niedziela, 29 września 2013

Rozdział 55

''[. . . Po 20 minutach wszyscy po cichu krzątaliśmy się po kuchni, aż usłyszeliśmy huk dochodzący z pokoju Zuzanny. . . ''



Początkowo nikt nie zareagował. Wszyscy spojrzeliśmy po sobie z lekko przestraszonymi minami. Po chwili Moritz jakby się w sobie przebudził i zerwał do pokoju ukochanej.
  • Matko Zuzka myślałem, że coś Ci się stało - mówił klęcząc i trzymając dziewczynę w objęciach.
  • Co się tutaj właściwie stało - zapytałam widząc potłuczone szkło i kałużę wody.
  • A nic - Zuza raptownie się poderwała i znów upadła.
  • Kochanie nic Ci nie jest - w locie złapał ją Mo.
  • Nic mi nie jest - odpowiedziała ze zwieszoną głową zbierając resztki wazonu.
  • Jak nic jak widzę, że coś jest - Łucja zaczęła na nią krzyczeć.
  • Nie krzycz nic tym nie zdziałasz - uspokoił ja Leo zabierając na wycieczkę.
  • Wyluzujcie dobra. Chciałam wymienić kwiatkom wodę, chciałam sięgnąć z łóżka, ale nie dosięgałam poderwałam się zbyt szybko zakręciło i się w głowie. O to tak znalazłam się z tym wszystkim na tej podłodze. Nie wzięłam rano leków to są skutki uboczne. Już nie dramatyzujcie okey - jak zawsze pełna energii próbowała nas uspokoić.
  • Ale nas nastraszyłaś - powiedział Serg i udał się z powrotem do kuchni po miotłę i ścierki.
  • Oo dzięki. Daj mi to, a Wy idźcie dalej gotować - powiedziała do mnie, Syriusza i Mo.
  • Ja zostaję, ale Wy jak chcecie możecie iść - poprawił Leitner. Tak też zrobiliśmy. Postanowiliśmy zostawić ich samych, bo ja osobiście nie wierzyłam Jej w to, że chciała wymienić wodę zbyt dobrze ją zna, ale nie chciałam się z nią sprzeczać widziałam w jakim jest ostatnio stanie.

  Przemyślenia Zuzanny.

Tak całkowicie poważnie trochę pamiętam i nie tego co się wydarzyło. Od kilku dni strasznie boli mnie wątroba i kości, a nie jem nic czego mi nie wolno dodatkowo pije te ohydne soki z kiszonego buraka i ogórków. A dla dobra moich kości nawet nie wracam do treningów. Choć i tak mam dni, że tracę czucie w nogach i mdleję, żeby nie było, że znów straciłam przytomność postanowiłam zrzucić wazon zaraz po przebudzeniu i udawać, że to był wypadek. Nie chcę ich okłamywać, ale równie dobrze nie chce ich zamartwiać. Mam dwa tygodnie luzu chcę to jak najlepiej wykorzystać z ukochanym i przyjaciółmi, a nie leżeć w szpitalu pod kroplówkami. Rozumiałam złość Mo, ale nienawidzę jak się denerwuje tym bardziej na mnie.
  • Zostaw sama sobie poradzę - odezwałam się z ogromną delikatnością, by się nie złościł.
  • Nie, bo się zranisz kochanie. Pozwól mi to zrobić - mówił dość spokojnie, ale wiedziałam, że zaraz się zdenerwuje, bo jest równie uparty jak ja.
  • Ale rozwaliłam muszę po sobie posprzątać - tłumaczyłam swój wyczyn, by tylko zostać na chwilę sama i szybko wziąć tabletki.
  • Zuza zaraz Cię wyniosę do drugiego pokoju, zamknę i będziesz tam siedzieć - dalej się sprzeczaliśmy.
  • Nie ja tutaj zostaję - skrzyżowałam ręce na wysokości klatki piersiowej dalej się sprzeciwiając.
  • No to nie zostaje mi nic innego jak Cię stąd zabrać kochana - uśmiechnął się po czym złapał mnie w zgięciu kolan oraz pod łopatkami i zaniósł na fotel w sypialni rodziców.
  • Ja będę protestować - krzyknęłam, gdy zmierzał do drzwi.
  • Misiaczku protestuj ile chcesz, ale z ta szyną na nodze nic nie zdziałasz - wrócił się powiedział do mnie dał buziaka w czoło i wyszedł.
Siedziałam na tej kanapie z obrażoną miną i pilotem w ręku kiedy telefon zaczął dzwonić. Na wyświetlaczu pojawił się numer Piszczka zdziwiłam się trochę, bo dawno się nie odzywał.
  • Tak słucham - odebrałam, ale bez żadnej reakcji.
  • Jest tam ktoś - zapytałam ponownie, ale nadal nic.
  • Ej no bez żartów Łukasz, zaraz Cię zabiję no odezwij się - powiedziałam już trochę głośniej i lekko zdenerwowana.
  • Zuza to Ty - usłyszałam słodki, cichy i delikatny głos Sary.
  • Oczywiście, że ja. Witaj mała co u Ciebie - zapytałam.
  • A no nić nudzi mi się mam taty telefon i pomyślałam, zie do Ciebie zadźwionie. Ziapytam jak zdlówko i pobablam, bo jest u nas wujek Malco z niemiłą panią - już po głosie małej czułam, że jest coś nie tak.
  • U mnie wszystko gra. Mo mnie niedawno wyniósł z pokoju, bo mu przeszkadzałam i się o mnie martwił. Jaka nie miła Pani. Mam się z Nią rozprawić - próbowałam ją jakoś rozpogodzić.
  • Mam nadzieję, zie się nie pokłóciliście, bo inacej sobie z Nim polozmawiam mówię baldzo powaznie. A ta Pani ma na imię Caloline i mnie pilnuje kiedy lodziców ni ma - zaczęła płakać.
  • Mała nie płacz proszę. Robi Ci coś złego - zapytałam przerażona.
  • Nie Zuza nie lobi mi nic złego - broniła się.
  • Spokojnie kochana nie powiem nic tatusiowi ani mamusi. Możesz mówić śmiało - zaczęłam się denerwować.
  • Zuza ona na mnie ciągle kzycy jak się bawie psychodzi i mnie sarpie krzycąc, zie jeśtem rozpiesconym baholem, któly powinien ją słuchać i zablania mi mówić cokolwiek tatusiowi i mamusi - tu mała się rozpłakała.
  • Spokojnie, a gdzie są rodzice - zapytałam zdziwiona.
  • Wyjechali na tydzień na jakąś konfelencie - siorbała noskiem
  • Kochana Zuza już z wujkami i ciocią po Ciebie jadą dobrze - ogłosiłam natychmiast.
  • Dobzie, plosę tylko sybko. Bo wujek Malco zalaz jedzie na tlening i znów będę miała psechlapane.
  • Dobrze już się pakuję i wsiadam w najbliższy samolot. A teraz mnie posłuchaj.  Potrafisz obsłużyć komórkę - zapytałam.
  • Ocywiście, ze umiem - zaśmiała się.
  • To wspaniale. Jak się rozłączysz włącz nagrywanie i schowaj telefon gdzie Caroline go nie znajdzie, a będzie wszystko słychać jak na Ciebie krzyczy, dobrze - powiedziałam małej co mam w planie, a ona postanowiła mi zaufać.
  • Tak lozumiem. Musę końcyć woła mnie buziaki. Kocham Cię Zuza - powiedziała od razu się rozłączając.
No to zapowiada się ciekawa wycieczka do Dortmundu. I przy okazji mam nadzieję, że nikogo nie zabiję. W ogóle kto mądry wpadł na pomysł, aby ta blond menda pilnowała moją kochaną siostrzyczkę. 

W tym samym czasie u Łucji i Leonarda.

Kiedy tylko Leo wyciągnął mnie z domu pojechaliśmy do Wrocławia. Miasto bardzo spodobało się Niemcowi i jakby tylko mógł na pewno by tu zamieszkał. Tym razem pojechaliśmy nad Odrę gdzie chłopak przyszykował cudowny piknik. Bawiliśmy się doskonale, nikt nam nie przeszkadzał. Choć coś mnie cały czas trapiło, a była to moja starsza siostra. Doskonale wiedziałam, że znów ma problemy z kościami. Kilka lat temu miała to samo. Jednego dnia czuła się idealnie chodziła na treningi dawała z siebie wszystko była nawet gotowa zagrać pełen mecz, ale po powrocie do domu traciła czucie i upadała. Tłumaczyła to zawsze przemęczeniem i krótkotrwałym omdleniem, ale nigdy jej z rodzicami nie wierzyliśmy, choć sama wiedziała najlepiej. Z rozmyślań wybił mnie głos ukochanego
  • Co się tak zamyśliłaś. Gadam do Ciebie od 20 minut i żadnej reakcji - zaśmiał się przytulając od tyłu.
  • Przepraszam myślałam o Zuzce. Już  jestem tylko dla Ciebie - odpowiedziałam i zaczęliśmy się całować. To było coś cudownego. My sami na opuszczonym brzegu Odry, gdzie nikt nie chodził, słońce pięknie świeciło i ten cudowny zapach wilgoci od uderzających fal rzeki. 
Niestety wszystko co dobre szybko się kończ. Około 12 zadzwoniła Zuzka.
  • Hej gdzie jesteście - zapytała od razu.
  • Można powiedzieć, że we Wrocławiu, a co chcesz - zapytałam czując, że jest zdenerwowana.
  • Lecę z Magdą i chłopakami do Niemiec, bo Sara natychmiast mnie potrzebuje.
  • Okey, ale co się dzieje ??
  • Błagam o nic nie pytaj zadzwonię do Ciebie dzisiaj wieczorem, albo jutro dobra. Muszę jeszcze do rodziców zadzwonić, więc buziaki i grzecznie tam.
  • Jak zawsze. Trzymajcie się tam pa - zaśmiałam się i rozłączyłam.
  • Co jest - Leo zapytał popijając colę.
  • Zuzka jedzie z resztą do Dortmundu - odpowiedziałam jakby jeszcze do mnie nic nie dotarło.
  • Ale po co. Jeszcze jej tam nie było ostatnio - zaśmiał się.
  • Podobno mała Piszczkówna  jej potrzebuje - uśmiechnęłam się.
  • Ojej jakie to słodkie, ale ciekawe co się stało - chłopak się rozczulił.
  • Właśnie też się zastanawiam. Kocham za to Zuzę zawsze jak trzeba było była obok mnie i wspierała, a nawet pobiła kilkoro chłopaków i dziewczyn, którzy mi dokuczali - zaśmiałam się przytulając do ukochanego.
  • No to widzę, że cicha woda brzegi rwie - piłkarz zaczął się śmiać. Po czym jeszcze chwilę gadaliśmy i pojechaliśmy na rynek wrocławski pospacerować.

 Z powrotem u Zuzki.

Postanowiłam dotrzymać słowa i pójść się spakować. Wychodząc z pokoju zauważyłam, że nie ma Magdy i Syriusza, a Mo siedział w łazience. Najszybciej jak tylko potrafiłam weszłam do pokoju, wyciągnęłam swoją czarno żółtą walizkę i rozpoczęłam pakowanie wraz z szukaniem najbliższych samolotów do Dortmundu. Zdążyłam wpakować najważniejsze rzeczy, miałam już pakować dokumenty do torebki kiedy do domu wróciła Magda z Syriuszem, a Moritz wyszedł z łazienki.
  • Co Ty robisz miałaś siedzieć w pokoju - zaczął Serg z Magdą.
  • Pakujcie się mam 2 godziny do wylotu - poganiałam ich.
  • Ale gdzie lecimy - zapytał zdziwiony Mo owinięty jedynie ręcznikiem.
  • Kochanie uroczo wyglądasz - uśmiechnęłam się.
  • Wiem, ale miałaś odpoczywać - rzekł Mo.
  • A jedziemy do Dortmundu. Błagam Was wszystko wytłumaczę w samochodzie, ale zaufajcie mi i spakujcie się.
  • Dobra, dobra spokojnie już znaczy zaraz wracamy - powiedziała Magda po czym szybko z chłopakiem pojechali do domów po ubrania.
Po niecałej godzinie wszyscy byliśmy już spakowani i sprzątaliśmy dom po obiedzie. W tym czasie ja dzwoniłam do siostry i  rodziców. Wytłumaczyłam im, że mam coś bardzo ważnego do załatwienia w Niemczech i żeby się nie martwili bo piłkarz będzie cały czas ze mną. Podczas przejazdu na lotnisko do Wrocławia powiedziałam wszystko przyjaciołom, żeby się już nie denerwowali. Ich reakcja była różna Mo nie mógł uwierzyć, Magda nie chciała wnikać, a Serg chciał ich pozabijać. Wylot mieliśmy o 15:34, a byliśmy o 14:30, na miejscu mieliśmy być około 17.
  • Okey to mamy troszkę czasu idziemy od razu na odprawę - zapytał Syriusz.
  • Tak im szybciej będę w samolocie tym będę spokojniejsza - coraz bardziej się denerwowałam.
  • Kochana spokojnie nerwami małej nie pomożesz - próbowała mnie uspokoić Magda, a Syriusz z Mo udali się po coś do picia.
  • Ja próbuję się uspokoić, ale mam ochotę zabić tę idiotkę gołymi rękami - aż nosiło mnie z nerwów.  
  • Ej no spokojnie słoneczko - Magda mnie mocno przytuliła na co od razu się uspokoiłam. 
Po chwili piłkarze wrócili z gorącą czekoladą dla nas. Chwilę posiedzieliśmy pijąc i rozdając autografy. O 15:20 siedziałam już spokojnie na swoim miejscu w samolocie. Całą podróż przespałam na ramieniu chłopaka. Na lotnisko w Dortmundzie przyjechał po nas lekko zdziwiony Lewy, którego poinformowała Magda jak lecieliśmy.
  • Co Wy tutaj właściwie bez zapowiedzi robicie - zapytał, gdy już jechaliśmy.
  • Musze z kimś pogadać - powiedziałam bardzo groźnym tonem.
  • O zabrzmiało groźnie, Moritz Ty jej tam pilnuj, bo nas zaraz pozabija - zaśmiał się mój rodak.
  • Spokojnie, ale nikt nie będzie krzywdził małego Bogu ducha winnego dziecka - uniosłam się na co od razu zareagował Mo i Magda siedzący obok mnie.
  • Ale o kim mowa - zainteresował się Polski snajper.
  • O Sarze, a czemu właściwie Piszczowie pojechali na tą konferencję i zostawili małą z tymi debilami - zapytała Magda.
  • Nie wiem właśnie, Błaszczu pewnie wie. Ogólnie ma się rozumieć, że podrzucić Was do domu Piszcza.
  • Dokładnie - uśmiechnęłam się.
  • A raczej do mojego i Serga - poprawił Moritz.
  • Haha. . . Spoko - Robert szybko zmienił kierunek.
Po 30 minutach byliśmy na miejscu, na całe szczęście Mo mieszkał niedaleko, więc najpierw zaszliśmy do niego zostawić walizki. Jego rodzice widzieli mnie pierwszy raz, więc bardzo chcieli mnie poznać, ale niestety musiałam ich przeprosić i udać się na pomoc małej. Za to Magda z młodym Leitnerem udała się do Jego domu. Wierzyła mi, że jestem na tyle rozsądna, że nie potrzebuje Jej do pomocy.  I nawet nie chciałam, żeby wracała do okropnych wspomnie związanych z Reusem. Po kilku minutach zauważyłam obściskująca się Caro z jakimś mężczyzną na schodach do domu Łukasza, Ewy i Sary. Nie wierzyłam z Mo w to co widzę, więc zaczęłam pstrykać zdjęcia. Kiedy weszli na ogród ja z ukochanym udawaliśmy ninje i zaczęliśmy podsłuchiwać co się dzieje. Wiem, że to nie jest dobre, ale nie mogłam od razu wbić i Jej nakopać. Musiałam udawać, że o niczym nie wiem. Czekałam, aż się ściemni i tajemniczy mężczyzna wyjdzie stamtąd, a wtedy udam, że wpadłam w odwiedziny. Postanowiłam posiedzieć na ławeczce w pobliskim parku i poobserwować z daleka, a przy okazji miło spędzić czas. Około 21 tamten facet wyszedł, na co my od razu zareagowaliśmy. Niby ze spaceru wolnym krokiem udaliśmy się do domu Piszczków. Przed bramą zauważyliśmy zbliżające się czarne sportowe auto.
  • Ej a to nie jest Reus przypadkiem - zapytałam chłopaka, który rozpoznał samochód drużynowego przyjaciela.
  • A no jest. Wiesz tylko Marco może mieć własne nazwisko w rejestracji - zaśmiał się obejmując mnie.
  • O siema co Wy tu robicie - farbowany blondyn od razu zareagował jak nas zobaczył. 
  • A nic takiego przylecieliśmy dzisiaj i postanowiliśmy poodwiedzać znajomych - uśmiechnęłam się.
  • To fajnie, ale ani Łukasza ani Ewy nie ma  - powiedział puszczając mnie pierwszą do mieszkania.
  • A gdzie są - zapytał Mo.
  • Pojechali na jakąś konferencje dotyczącą operacji Łukasza - uśmiechnął się do mnie wiedząc, że go nie lubię.
  • Zuzka jesteś nalescie - natychmiast przybiegła do mnie Sara rzucając na szyję.
  • Też się cieszę, że Cię widzę mała - odpowiedziałam odwzajemniając uścisk.
  • O i Mo tes jest - zaśmiała się.
  • Hej Maleńka - chłopak wziął ją na ręce.
  • A Wy czego tu szukacie - nagle z góry zlazła babajaga. . . 
******
Sorki, że musieliście czekać, bo miał ukazać się w piątek, a jest dziś. Ale mam bardzo bojowy nastrój i nie wyspałam się, dlatego też nie mogłam się w sobie zebrać. Mam nadzieję, że się podoba.

piątek, 20 września 2013

Rozdział 54

'' [. . . ] Po powrocie piłkarze nadal spali. Więc postanowiłyśmy ich obudzić w troszkę niecodzienny sposób. . .''



Patrząc na słodko śpiących chłopaków i zamyślone miny dziewczyn  narodził mi się w głowie szatańsko dobry pomysł na ich obudzenie. Może i był trochę niecodzienny, ale mógł nam przy stworzyć wiele uśmiechu.
  • Coś Ty taka zamyślona siedzisz nad tymi biedakami - zapytała Łucja wchodząc do sypialni rodziców.
  • Ty coś kombinujesz - kontynuowała podejrzenia Magda.
  • Ja??!! Przecież zawsze jestem grzeczna - chytrze się uśmiechnęłam.
  • Ty grzeczna dobre żarty - zaczęły się śmiać.
  • Cii, bo się obudzą - uciszyłam je widząc jak piłkarze się kręcą.
  • No to mów, a nie - krzyknęły szeptem.
  • Laski no mam taki maleńki, ale bardzo ciekawy i nie groźny pomysł - zawołałam towarzyszki do kuchni by nie obudzić chłopaków.
  • Jaki - od razu zareagowała Magda.
  • Coś czuję, że mamy się bać - zaśmiała się moja siostra.
  • Wy nie, ale oni owszem - wyszczerzyłam ząbki.
  • Boję się Ciebie Zuzka - powiedziała przerażona Łucja.
  • Znasz mnie 16 lat, a nadal nie znasz moich pomysłów - zaczęłam się śmiać.
  • To ja znam ją 4 i boję się na samą myśl co wymyśli, ale zarazem całkowicie we wszystkim ją popieram - dodała blondynka.
  • No i gitaśnie, ale mniejsza no chcecie wiedzieć co wymyśliłam.
  • Dobra to mów co chcesz zrobić - powiedziała Magda siadając wygodnie na krześle.
Opowiedziałam swój plan dziewczynom. Były w totalnym szoku, ale też w zaciekawieniu czy wszystko pójdzie tak jak chcemy. Szybko  ubrałyśmy krótkie spodenki, koszulki, żeby było wygodniej (Łucja taką jak na zdjęciu, a ja z Magdą żółte z czarnymi rękawami) i ruszyłyśmy do akcji. Szybko skoczyłam po megafon na strych, Łucja rozpaliła kadzidła i świeczki by się trochę zakopciło, a Magda przygotowała wiaderko z lodowatą wodą w końcu było lato, więc można było zaszaleć. 
  • To co na trzy - zapytałam lekko powstrzymując śmiech.
  • No byle szybko, bo ja chce zobaczyć ich miny - wyszeptała strasznie zaciekawiona Magda. Po czym na trzy otworzyłyśmy drzwi od ''sypialni'' chłopaków.
  • Aaaa. . . Pali się uciekajmy - zaczęłam panikować, a dziewczyny za mną.
  • Co gdzie jak -  śpiochy natychmiast zerwały na równe nogi i nie patrząc na nas zbiegli na dół.
  • Nagrywacie ich - zapytałam za Łucją i Magdą goniących za nimi z kamera.
  • Oczywiście. Jakbyśmy mogły opuścić tyle radochy. Po kilku minutach wkurzeni i obrażeni na cały świat piłkarze zaczęli wchodzić do domu.
  • Hej mokry przystojniaku - podeszłam do Moritza i chciałam dać mu buzi, ale zrobił obrażoną minę i nie mogłam się powstrzymać, aby nie wybuchnąć śmiechem.
  • Ej Wy też tak macie - zapytałam dziewczyny.
  • No niestety - odpowiedziały lekko smutne.
  • Miśki no daliście się wkopać. Bardzo przykro mi to mówić, ale miałam genialny pomysł, który udało się wtoczyć w życie - mówiłam powstrzymując śmiech.
  • To Ty - zapytali chórkiem Panowie.
  • Tak - uśmiechnęłam się niczego nie świadoma.
  • Osz Ty zła kobieto - Moritz zaczął mnie ganiać po domu.
  • Nie dam się - krzyczałam skacząc na jednej nodze. Jednak po chwili mnie złapał.
  • Ale Wy jesteście szalone - powiedział obrażony Bittencourt.
  • Też Cię kochamy - pokazałam mu język.
  • Coś czuję, że będziecie jutro w porannej gazecie - skomentowała Magda podająca ręcznik młodemu Leitnerowi.
  • Co??!! - przerazili się.
  • No nam też się tak coś czuje - skomentowałam wraz z siostrą serfując po internecie.
  • O to my - Leo wskazał na monitor.
  • No coś Ty ja myślałam, że ja - skomentowała młoda Padlowska.
  • To co robimy. Chyba nie będziemy siedzieć tak cały wieczór i patrzeć w internet - zapytał znudzony Syriusz.
  • A co chcesz robić o 22 - zapytał Mo.
  • Nie wiem może skoczymy do sklepu, a dziewczyny poszukają jakiś ciekawy horror.
  • O nie żadnych horrorów - powiedziałam wraz z Bittencourtem. 
  • Czemu one są świetne??
  • Co się dzieje - zapytała Magda, która akurat szykowała popcorn.
  • Panowie wpadli na pomysł, że skoczą do sklepu, a my poszukamy jakiś horrorek.
  • Nie ma mowy na żaden horror. Ja jutro muszę wstać do szkoły. Rodzice dali nam ultimatum albo idę do szkoły, albo chłopaki wracają do Dortmundu - odezwała się moja siostra gotowa do spania.
  • O właśnie Łucja do łóżka już, a my ogarniemy dom - pogoniłam młodą do spania, a sama z resztą zaczęliśmy ogarniać mieszkanie.
Około 1 w nocy skończyliśmy sprzątać ten bajzel. Leo poszedł spać do dziewczyny, a ja z Mo, Magdą i Syriuszem spaliśmy u rodziców na podłodze, bo chłopakom nie odpowiadały łóżka. O 7 zadzwonił budzik, gdy wstałam zauważyłam już ubraną Łucję i śpiącego Leonardo wtulonego w prześcieradło.
  • Co Ty już nie śpisz - zapytałam zdziwiona.
  • No nastawiłam sobie budzik jakbyś zaspała czy coś - uśmiechnęła się.
  • Aha to okey to o 7:30 chłopaki Cię zawiozą dobra.
  • No spoko.
  • To ja lecę robić śniadanie - powiedziałam wychodząc z pokoju pozostawiając zakochanych. Po 10 minutach byłam już gotowa zostało zrobić śniadanie i  tak też uczyniłam. Po 5 minutach kanapki były gotowe, a woda na herbatę już się gotowała. Wchodząc do przyjaciół widziałam jak Serg próbuje wykopać się z objęć Magdy.
  • Heheh. . . hejka co Ty wyprawiasz - zapytałam Go szeptem by nie obudzić reszty.
  • Nie widać od godziny próbuje ściągnąć z siebie Magdę i Mo. Z Nim szybko mi poszło, ale Jej nie chcę budzić za słodko wygląda.
  • Ale jesteście uroczy. Śpijcie ja obudzę tylko Moritza, albo nie. Dobranoc.
  • Co Ty kombinujesz??
  • Nic chciałam, żeby ktoś Łucję odwiózł, ale zapomniałam, że jest jeszcze Leo.
  • A to okey jak się obudzą to im powiem, że pojechałaś z nimi.
  • Dzięki pa- odpowiedziałam i wyszłam. Z powrotem udałam się do siostry, która była zajęta mizianiem się. 
  • Wiecie co ja bym nie chciała Wam przeszkadzać. Jakbym śmiała oczywiście, ale Drogi piłkarzu proszę się ubrać i zawieść moją siostrę do szkoły w jednym kawałku.
  • Okey spoko już się ubieram i wychodzimy - zaśmiał się wciskając spodnie na tyłek.
  • Oj komuś się chyba przytyło - usłyszałam brechty mojej siostry za drzwi.
  • Ruchy tam noo - zaczęłam ich poganiać.
  • Przecież się sprężamy - płakał ze śmiechu Niemiec.
  • No ja jestem gotowa, ale On ma mały problem - siostra ze śmiechu kładła się na podłogę.
  • Bardzo zabawne kochanie wiesz - powiedział oburzony Leo.
  • No z Naszej perspektywy nawet bardzo zabawne - zadrwiłam z Niego.
  • Weź załóż dresy, a nie wciskasz się w te rurki i pół domu budzisz - do porannej sprzeczki jeansowej dołączył również lekko zaspany Mo.
  • Dobra niech ja je tylko znajdę - zaczął biegać po pokoju młody pomocnik.
  • Spinaj pośladki szybciej, bo się spóźnicie - zaczął ich ponaglać mój ukochany. Po 10 minutach w końcu pojechali, a ja wraz z Mo postanowiliśmy z powrotem położyć się spać w moim pokoju, bo cholernie źle się poczułam. Nic nie mówiłam chłopakowi, bo znam Jego nadopiekuńczość, a do szpitala nie chce wracać. Ale chyba jednak się domyśla. Przebrałam się w piżamę i odpłynęłam w objęciach Mo.

Kilka godzin później u Magdy.

 Obudziłam się około 10:30 w ramionach Syriusza i podejrzanej ciszy. Byłam niemal pewna, że rano słyszałam kłótnię Zuzki, Łucji, Mo i Leo, a teraz cisza. Po cichutku wstałam i rozejrzałam się po mieszkaniu. Wszędzie spokojnie w kuchni zrobione kanapki. Postanowiłam zajrzeć do pokoju Zuzy i Łucji, a tam słodko na kanapie leżała moja zakochana parka. Nie chciałam im przeszkadzać, ale nie miałam żadnych ubrań na przebranie. Po chwili przypomniało mi się, że Zuzanna ma pełno sukienek w których nie chodzi i pewnie moge sobie którąś pożyczyć. Wskoczyłam w pierwszą lepszą sukienkę po czym postanowiłam obudzić Syriusza i ugotować jakiś obiad. 
  • Dzień dobry Kochanie - podeszłam do niego z kubkiem gorącej herbaty i talerzem kanapek.
  • O dzień dobry kotku. Jak się spało?? Wyglądasz bosko - mówił lekko zaspanym głosem, a także ukrytym uśmieszkiem.
  • Dobrze rano wydawało mi się, że słyszałam jakąś kłótnię, ale nic nie widać, żeby się kłócili czy coś.
  • A gdzie reszta - zapytał wcinając kanapki.
  • A Zuza z Mo śpi w pokoju obok, a Łucja zapewne w szkole nie wiem gdzie jest Leo, ale mniejsza kiedyś się zapewne odnajdzie.
  • Kiedy wracamy do Ciebie ??
  • Nie wiem. Myślałam, że może nie będziemy ich budzić tylko coś sami upichcimy - puściłam mu oczko i weszłam do kuchni. Zajrzałam do lodówki, ale tam prócz jajek, piwa i soku nie było nic.
  • Ej masz numer Bittencourta - wróciłam do pokoju gdzie Serg składał materac.
  • No mam, a co chcesz od Niego??
  • No ciekawa jestem gdzie jest. I czy nie mógł by wpaść do sklepu.
  • Dobra to ja zadzwonię - po czym wybrał numer do przyjaciela, a ja poszłam zajrzeć co u przyjaciół. 
  • O Magda Ty już nie śpisz - zapytał ziewając Moritz.
  • No tak jak widać - zaśmiałam się.
  • Cii. . . Zuza coś źle się czuję nie chce by się obudziła - momentalnie mnie uciszył, dał buzi Zuzce i wyszedł po cichu zamykając drzwi.
  • A co Jej - przestraszyłam się.
  • Nie wiem nic nie mówiła, ale widać było, że coś Jej jest - odpowiedział smutny.
  • A leki to ona dziś brała??
  • Nie wiem raczej nie, ale nie budźmy jej na razie - odpowiedział, a wtedy wszedł też Serg z wiadomością, że Leo wraca z zakupów. Po 20 minutach wszyscy po cichu krzątaliśmy się po kuchni, aż usłyszeliśmy huk dochodzący z pokoju Zuzanny. . . 
*****
Na zakończenie chciałam powiedzieć, że rozdział długo się nie ukazywał, bo miałam małe załamanie z czego też wywiązał się brak weny. Miałam nawet ochotę usunąć bloga, ale po długim namyśle postanowiłam go tylko tymczasowo zawiesić, a dokładnie dopóki się nie odblokuje i nie wrócę do pisania. Ale oto jestem troszkę krótko napisałam, ale mam cichą nadzieję, że Wam się spodobało.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 53

'' [. . . ] Okey jak zawsze - uśmiechnęłam się i ruszyłam do łazienki. Potem poszłam spać. ''




4 miesiące późnej.

   W czasie mojego pobytu w szpitalu nie działo się nic zbytnio ciekawego. Oglądałam mecze i ich powtórki, leżałam odwiedzałam małe dzieci. Poznałam kilka całkiem słodkich potworków, które uwielbiały ciągać mnie za kucyka. Pod koniec pobytu przenieśli mnie na salę ogólną do niezbyt miłej nastolatki. Na widok odwiedzającej mnie Ani, a czasami nawet Roberta zachowywała się jak niedorozwinięta gówniara, która dostaje wszystko czego tylko chce. Po walentynkach miałam totalnie nie spodziewanych gości, a mowa oczywiście o Magdzie i Syriuszu. Przyjechali szczęśliwi, uśmiechnięci i co najlepsze okazało się, że nie są już tylko przyjaciółmi tylko parą. Bardzo uradowała mnie ta wiadomość, bo wiedziałam jak ona cierpi po stracie Marco. Ale to że młody Leitner był z Nią nie zmienia faktu, że jak wyjdę ze szpitala zabiję Marco. Pourywam mu co nieco i tak przywalę, że popamięta Zuzannę Padlowską do końca życia. Najlepszą niespodzianką były odwiedziny Wojtka, który zawitał dzień przed moim wyjściem. Dokładnie pamiętam ten dzień. Leżałam i słuchałam muzyki, bo ta blondi z łózka obok działa mi na nerwy. Gwiazda od siedmiu boleści, a nawet nucić nie potrafi. No ale wracając do piłkarza. Wszedł dość niepewnie na salę kiedy to Nina( tak było Jej na imię) zaczęła piszczeć jak nie normalna i zemdlała. A Wojtka zamurowało.
  • Okey chyba złą porę na odwiedziny sobie znalazłem - zaśmiał się wchodząc.
  • Kiedyś byś nie przyszedł ona by tak samo zareagowała. Poczekaj idę po pielęgniarkę.
  • A tak ogólnie co Cię do mnie sprowadza - zapytałam po powrocie.
  • Piszczu zgarnął Twoje rzeczy w czasie wypadku i oddał mi, bo ma mecze, a ja mała kontuzję. Zostałem w Warszawie, ale ostatnio spotkałem Anię i powiedziała mi, że jestes tutaj. Pozałatwiałem wszystkie swoje sprawy i oto jestem - powiedział witając się ze mną.
  • Okey, a co już po sprawie??
  • Nie jeszcze potrzebują Twoich i Magdy zeznań, ale podobno mają to zrobić jak będziecie w domach - ogłosił.
  • Wiesz co ja chyba wyrzucę te ubrania i telefon. Raczej ich nie potrzebują skoro je oddali.
  • Spoko nie chcę do tego wracać - zaśmiałam się po czym wspominaliśmy stare dobre czasy na obozie.
   I tak minęły mi odwiedziny Wojtka. 2 marca popołudniu dostałam wypis, a odebrała mnie Ania z mamą i siostrą Roberta. Do domu nie wróciłam od razu, ponieważ każda z nich miała swoje sprawy do załatwienia i dopiero po dwóch dniach mogłam znaleźć się przy bliskich. Gipsu nie miałam tylko szynę, więc z kulami tak szybko się nie pożegnałam. Następnego dnia byłam pierwszy raz od dłuższego czasu w szkole. Syriusz i Magda nie mogli uwierzyć, że to ja. Wyglądałam jak szczypiorek, blada, ale jak zawsze uśmiechnięta. Nauczyciele i koledzy przywitali mnie bardzo pozytywnie. W ogóle nie pytali o te sprawy z wypadku tylko jak się czuje. Niestety miałam dietę i leki, ale cieszyłam się, że żyję wśród osób, które kocham. Z Moritzem mam fantastyczne kontakty zawsze dzwoni przed treningiem, a po widzimy się na Skype. Bałam się, że nie damy rady, ale jesteśmy już 4 miesiące i jest nierealnie idealnie. W maju mieliśmy troszkę wolnego, bo to matury, majówka i przeleciało. Dwa tygodnie byłam w Dortmundzie, oczywiście nie sama poleciałam z Magdą i Syriuszem. Było fantastycznie piłkarze BVB zrobili nam imprezę powitalną specjalnie dla mnie bez alkoholu. Kiedy w drzwiach domu Mo pojawił się Marco miałam ochotę Go zabić. Podszedł nawet do mnie z tą swoją blondi zapytać jak się czuję i inne, ale na hej dostał z liścia z potem całkowicie przypadkowo. Nie jestem groźną dziewczyną to był wypadek nie moja wina, że nikt Go nie nauczył chodzić i patrzeć pod nogi, ani szanować innych uczuć. A więc z całkowitego zbiegu okoliczności kula mi się wyśliznęła z reki wprost pod nogi Reusa przez co zaliczył dość mocną glebę na pobliskie kafelki w kuchni. UPS no co przypadki chodzą po ludziach. Byliśmy także na trybunach w czasie meczu rewanżowego Real Madryt vs Borussia Dortmund gdzie Lewy rozgromił ich aż 4:0. Po tak cudownym meczu była kolejna impreza dwa w jednym, ponieważ cieszyli się, że wygrali, ale my musiałyśmy na następny dzień wracać z powrotem do Dortmundu, gdyż nazajutrz wracaliśmy do Polski. I tak minęły mi 4 miesiące.
Dziś mamy 15 czerwca sobota, moje 19 -naste urodziny. Wstałam o 11, a dokładnie obudziła mnie siostra z Leo oblewając wodą.
  • Zabije - to pierwsze słowa jakie wypowiedziałam. Wstając w całej mokrej piżamie.
  • Wszystkiego najlepszego - wyszczerzyli się jak mysz do sera.
  • Ładny masz brzuszek - skomentował Niemiec na wyjście na co oberwał poduszką od Łucji.(Tak nadal są razem)
  • Zabiję Was kiedyś - krzyknęłam przechodząc do łazienki z suchymi ubraniami. Założyłam dres i pomogłam mamie w przygotowaniach. O 16 postanowiłam założyć sukienkę od Mo, moje ulubione czarne szpilki, mama pomogła mi zrobić fryzurkę  i delikatny makijaż.
  • Wow pięknie wyglądasz - skomentował Leonardo, który zanosił akurat talerze na stół.
  • Dziękuję - uśmiechnęłam się.
  • Wiesz o której oni będą - zapytała mama.
  • Nie wiem mieli coś jeszcze do załatwienia po zebraniu, ale mówili, że napiszą - odpowiedziałam i dosiadłam się do zakochańców. Siedzieliśmy śmialiśmy się no w skrócie dobrze bawiliśmy.
  • Zuzka ktoś przyszedł - krzyknęła mama z kuchni. No oczywiście kto mógł przyjść przed czasem jak nie dziadkowie.
  • O rany Zuzanna co Ci się stało - zapytała babcia widząc jak schudłam i chodzę o kulach.(Zapomniała bym moi rodzice nie informowali nikogo z rodziny o wypadku).
  • Widzisz mówiłem Ci przecież o tym napadzie we Wrocławiu na hotel piłkarzy w którym przebywa nasza wnuczka z przyjaciółmi, ale jak Ci mówiłem, że to ona walczy o życie to Ty nie to na pewno pomyłka przecież jest wiele dziewczyn o tym imieniu. Szkoda tylko, że nie tyle samo gra w piłkę - komentował mój dziadek, a wszyscy słuchali w lekkim osłupieniu.
  • Dobra i co teraz będziesz chodził po kolegach i opowiadał niestworzone historie na temat naszej kochanej wnuczki - babcia mnie ścisnęła, ale troszkę za mocno.
  • Ej możecie mnie tak nie ściskać, bo nie chce kolejnego przeszczepu, a raczej śmierci.
  • Dobrze dobrze - skomentowali po czym złożyli życzenia i się rozgościli. Oczywiście każdy po kolei reagował tak samo, a mama poczekała, aż się wszyscy zejdą i powie wszystkim razem, a nie każdemu z osobna. Około 19 zadzwoniła moja komórka to była Magda.
  • Hej. Gdzie jesteście - zapytałam.
  • A dojeżdżamy do Brzegu mogła byś wyjść po nas na stację - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
  • Dobra to ja się zbieram - odpowiedziałam po czym wskoczyłam w balerinki, bo były wygodniejsze. Po 20 minutach gdzie normalnie mam 5 byłam na miejscu i czekałam na przyjaciół. W pewnej chwili na stacji pojawiła się grupka dzieci z opiekunami. Nie wiem kiedy, ale wszystkie podbiegły do mnie i chciały autografy.
  • Przepraszam, ale chyba mnie z kimś pomyliliście - zareagowałam lekko przestraszona.
  • Jesteś Zuzanna Padlowska - zapytał miły chłopiec.
  • No tak.
  • I masz chłopaka Mo Leitnera - zapytała dziewczynka ubrana na różowo.
  • Tak, ale co to ma do rzeczy - uśmiechnęłam się.
  • My Panią podziwiamy jest Pani naszym wzorem. Możemy autograf - zareagowały chórkiem.
  • Oczywiście, ale nie mam nic do pisania - posmutniałam.
  • Ale my mamy - A z każdej strony widniały długopisy, każdy z innym piłkarzem lub w innym kolorze czy wzorze. Rozdawałam podpisy, robiłam zdjęcia, aż nie zauważyłam, że moi przyjaciele przyjechali.
  • Dobrze dzieci zostawcie ją - zareagowali w końcu opiekunowie.
  • No dobrze. Pa Zuzka miło było Cię poznać - pomachały mi i udały się do nadjeżdżającego pociągu.
  • No kochanie nie sądziłem, że masz już tylu fanów - Mo podszedł do mnie delikatnie przytulając. Kiedy tylko zbliżyłam się do Jego torsu poczułam mocny zapach perfum, który tak bardzo uwielbiałam.
  • Hallo wiecie my nie chcieli byśmy przeszkadzać, ale my tu też jesteśmy - odezwał się Serg.
  • No miałeś się nie odzywać - dostał kuksańca od Magdy.
  • A to za co. Przecież nie będę tu stał i czekał, aż komary nas zjedzą - zaśmiał się.
  • Hej kochani - przytuliłam się do reszty i ruszyliśmy do domu. 
Tam oczywiście nie obeszło się bez zaczepek mojej kuzynki, ale tym razem się nie dałam. Jak zaczęła obrażać Magdę i rzucać się od mnie od razu ruszyłam do akcji i razem z Jej przydupasem. O nie pozwolę sobie znów rujnować imprezy, a tym bardziej obrażać najbliższych. Oczywiście nie obeszło się od zgrywania bezbronnej przy rodzinie, ale kiedy wyszła wszyscy byli ze mnie bardzo dumni, że w końcu przeciwstawiłam się tej kretynce. Po 20 impreza rozkręcała się na maksa. Mo z Syriuszem i Magdą bardzo dobrze dogadywali się z moją rodzinką i szybko odnajdywali wspólne tematy. Bawiliśmy się do 6 nad ranem, a tato tak polubił Leitnera, że musiał spać z moimi rodzicami w pokoju, a ja z Magdą, Łucją, Leo i Syriuszem na podłodze w drugim. Spaliśmy do 16 następnego dnia. W między czasie moi rodzice pojechali w odwiedziny do rodziny we Wałbrzychu.
  • Co tak pachnie - zapytała moja siostra śpiąca najbliżej drzwi.
  • A gdzie są nasi Panowie - zapytała Magda.
  • Nie wiem, która godzina - zareagowałam.
  • Matko, ale pospałyśmy. Dochodzi 17 - zaśmiała się blondynka.
  • Jezu, muszę wziąć tabletki, ale nie chce mi się wychodzić z łóżka - poderwałam się, ale momentalnie znów położyłam.
  • Wariatka, ale jestem ciekawa jak stąd wyszedł Leo z Syriuszem kiedy leżałam mu na torsie - powiedziała Magda z Łucją.
  • Heheh. . . to macie rozkmine - zaśmiałam się udając do wyjścia.
  • Dziewczyny chodźcie tu na chwilkę - cicho zawołałam towarzyszki.
  • No co jest  - pierwsza wyszła Magda. 
  • Patrz co oni robią - wskazałam na podłogę w pokoju rodziców.
  • Matko jak oni słodko wyglądają - zaśmiała się Łucja, która ledwo żywa raczyła zawitać swoją osobą. 
  • No nie powiem, ale uwiecznię te chwilę - powiedziałam i ruszyłam po komórkę.
  • I wiem co tak pachnie - zaśmiała się moja siostra.
  • Co takiego - wyszeptałam podchodząc do Mo i Serga, którzy leżeli na sobie.
  • Zrobili nam na śniadanie kanapki kawę w kubkach wystarczy zalać wodą i na obiad makaron i sos. Jacy oni kochani - zachwycała się dziewczyna Bittencourta. 
Po zrobieniu kilka sweet zdjęć chłopakom i zjedzeniu dań przygotowanych przez chłopaków. Poszłyśmy na mały spacerek po mieście. Oczywiście nie obeszło się bez napadu fanów naszych i chłopaków.
  • Matko ja Wam współczuję - zaśmiała się Łucja. 
  • Myślisz, że chciałyśmy tak zaczynać. Gdzie się tylko nie pokaże atak kibiców i kiboli, gdy nie ma chłopaków - odpowiedziałam wraz z dziewczyną grającą w ataku.
  • No myślałam, że to jest fajne.
  • To się myliłaś  w tym nie ma nic fajnego - odpowiedziała Magda.
  • Choć na początku było bardzo fajnie nie ma co w to wątpić, ale to jest męczące gdzie byśmy nie wyszły same czy z przyjaciółmi to koniec świata, a jeśli na mieście pokażemy się z jakimś chłopakiem to już w ogóle. Wtedy nie liczy się czy to był Twój kuzyn, wujek, brat, czy nawet tato lub przyjaciel ze wszystkich zrobią kochanka - dodałam.
  • A to nie jest fajnie - skomentowała siostra.
  • Wracamy - zapytałam, gdy zaczęło się ściemniać.
  • Oczywiście jutro mamy wolne, więc posiedzimy z chłopakami, a Łucję się tylko odprowadzi do szkoły - skwitowała Magda.
  • Heheh. . . A no tak egzaminy zawodowe zapomniałam - zaśmiałam się i wraz z dziewczynami udałam do domu.
Po powrocie piłkarze nadal spali. Więc postanowiłyśmy ich obudzić w troszkę niecodzienny sposób. . .

******
Póki pamiętam to zapraszam do Bohaterów ukazali się nowi, bo zapomniałam poprzednio napisać, a także do zakładki Kontakty dodałam swojego ask'a. A rozdział wybaczcie, że tak późno, ale braki weny dawały się we znaki. Bardzo Dziękuję Anonimce J dzięki gadaniu o Mo wróciły wszystkie pomysły. Resztę oddaję Waszej opinii :** A i nie wiem kiedy będzie kolejny, bo 26 wyjeżdżam w góry i nie wiem czy uda mi się coś napisać do końca tygodnia. Jak nie to najwyżej napisze coś tam, a dodam jak wrócę.

piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział 52

'' [. . .] Resztę czasu siedzieliśmy gadając o wszystkim po czym o 14 przyjechał Robert z moimi rzeczami i udaliśmy się na samolot.''



Nigdy nie lubiłem pożegnań, a to już w ogóle mnie przerażało. Powiedziałem Lewemu, że moje rzeczy są już  spakowane wystarczył tylko spakować laptop i Ipoda.  Podczas rozmowy z piłkarzem Zuza poszła do łazienki widziałem, że to rozstanie nie będzie dla niej łatwe. Od teraz będzie sama w tym szpitalu nikt Jej nie odwiedzi, bo jest zbyt daleko od bliskich. Tak bardzo mi żal, że muszę odlecieć. Kiedy wróciła kończyłem rozmowę usiadła na łóżku patrząc na mnie swymi pięknymi błękitnymi oczami, które biły ogromnym smutkiem.
  • Dobra Lewy to do 14 ja kończę - rzekłem.
  • No młody trzymaj się tam. Jak wpadnę trochę szybciej to jeszcze pogadamy. Na razie - powiedział i rozłączając się.
  • Kochanie nie płacz - podszedłem do niej mocno przytulając.
  • Ale ja będę tak cholernie za Tobą tęsknić - rozkleiła się na maksa.
  • Ja za Tobą również będę bardzo tęsknić, ale jest internet, poczta wszystko - trzymałem Ją w objęciach sam powstrzymując łzy.
  • Wiem, ale to nie to samo - odpowiedziała smutna.
  • Doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale kiedy tylko będę mógł przylecę. Nawet jeśli to ma być pięć minut z Tobą to będę. Ogólnie kiedy wychodzisz stąd - zapytałem.
  • Podobno mogę wyjść 2 marca - uśmiechnęła się.
  • O git bo my jutro gramy z Szachtarem w Lidze Mistrzów.
  • O rany zapomniałam, że jutro jest 13 - złapała się za głowę.
  • Będziesz nas oglądać??
  • No oczywiście jakbym mogła nie oglądać - zaśmiała się.
  • No postaram się strzelić coś dla Ciebie, więc musisz oglądać.
  • No to tym bardziej będę oglądać mam telefon, a pójdę do pokoju wypoczynkowego i tam pewnie też będzie telewizor to obejrzę.
  • Pamiętaj, że jesteś w szpitalu, żeby Cię emocje nie poniosły - zaśmiałem się.
  • Spokojnie Misiek jestem dużą dziewczynką umiem kulturalnie się zachowywać.
  • Okey kotku ja zaraz wrócę muszę skoczyć tylko do lekarza - dałem Jej buz.
  • Ale po co - zapytała, gdy wychodziłem.
  • Muszę dowiedzieć się jakie leki musisz brać i załatwić Ci telewizor na jutro.
  • Okey idź - pomachała mi. 

Tymczasem u Zuzki.

Gdy tylko wyszedł z sali podeszłam do okna. Miałam świetny widok na Warszawę, a dokładnie jakiś park i stare miasto. Zdałam sobie sprawę, że jeszcze tutaj posiedzę, ale będę mieć rehabilitację na tą nogę, więc, źle nie będzie. Dam radę wytrzymać tutaj jeszcze dwa tygodnie, a dokładnie już tylko 13 dni :). Szkoda, że bez Moritza, ale wierzę, że nam się uda. Jutro mecz, więc jakoś przetrwam kolejny dzień. Może pochodzę po szpitalu zapoznam się z kilkoma osobami. Może trafi się jakiś kibic Borussii, bo na Śląska w Warszawie nie mam raczej co liczyć. Stałam tak w oknie, gdy na salę wszedł Robert z Anią.
  • Hej kochana - na szyję rzuciła mi się młoda karateczka.
  • Cześć miło Cię widzieć - również odwzajemniłam uścisk. 
  • No no witaj w świecie żywych - jak zawsze zażartował piłkarz.
  • Też się cieszę, że Cię widzę - przytuliłam się do Niego na powitanie.
  • Siadajcie na łóżku, krzesłach tam jest fotel rozgośćcie się - pokazałam na miejsca siedzące.
  • Jak się czujesz - zapytali razem po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
  • Dobrze nawet bardzo podobno wszystko idzie po myśli lekarzy. Ale teraz do końca życia będę musiała brać tabletki, pić soki z kiszonych ogórków i buraków, bo to idealne naturalne lekarstwa - powiedziałam.
  • No zgodzę się, a kiedy wychodzisz - zapytała moja przyjaciółka.
  • Jak będzie dobrze szło to 2 marca - uśmiechnęłam się.
  • A potrzebujesz czego, bo moge Ci to jutro przynieść - zapytała Ania.
  • Nie nic nie trzeba dziękuję.
  • Ale na pewno, bo ja i tak będę do Ciebie zaglądać - nalegała.
  • Jakaś gazetka by się przydała, bo troszkę mi się tu będzie nudzić -  dalej chwilę rozmawialiśmy, głównie śmialiśmy, ale nie narzekam było miło.
  • Co tu tak wesoło - przed 14 na salę wszedł mój ukochany, ale nie zauważył moich towarzyszy.
  • A bo mam gości kochanie - przytuliłam się do Niego.
  • Kogo - zapytał zdziwiony.
  • Obejrzyj się za siebie - powiedziałam nadal tuląc się do chłopaka.
  • A kuku - za rogu sali wyskoczyli narzeczeni.
  • Matko co Wy tu robicie - zapytał zaskoczony.
  • Robert przyjechał po Ciebie, a ja mam jeszcze urlop, więc posiedzę z Zuzą kilka dni - powiedziała Ania witając się z Moritzem.
  • To co zbieramy się - zapytał napastnik.
  • Musicie - zapytałam smutnym głosem.
  • Tak niestety o 19 mamy zbiórkę - Mnie przytulił Mo, a Lewy narzeczoną.
  • No to dobrze - przytuliłam się najmocniej jak potrafiłam i zaczęłam płakać.
  • No to my Was zostawimy - dodał Robson i wyszli.
  • Kocham Cię - szepnął mi do ucha.
  • Ja Ciebie też - odpowiedziałam dalej płacząc. Staliśmy tak jeszcze chwilkę.
  • Kochanie muszę iść - dodał, ale nie zdążyłam bo zaczął mnie całować. To było coś niesamowitego, ale jak zwykle ktoś musiał to zniszczyć.
  • Młody wiesz nie chce Ci psuć tak romantycznej chwili, ale za pół godziny mamy samolot do Wrocławia - na salę wszedł Lewy.
  • Ej zawsze musisz psuć takie chwile - zapytałam wraz z karateczką.
  • Takie moje życiowe zadanie najwidoczniej - zaśmiał się.
  • Okey to lecę myszko - ostatni raz dał mi buzi i mocno przytulił, tak samo jak  Nasi przyjaciele siebie nawzajem.
  • Pa Zuzka trzymaj się widzimy się po finale Ligi Mistrzów - pomachał mi Polski napastnik.
  • No o ile dojdziemy - skomentował mój chłopak.
  • Wątpisz we mnie - skomentował Lewandowski i wyszli.
  • Ej maleńka nie płacz - Ania trzymała moją dłoń, gdy przytulałam się do poduszki zalewając łzami.
  • Staram się, ale już za Nim tęsknię. Jak Wy bez siebie tak długo wytrzymujecie - zapytałam przez łzy.
  • Wiesz początki były tak samo trudne, ale ja na treningi, zawody. Za to Robert na treningi, mecze, ale widzieliśmy się kiedy tylko była okazja. Jak nie ja do Niego to on wsiadał w samolot i był u mnie daliśmy radę. Wy też dacie jesteście młodzi, a już tyle przeszliście, więc nie wierzę żeby Wam się nie udało.
  • Dziękuję, że jesteś - uśmiechnęłam się, a towarzyszka podała mi chusteczki.
  • A ogólnie działo się coś ciekawego - zapytałam, a Ania zaczęła opowiadać o napadzie dziennikarzy na szpital i chowaniu się w schowku na miotły.
  • O rany to ładnie. Mi się śnił Finał Ligi Mistrzów i wiele innych ciekawych, ale nie wyobrażałam sobie czegoś takiego. Rozmawiałyśmy jeszcze na wiele innych tematów, aż zadzwoniła moja komórka.
  • To mama, moja mama dzwoni - popłakałam się ze szczęścia.
  • No to odbierz na co czekasz, a ja przyniosę coś do picia. Zrobiłam jak powiedziała głównie mama pytała czy jest mi tu dobrze, jak się czuję czy Mo już odjechał itd. Po godzinie się rozłączyła, bo jechali na zakupy. A ja powróciłam do rozmowy z Anią.

 Tymczasem u Magdy i Syriusza.

Czytając wiadomość od Zuzy cieszyłam się jak małe dziecko. To było nie realne, że wczoraj umierała, a teraz czuje się idealnie. Chciałam do Niej od razu oddzwonić, ale doszłam do wniosku, że pewnie rodzice zadzwonią i siedzi z Mo nie będę Jej przeszkadzać, bo podobno mają dziś stawić w Dortmundzie. A Syriusz zaproponował spacer na miasto, więc szybko się wykąpałam, przebrałam i poszliśmy.
  • I jak podoba się - zapytał, gdy podeszliśmy pod jakiś deptak.
  • No ładnie, ale nie za bardzo wiem gdzie jestem - skomentowałam.
  • Aaa no tak jesteśmy na Krupówkach - dodał i ruszyliśmy w tłumy ludzi.
  • A co tutaj będziemy robić??
  • Najpierw pójdziemy na Wielką Krokiew, a potem coś zjemy. Co Ty na to zaproponował chłopak.
  • Zapowiada się ciekawie, więc zgadzam się - przytuliłam się do Niego i ruszyliśmy podbić skocznię. Dzień mijał nam idealnie dawno się tak dobrze z chłopakiem nie bawiłam, bo to i tak nie to samo bez Zuzki. Z nią to nawet jak się nudziłyśmy to byłyśmy szczęśliwe i to nawet bardzo.
  • O czym tak myślisz - zapytał Serg, gdy widział moje zamyślenie.
  • O tym jak dobrze czuję się przy Tobie i jak brakuje mi Zuzki.
  • Wiesz bo ja chciałem Ci coś powiedzieć, ale nie powiem Ci to wieczorem - dodał, a ja zastanawiałam się co takiego.
 Południe minęło równie szybko jak i się zaczęło. Po bardzo miłym i romantycznym spacerze Serginio zaprosił mnie na obiadokolację do góralskiej restauracji. Około 19 ruszyliśmy z powrotem do hotelu. Około 2 godzinnym spacerku znajdowaliśmy się w swoim apartamencie. Serg poszedł do łazienki, a ja zadzwoniłam do Zuzki.
  • Hej kochana - powiedziała, od razu po odebraniu.
  • Witaj jak się czujesz - zapytałam troskliwie.
  • Fantastycznie, ale brakuje mi Ciebie, Mo i chłopaków z drużyny. A jak tam u Ciebie opowiadaj. Pewnie masz przechlapane w szkole co?? A Syriusz chodzi do nas czy chłopaków - zadawała pytania.
  • U mnie dobrze jestem w Zakopanem z Syriuszem i rodzicami. W szkole męczyli wiesz jak to bywa czasami, ale są wspaniali bardzo mnie wspierają, a Syriusz jest u Nas i u chłopaków na razie oceniają gdzie go zostawić.
  • No to wspaniale, a jak z Marco odezwał się - wiedziałam, że zada to pytanie. Mo ani Lewy pewnie nic nie wiedzą dlatego Jej nie poinformowali.
  • Zuza on mnie rzucił - tu się rozkleiłam.
  • Co zrobił - zapytała wyraźnie zdenerwowana.
  • Zerwał ze mną, gdy miałaś operacje. Kochał cały czas tą swoją blondi Caroline i zdradzał mnie już na obozie - mówiłam płacząc jak dziecko.
  • Matko Madzia proszę nie płacz, ja tego nie przeżyje. Nie smuć się wszystko się jeszcze ułoży zobaczysz. Niech tylko ja wyjdę stąd to On zapomni jak się nazywa.
  • Syriusz pewnie mi pomoże - dodałam.
  • No w to nie wątpię. Jakoś nigdy za sobą nie przepadali nie uważasz, że Serg się w Tobie zakochał.
  • A wiesz, że nawet nad tym myślałam. Przebywamy w jednym pokoju i bardzo się zbliżyliśmy do siebie.  Nie wiem może i coś czuję do Niego, ale ból po stracie Marco jest zbyt świeży i przytłacza jakiekolwiek uczucia.
  • Nawet do mnie - zapytała smutna.
  • Nie no coś 4 lata przyjaźni. Martwię się Ciebie i cholernie tęsknię.
  • Ja za Tobą też, ale 2 marca dostanę wypis, więc w niedzielę możemy się spotkać.
  • Okey, czyli walentynki samotnie spędzasz - zapytałam Ją.
  • Niestety tak i nie będzie mnie na Twoich urodzinach. Wybacz mi - powiedziała, a ja słyszałam jak płacze.
  • Kochana nic się nie stanie spokojnie jak wyjdziesz to nadrobimy wszystko.
  • Okey mam taka nadzieję - zaśmiała się, a w tym czasie młody Leitner wyszedł akurat z posiedzenia w łazience.
  • Podobno kobiety przesiadują całymi dniami w łazience - wybuchłam śmiechem po jego godzinnej kąpieli.
  • Oj nie przesadzajmy. Po prostu ładne widoczki miałem i nie mogłem się powstrzymać - skomentował.
  • No jasne jasne już się nie tłumacz.
  • Ej to ja może nie będę Wam przeszkadzać co - w słuchawce odezwała się Zuza. Kompletnie zapomniałam, że z Nią piszę.
  • Przepraszam zapomniałam, że gadamy - powiedziałam.
  • Nie no spoko ja muszę kończyć, bo cisza nocna jest. Pa trzymajcie się odezwij się jak będziesz mieć czas buziaki - powiedziała.
  • No pa Ty też się trzymaj. Kocham Cię pa - po pożegnaniu rozłączyłam się.
  • I jak się trzyma - zapytał Serg, gdy szłam do łazienki.
  • Okey jak zawsze - uśmiechnęłam się i poszłam kąpać. Potem poszłam spać.
******
Ogólnie to dość krótko, słabo i bez sensu. Czyta się to jakoś głupio, ale mniejsza. Napisałam to przedwczoraj, gdy miałam totalnego doła. Postanowiłam nic nie zmieniać i dodać to tak jak wyszło i oddać Waszej opinii.Wczoraj był najszczęśliwszy dzień w moim życiu chłopaki ze Śląska grali fantastycznie, atmosfera na stadionie była niesamowita. Dziś pęka mi głowa i boli gardło, ale chrypki nie mam. 
Chciała bym podziękować Lei Aninim za wsparcie przedwczoraj bardzo mi pomogłaś. Nie wiem czy ktoś czyta w ogóle ten element rozdziału, ale polecam Jej bloga :D
http://leaaninim.blogspot.com