się w niego wtulając.
  • Mówiłem Ci, że mam niespodziankę, ale byłaś tak zabiegana, że pewnie zapomniałaś - zaśmiał się siadając ze mną na łóżku.
Jak zwykle skleroza nie boli, ale obiecuję sobie, że już nigdy nie wpakuje w coś tak zakręconego. A na pewno nie tak szybko, bo to jest bardzo przyjemne, ale tyle akcji na raz to nie dla mnie. Po szybkiej kąpieli wróciłam do chłopaka i opowiedziałam mu wszystko ze szczegółami co działo się podczas jego nieobecności. Oczy miał mniej więcej wielkości denka od pięciolitrowego słoika. Nie pamiętam w sumie nawet kiedy zasnęłam, ale obudziły mnie wiertarki i czyjeś krzywki dochodzące z dworu.
  • O cholera zaspałam - zerwałam się z łóżka.
  • Dzień dobry kotku - zobaczyłam chłopaka w białej koszulce natychmiastowo się uspokajając.
  • Która godzina ??
  • 8:30 Spokojnie zakończenie masz na 10 - podał mi telefon.
  • Okey, okey. Lecę szybko się ogarnąć - zeskoczyłam z łóżka chwytając wcześniej przygotowany zestaw ubrań.
  • Ja już Cię spakowałem - dodał ukochany.
  • No no dzień dobry - przywitali mnie panowie od remontu.
  • Dobry - odkrzyknęłam zlatując w samej piżamie na dół.
Dawno nie brałam tak szybko prysznica, ale dziś kończyłam polską szkołę i na stałe wyprowadzałam się do Niemiec i to tam planowałam kontynuację swoją edukację. Miałam niezły dylemat wczoraj co na siebie włożyć, ale mama z Mo i Marcelem bardzo mi pomogli. 
  • Wow to o wiele lepiej wygląda na Tobie niż na manekinie - zareagował Marcel, który czekał, aż opuszczę łazienkę.
  • Dziękuję - zarumieniłam się.
  • Oo kocham Twoje rumieńce - przytulił mnie od tyłu Mo.
  • Ejj przestańcie - zakryłam twarz dłońmi.
  • Dobra z drogi, bo muszę się ogarnąć - młody Hummels pchając się do drzwi.
  • Wariat - zaśmiałam się. Idąc z ukochanym do salonu, gdzie czekali rodzice, Łucja z Leo.
  • I co opuścisz nas - zapytał Bittencourt kończąc kawę.
  • No, ale to nie na długo. Przecież będę tu przyjeżdżać na wakacje święta czy ferie, oraz jak tylko będę miała kilka dni wolnego - ogłosiłam mając łzy w oczach.
  • Będzie nam Ciebie brakowało - odezwał się tato.
  • Mnie was również, ale damy rade  - uśmiechnęłam się.
  • Ogólnie Mo załatwiłeś coś dla mnie - zapytałam.
  • Tak kochanie jest w pokoju.
Na te słowa szybko udałam się do pokoju obok, aby sprawdzić czy Mo spełnił moją prośbę przed wyjazdem do Polski. Oczywiście można było na nim polegać i wszystko poszło po mojej myśli.

******
Matko nareszcie coś wyskrobałam. Nie wiem kiedy będzie następny, jeżeli nie uda mi się nic wymyślić do końca maja to rozdziału nie będzie aż do końca czerwca. Już Wam tłumacze dlaczego. A to dlatego, że 15 czerwca kończę osiemnaście lat :DD Matko to już:)) 16.06 mam pisemny egzamin,a 26.06 praktyczny i muszę się zacząć uczyć, bo czasu coraz mniej, a nauki coraz więcej. Niestety statystyki tez trochę spadły, więc nie mam motywacji do pisania:(

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 76

[. . .] Chciałam się dowiedzieć co z tymi odwiedzinami piłkarzy, bo jest taki problem, że ja jutro jadę do siebie do szkoły na zakończenie i od razu potem wylatuje. . ."


  • Dobrze proszę usiąść - zaprosiła nas do środka, abyśmy się rozgościły.
Gabinet nie różnił się od tych wszystkich, które widziałam w swoim życiu. Pomieszczenie gdzie prace sprawowała głowa szkoły - dyrektorka poprzedzało pomieszczenie sekretariatu. Oba były w standardowych kolorach, ale ten był wyjątkowy, bo gdzieniegdzie dało się dostrzec odcienie błękitu i czerwieni.  Rozsiadłyśmy się na wygodnej czarnej kanapie przy szklanym stoliku. Gdy asystentka przyniosła porcelanowe filiżanki w czarne wzory (jejku wszystko tak na poważnie, a ja w bluzie z pandą).
  • Kawę, herbatę - zaproponowała stawiając dzbanek pełen czarnego i brązowego napoju.
  • Nie dziękuję spieszy mi się trochę - życzliwie się uśmiechnęłam.
  • Przechodząc do pytania muszę wiedzieć ile osób miało by dotrzeć, bo już dyżurny poszedł oświadczyć o ważnym zebraniu na auli za kilka godzin.
  • Planuje 9 ze mną włącznie, ale jedna z piłkarek Borussii jest w szpitalu nie wiem czy zdarzy wyjść, oraz nie wiem gdzie podziały się moje trzy gwiazdy i czy nie przybędą z partnerkami. O której Pani chciała by ich zobaczyć- tłumaczyłam się, bo im oczywiście nie spieszyło się dać mi jakikolwiek znak życia.
  • Jeśli Wam pasuje to około 11/12. Bo muszę przygotować wszystko. A kto będzie - ponowiła pytanie.
  • Dochodzi 9, więc na spokojnie powinniśmy być na 11. A będzie Lewandowski, Błaszczykowski, Piszczek, Mario Gotze, Marcel i Mats Hummels, Marco Reus, Magdalena Padlowska oraz ja. - wyliczyłam wszystko.
  • O bardzo się cieszę. Niedawno uczniowie mnie prosili, aby znaną Trójce Borussi Dortmund tutaj ściągnąć - uśmiechnęłam się podając mi dłoń.
  • Dziękuję i do widzenia - wstałam podając dłoń dyrektorce w geście pożegnania i wraz z przyjaciółka wyszłyśmy na pusty korytarz.
  • Denerwujesz się - zapytała Natalia.
  • Niee. . .eee.
  • Jasne widzę i słyszę właśnie - zakpiła sobie z uśmiechem na twarzy.
  • No dobra trochę tak, ale... - nie dokończyłam, bo zaczął mi dzwonić telefon. Wyszeptałam tylko krótkie przepraszam.
  • Zuzka gdzie jesteś tu Marco - odezwał się piłkarz.
  • No już myślałam, że się nie odezwiecie. Jak tam dostała wypis - zapytałam nie zwlekając.
  • Oczywiście, że tak poszła do łazienki się ogarnąć i zaraz wychodzimy napisz mi adres hotelu . . . .
  • Czekaj, bo ja jestem w szkole to zaraz po Was podjadę, a reszta najwyżej zostanie tu - przerwałam mu.
  • Dobra to my będziemy czekać na Ciebie - zaśmiał się.
  • No, żebym to ja na Was zakochańce nie musiała czekać - uśmiechnęłam się do słuchawki.
  • Do zobaczenia w takim razie mała - rozłączył się (dostanie za tą małą)
Po wyjściu na świeże powietrze nie dostrzegłam chłopaków, ale samochód stał tam gdzie powinnien. Wysłałam im tylko wiadomość o treści, że gdziekolwiek są to o 10 widzimy się pod szkołą, a ja pojechałam po Magdę z Reusem. Po 10 minutach byłam pod szpitalem, ale pary jak zwykle nigdzie nie było. Niestety paparazzi też musiało tam stać, więc nie mogłam wyjść po nich. Siedziałam tak za kierownicą ukrywając się za full-capem Mario, bo zostawił wraz z okularami (ale się rozszalał, żeby w Dortmundzie chodził tak na luzie to kibice byli by szczęśliwi, choć przez ten transfer do Bayernu to nawet pod przykryciem wszyscy wiedzieli, że to ten''judasz''. Nienawidzę, gdy tak mówią). Siedziałam tak słuchając radia, gdy Marco z Magdą wpakowali się na tyle siedzenia.
  • Nie będzie Wam tam ciasno - zapytałam patrząc przez lusterko jak cisną si.
  • Nic nie mów jedź - krzyknęła blondynka.
  • Oj dobrze już - odpaliłam silnik i z piskiem opon odjechałam z pod placówki.
  • Myszko, ale spokojnie przecież nic się nie stało - chłopak próbował ją uspokoić, a ja skupiałam się na drodze. 
  • Wkurzył mnie ten natrętny dziennikarz i tyle - warknęła wyrywając swoją rękę z jego uścisku.
  • Wiecie nie chce się wtrącać, ale atmosfera tutaj zrobiła się trochę ciężka. Ogarnijcie się, albo chociaż podzielcie tym co Was męczy, bo Was zaraz wyrzucę - oświadczyłam dość poważnie choć miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. 
  • A, bo wiesz jacy bywają dziennikarze. Zapytał się jej jeden czy jest ze mną dla kasy i czy specjalnie odegrała to przedstawienie by zwrócić moją uwagę na siebie - powiedział Marco, widząc brak jej reakcji.
  • Oj głuptasie nie wygłupiaj się. Dzisiaj jesteśmy tutaj ostatni dzień nie warto się denerwować i tracić czasu na nerwy, gdy spełniają się marzenia Natalii.
  • Masz rację - odpowiedziała po dłuższym namyśle.
Resztę drogi spędziliśmy w ciszy. Czas w hotelu, także nie uległ zmianom. Dziewczyna poszła się kąpać, a ja z Marco pakować, bo o 15 kończyła się nasz doba hotelowa. Nienawidzę tego chłopaka od czasu gdy zranił Magdę i faktu, że nie lubi osób nieśmiałych. Ostatnio jednak wszystko zaczęło się zmieniać, bo piłkarz przechodził samego siebie by odzyskać moje zaufanie. Podobało mi się to, ale nadal nie zmieniało nastawienia w stosunku od jego osoby. Choć to nie oznacza, że zawsze będę taka oschła w stosunku do niego. Kolejną rzeczą, która zaprzątała mi głowę było mieszkanie z 3 mężczyznami w jednym domu(matko w co ja się wpakowałam). Przerażała mnie sama myśl, a co dopiero to, ze za kilka dni koszmar stanie się rzeczywistością. W ogóle sobie tego nie wyobrażam, dlatego mam cichą nadzieję, że któryś z nich ma dziewczynę, chociażby koleżankę( oni różnie nazywają swoje partnerki i czasami sama nie ogarniam).
  • Zuzka telefon - zawołał Marco, gdy zmiatałam balkon.
  • Kto dzwoni??!!
  • Mario - wściubił nos między drzwi.
  • Odbierz i daj na głośnik, bo jak widzisz jestem zajęta.
  • Cześć kochanie my czekamy gdzie jesteś - rozbrzmiał radosny głos Marcela.
  • Marcyśka, a Ty co z telefonu Mario - zdziwiłam się wchodząc z powrotem do budynku.
  • No, bo poszedł do sklepu, a my czekamy i czekamy, a Was nie ma - zaśmiał się Mats.
  • Na nudę na pewno nie narzekacie - zaśmiał się Reus słysząc piski i okrzyki szczęścia.
  • Przesadzasz, a kiedy będziecie - zapytali chórkiem.
  • Jak Magda wylezie z łazienki, bo w sumie jesteśmy już spakowani. Lewy ma przyprowadzić jej auto, a Błaszczu z Piszczem są już w drodze swoimi - uśmiechnął się do mnie dając jasno do zrozumienia bym wyluzowała.
  • Jestem - akurat z łazienki wyskoczyła blondynka.
  • No pięknie wyglądasz - od razu podszedł do niej Marco.
  • Okey chłopaki już wychodzimy - zaśmiałam się rozłączając. Po zakończeniu połączenia nie minęła chwila, zdążyłam wziąć walizkę, a miałam kolejny telefon.
  • Tak Moritz - zdziwiłam się troszkę.
  • Hej kochanie słyszę, że jesteś zdziwiona, ale od rana próbuję się z Tobą skontaktować. Co robiłaś, że nie odbierałaś - martwił się.
  • Wybacz misiek, ale wiesz dziś wracam do domu, a jeszcze to z Magdą. I mam małe oberwanie głowy wybacz, a co chcesz??
  • Byłem ciekaw o której masz to zakończenie jutro.
  • Dokładnie o 10, a co??
  • Niespodzianka zobaczysz jutro. Całuski kochanie, bo prowadzę do wieczora - nie zdążyłam odpowiedzieć, bo się rozłączył.
Gdy Marco zwalniał nasz pokój, który jak się okazało był tylko zajmowany przez nas, bo chłopcy opuścili je już kilka godzin temu. Staliśmy przed budynkiem w oczekiwaniu na piłkarza, gdy dostrzegłam samochód Magdy i Porsche Ani Lewandowskiej. 
  • Widzisz to co ja - szturchnęła mnie przyjaciółka. 
  • No właśnie widzę - przetarłam zdziwione oczy.
  • Ania - zawołałam zdziwiona.
  • Cześć Zuza tez się cieszę, że Cię widzę - uśmiechnęła się.
  • Co Wy tu robicie - zdziwiłam się widząc Piszcza z Błaszczem i żonami.
  • A no chłopaki mówili, że ich potrzebujesz, a jeśli chodzi o Ciebie to byłyśmy pewne, że to coś szalonego, więc oto jesteśmy. - zaśmiała się Agata przytulając Magdę.
  • Miło - zarumieniłam się.
  • Więc co jedziemy, bo reszta czeka - akurat wyszedł Marco.
  • Nooo, to Wy razem - wskazałam na Magdę i Reusa - Wy razem i Wy też  - upewniłam się pytając pary.
  • Tak, a Ty nas pokierujesz gdzie, bo my nie wiemy - zaśmiał się Kuba.
  • Okey chodźmy, bo zaraz będzie co Wy tu robicie - wpakowałam walizkę na tylne siedzenie i ruszyłam w drogę.
Znów w dość krótkim czasie dojechaliśmy pod szkołę, gdzie zaparkowaliśmy pojazdy i weszliśmy na teren placówki. 
  • A co w ogóle chodzi - zapytał Błaszczykowski.
  • O to, że odwiedzicie tę oto szkołę - zaśmiała się Magda.
  • No mam nadzieję, że wiecie co mówić i nie potrzeba improwizacji - zapytałam dostrzegając resztę chłopaków wraz z Natalią.
  • Oczywiście nie raz się odwiedzało placówki wychowawcze - machnął ręką Piszczu. 
  • Więc dziewczyny usiądą razem z nami, a by będziecie się w tym czasie produkować - zaśmiałam się przytulając blondynkę.
  • No dzięki, a masz szczęście, że zawsze mamy karty i markery przy sobie, bo tak z pusta ręką no to nie wypada - rzucił Mario.
  • Spokojnie kochany. Ja tu mam wszystko - wyjęłam z torebki zdjęcia swoje, Magdy i chłopaków.
Po wytłumaczeniu reszty mało ważnych szczegółów wraz z panami poszliśmy do gabinetu dyrektorki obwieszczając, że jesteśmy już gotowi do odwiedzin. Po porobieniu grupowych zdjęć szkolny aparatem udaliśmy się na aulę. Najbardziej cieszyła mnie myśl, że Natalia miała świetne kontakty z Wags piłkarzy. Usiadłyśmy w różnych częściach sali by móc spokojnie pomagać uczniom w odpowiedziach jeżeli jakikolwiek piłkarz w ogóle by o coś pytał.
  • Matko widzicie te koleżaneczki Natalii - usłyszałam piskliwy głos za sobą, aż mnie ciary przeszły.
  • Jakiej Natalii - odpowiedział kolejny głosik.
  • Frąckowiak wiesz ta co się uważa nie wiadomo za co.
  • A tak słyszałam, że nie źle owinęła sobie wokół palca tą piłkarkę i piłkarzy by ich wykorzystać, a potem pokazać swoją prawdziwą twarzyczkę - grzecznie słuchałam jak obrażają mi przyjaciółkę.
  • Zuza ja to widzę uspokój się, bo zaraz wybuchniesz - złapała mnie za rękę Ania.
  • Staram się, ale obrócić się tez nie moge, bo wszyscy zauważą, że tu siedzimy - policzyłam do 3 od razu uspokajając nerwy, akurat nasze gwiazdy zaczęły wychodzić.
  • To się nam Robert denerwuje - zauważyła karateczka.
  • Czemu tak uważasz - zaciekawiłam się.
  • Widzisz jak zaciera dłonie i macha nogami - uśmiechnęła się.
  • A no ojejki, ale ekstra nie wiedziałam, że on wie co to nerwy - zasłoniłam ręką usta, bo Pani dyrektor akurat przedstawiała obecnych gości.
  • Wiem także, że gdzieś na sali znajdują się Panie i przyjaciółki tych oto Panów. Bardzo bym prosiła, aby po wyczytaniu imienia i nazwiska pokazały się gdzie są - Pani Elżbieta (tak miała na imię najważniejsza osoba w szkole) rozejrzała się  po tłumie z uśmiechem na twarzy.
  • Magdalena Padlowska partnerka obecnego tutaj Marco Reusa - wyczytała, a na drugiej stronie wstała dziewczyna z rumieńcami na twarzy, gdy piłkarz zwrócił na nią uwagę. 
  • Miło nam Panią poznać, więc może teraz Ewa Piszczek jak mówi samo nazwisko. . .
  • Żona Łukasza Piszczka - przerwała by uczniowie mogli dokończyć, a Ewa nieśmiało wstała machając wszystkim dookoła.
  • Następnie gdzieś w tłumie siedzi nasza uczennica Natalia Frąckowiak i Agata Błaszczykowska. Wielkie brawa dla nich - zaśmiała się, a dziewczyny wstał dumnie kłaniając się wszystkim.
  • Oraz żona najlepszego polskiego snajpera i najlepsza karateczka Anna Lewandowska wraz z bramkarką Zuzanną Padlowską.
  • Co?? To one tu były, a ja ich nie poznałam - znów usłyszałam piskliwy głosik.
  • Miło nam tu przebywać z tak wspaniałymi ludźmi - przemówiła moja towarzyszka widząc mój zabójczy wzrok.
Dalej głos przejął Kuba, bo Robert tłumaczył Reusowi, a Lukasz braciom i Mario. Dość zabawnie wyglądały miny chłopaków jak dostawali pytania których nie do końca rozumieli mimo, że znali język. Reszta spotkania minęła dość spokojnie i w bardzo radosnej atmosferze, bo Marco i Mats popisywali się sowim łamanym językiem. Wszystko przeszło dość fajnie dopóki nie przyszła kolej na konkursy i konkurencje.
  • Zapraszamy naszych gości - Magdę, Zuzannę oraz Anię - usłyszałam głos Piszczynio.
  • Co oni kombinują - zapytałam Anię, która wzrokiem zabójcy patrzyła na ukochanego.
  • Nie wiem - skrzywiła się chętna do zabicie męża.
  • Więc teraz rozpoczniemy konkurs wiedzy na temat tych pięknych kobiet - zaśmiał się Marco, co jeszcze bardziej rozbawiło naszych widzów
  • Świetnie  - parsknęła Magda.
  • Spokojnie tez się ciesze z tego powodu - powiedziałam z sarkazmem w głosie.
Po kilku pytaniach przyszła na kolej na konkurencje, które każda z nas musiała wymyślić. Ja miałam rzuty karne, Magda żonglerkę, a Ania zrobiła pokaz karate.Od nas zależało także to kogo weźmiemy ja już miałam pewne ochotniczki. . . 

*****
Wybaczcie, że taki bezsensu, ale trochę bez weny ;((( Mam nadzieję, że nie jesteście źli, ale zablokowałam anonimowe komentarze. To tyle na dziś mam nadzieję, że się chociaż Wam spodoba.