środa, 21 maja 2014

Rozdział 77

''[. . .] Po kilku pytaniach przyszła kolej na konkurencje, które każda z nas musiała wymyślić. Ja miałam rzuty karne, Magda żonglerkę, a Ania zrobiła pokaz karate.Od nas zależało także to kogo weźmiemy(ja już miałam pewne ochotniczki). . . ''



Nie chciałam, ani nie miałam zamiaru robić nikomu przykrości. Bo nie należę do takich osób, a sama kiedyś byłam ofiarą gnębienia rówieśników. Ale jeśli ktoś krzywdzi bliskie mi osoby w dodatku przy mojej osobie to nie ma miejsca dla szacunku. Mianowicie miałam już dwie pewne osoby, które postanowiłam naprowadzić na odpowiednią droga, albo chociaż doprowadzić do tego by poczuły się jak Natalia, gdy ją prześladowały będąc w grupie. 
  • Masz już kogoś - zapytała Magda, przerywając moje rozmyślenia.
  • Oczywiście, że tak - uśmiechnęłam się, gdy Ania poszukiwała kilku ochotników, których były dziesiątki.
  • O to pomóż mi, bo mam tylko Natalie - posmutniała.
  • Hmm. . . weź jej towarzyszkę - wskazałam na szatynkę siedzącą obok naszej przyjaciółki.
  • Mówisz o Darii??
  • Noooo, a czemu nie potrafią grać, więc udowodnią innym na co je stać i nie pozwolą by ktoś je gnębił - uśmiechnęłam się.
  • Masz rację - podsumowała Magda uciekając do Marco i reszty chłopaków. 
Na razie wolałam nie pchać się do przodu, ani do chłopaków. Obserwowałam wszystko z bezpiecznej odległości. Moje myśli krążyły między tym co się tu dzieje, a moim stanem zdrowia. Było mi troszkę słabo, ale to może przez dość ciepłe powietrze na auli. Plus minus te niemożliwe mdłości, które nie wiem w ogóle z czego mogły się wziąć. Gdy usłyszałam swoje imię szybko się otrząsnęłam. Pokaz Anny Lewandowskiej dobiegł końca, a ja żałowałam, że nie zwróciłam dużej uwagi na niego, ale wnioskując po radości uczniów można było się wszystkiego dowiedzieć. Po zaproszeniu do siebie swoich ochotników lekko zwątpiłam w swoje umiejętności.
  • Zuzka dasz radę - podszedł do mnie Łukasz.
  • Boję się - wyszeptałam wycofując do tyłu.
  • Spokojnie nie możesz teraz w siebie zwątpić. Przecież jesteś bardzo dobra. Jakbyś nie była to by Cie tu z nami nie było - złapał mnie, gdy zaczepiłam się o kable lecąc do przodu jak długa.
  • Dziękuję - wyszeptałam w jego bluzę.
  • Nie masz za co po prostu tam wyjdź. Tylko się nie przewróć - dodał.
  • Tak Łukaszku po prostu sobie tam wyjdź. Dla Ciebie to pikuś - westchnęłam sama do siebie.
  • Ja jeszcze nie ogłuchłem. Pomyśl sobie, że siedzą tu Twoi przyjaciele i rodzina nikt więcej, a dasz radę. Mi to pomagało przed pierwszym meczem - uśmiechnął się do dziewczyn stojących z Magda.
  • Cześć jestem Zuzanna Padlowska, miło mi Was poznać. Jak się nazywacie - zwróciłam się do czwórki dziewczyn.
  • Ja jestem Martyna, a ta tutaj to moja przyjaciółka Paulina - wyrecytowała blondynka wskazując na farbowaną brunetkę.
  • Za to to jest Natalia i Daria - zaśmiała się Magda.
  • Ohh. .  miło mi - pocałowałam dziewczyny w policzek.
  • Matko bardzo miło mi Was poznać, ale gdzie Twój chłopak - zapytała podekscytowana Daria.
  • Załatwia ważne sprawy związane z przeprowadzką i wypożyczeniem - westchnęłam tęskniąc za Moritzem.
  • Przepraszam nie powinnam - zwiesiła głowę.
  • Nic się nie stało, a teraz chodźmy, bo czas nas goni.
Konkurencje przebiegły dość szybko, a to może dlatego, że wspaniale się bawiliśmy. No mimo tego, że Martyna z Pauliną ciągle narzekały, że nic im nie wychodzi. Albo grały na nerwach dziewczyną dobierając się do ich partnerów podczas, gdy rozdawali autografy i robili zdjęcia.
  • Jeszcze raz ta ręka zjedzie po torsie Roberta, a nie ręczę za siebie - wyszeptała Ania cała w nerwach.
  • Spokojnie Aniu - próbowałam ją uspokoić.
  • Jeśli Martyna zaraz nie zabierze swojej łapy od Marco to wybije jej te ząbki - zawołała Magda, którą w ostatniej chwili powstrzymała Natalia.
  • Czy tylko ja widzę jak te dziewczyny ślinią się na widok chłopaków - zapytała Agata widząc jak młode dziewczyny legną do ich partnerów.
  • Wydrapię zaraz oczy Martynie - ogłosiła wściekła Magda, gdy nastolatki przekroczyły granice.
  • Kochani została jeszcze jedna konkurencja i zostaje się nam z Wami pożegnać - zareagowałam szybko ogłaszając swoje myśli na głos.
Szybko przeszliśmy do rzutów karnych nie powiem, że zaskoczyły mnie umiejętności Darii i Natalii. Ale to co wyprawiała blondi i jej psiapsióła zadziwiało chyba wszystkich. Zastanawiałam się tylko czy ona to robiły specjalnie czy na serio były takimi (matko brakuje mi słów na ich brak umiejętności). Jak nie przestrzeliwały piłkę to celowały w ogóle nie w bramkę. Momentami modliłam się by nie dostać w brzuch, bo moje mdłości to była ostatnia rzecz jakiej teraz chciałam. Chyba po 10 piłce lecącej w chłopaków siedzących za 'bramką' to prócz gwizdów uczniów w stronę nastolatek i okrzyków chłopaków błagających o bezpieczne miejsce nie słyszałam nic więcej.
  • Zuzka do cholery obroniła byś coś w końcu - krzyknął lekko poddenerwowany Marco(pierwszy raz nie dziwię się, że jest zły, ale co ja poradzę na ta ich nie subordynację) 
  • Wybacz mi bardzo, ale tu nawet fantastyczna czwórka nie pomoże - odpowiedziałam.
  • No tu się zgodzę. Jest zdolna, ale dwumetrowego zasięgu ręki nie ma - Błaszczu szybko stanął po mojej stronie.
  • Ja bym to obronił - wstał z krzesła wypinając się do przodu (taki Reus doprowadzał mnie do białej gorączki).
  • Tak jesteś taki mądry to proszę - rzuciłam w niego rękawicami. Piąstkując jeszcze lecącą w moją stronę piłkę.
  • No to się zacznie - westchnęła poirytowana Magd.
  • Nie wierzysz we mnie - odwrócił się jeszcze do ukochanej patrząc jej prosto w oczy.
  • Wierzę w Ciebie z nimi trochę gorzej - ruszyła głową w stronę nieskoordynowanych dziewczyn.
  • Powodzenia - puściłam mu jeszcze oczko i odsunęłam się ze wszystkimi na bezpieczną odległość.
Nie oddały nawet 10 strzałów, a Marco wiał już na zewnątrz byle jak najdalej od nich. No cóż sam się o to prosił.
  • No to my dziękujemy już państwu oraz Wam dziewczyny. Wychowawcy dostali pliki naszych autografów i zdjęć z podpisami. Bardzo miło było nam tu gościć i miejmy do zobaczenia na stadionach - podziękował Robert.
  • Nati - zawołałam przyjaciółkę, gdy niektórzy żegnali się ze mną i Magda w wyjściu.
  • Tak??
  • Co z tym naszym wjazdem możesz - zapytałam ją, bo nie byłam pewna czy jej rodzice się zgodzili.
  • Tak wyrazili zgodę po dłuższych namowach i mogę jechać z Tobą i resztą - uśmiechnęła się.
  • Dobra to ja jutro od razu po swoim zakończeniu przyjadę po Ciebie. Bądź już najlepiej spakowana żebyśmy nie czekali. A teraz zmykamy już, bo mamy jeszcze kilka spraw - przytuliłam dziewczynę.
  • Będę gotowa, ale to się zgadamy gdzie, bo nie wiem jak to będzie z moim zakończeniem - dodała macając nam.
  • Gdzie reszta - zapytała Magda widząc tylko Marco i Marcela.
  • Zabrali się, bo jutro lecą na wakacje - westchnął Marcel.
  • Okey to jedziecie z nami czy od razu do domu - zapytałam przyjaciół.
  • Jedziemy z Tobą - odpowiedziała Magda.
Droga jakoś nadzwyczajnie się nam ciągnęła, a to dlatego, że korki w szczycie to była katastrofa. Po dotarciu na miejsce bezproblemowo wbiegliśmy na odpowiedni odział, a następnie do gabinetu Patryka. No oczywiście z naszym wyczuciem czasu gorzej być nie mogło.
  • UPS. . . Chyba w czymś przeszkodziliśmy - zaśmiał się Marcel.
  • Nie chyba tylko na pewno - zareagował Marco ledwo powstrzymując od wybuchu śmiechu.
  • Odezwijcie się jak skończycie, a my poczekamy na korytarzu - powiedziała Magda, bo mnie całkowicie zatkało. Tym bardziej, że mnie i Mo, Marco też nakrył w dwuznacznej sytuacji.
  • Ale wtopa - odetchnęłam, gdy nie musiałam już tego oglądać.
  • Przepraszam już jesteśmy - pokazał się doktor w drzwiach z mega burakiem na twarzy.
  • Wybaczcie, że nakryliście nas w takiej sytuacji - nie gorsza była jego partnerka.
  • Dla nas to norma - rzucił Marco na co dostał ukrytego kopa od Magdy.
  • Znaczy przynajmniej ja - złapał się za obolałe miejsce.
  • Miło mi poznać naszych kolejnych wiernych fanów, ale przejdźmy do rzeczy - powiedziałam.
  • Najpierw pozbądźcie się tych rumieńców. My udamy, że nic się nie stało, Wy też i będzie happy end - zaproponował Marcel.
  • Marcel - zmierzyłam go wzrokiem.
  • No co no taka prawda - uśmiechnął się tym z tym powalającym wzrokiem w moją stronę (matko zapomniałam jak się oddycha).
Wszyscy wyszliśmy na miasto porobić sobie zdjęcia i po prostu miło spędzić dzień(choć i bez nas co to niektórzy dobrze się bawili). Nie powiem wszystko szło wręcz wspaniale. Zostawiliśmy im kilka zdjęć z nami, a resztę zabraliśmy. 
Wieczorem postanowiliśmy już wracać, ale tym razem nie poszłam na układ, że co stacje benzynową stop. Na miejscu nie miałam siły się nawet rozpakować po prostu padłam bezsilnie na łóżko.
  • Ooo lubię jak nie masz sił się ze mną kłócić - podeszła do mnie siostra.
  • Łucja spadaj - rzuciłam w nią poduszka, ale chyba nie trafiłam
  • Oj Zuzka dawno się nie widziałyśmy. Jak jesteś w Polsce to się praktycznie nie widujemy - westchnęła siadając na skraju łóżka.
  • Siostra no nie mam siły daj mi spokój - westchnęłam przetaczając swoje zwłoki na brzuch.
  • Ale ja chcę tylko pogadać - nalegała.
  • Czego ??!!
  • No tak szybko tu wparowałaś, że nawet nie zauważyłaś co się dzieje - usłyszałam w jej głosie sarkazm.
  • Jesteś w ciąży - zapytałam od niechcenia. 
  • Oszalałaś - oddała mi z poduszki.
  • No to możesz łaskawie przejść do rzeczy- warknęła lekko poirytowana.
  • Księżniczko moja kochana nie złość się tak, bo to urodzie szkodzi - usłyszałam znajomy głos, ale nie był to Marcel.
  • Nie wierzę - podniosłam bezsilnie głowę.
  • To uwierz - znów poczułam motylki w brzuchu.
  • Mo - wpadłam mu w ramiona.
  • W takim razie ja Was zostawię - usłyszałam jak siostra oddala się w stronę drzwi.
  • Spokojnie kochanie - ujął mnie w swoich ramionach.
  • Co Ty tu robisz - zapytałam nadal się w niego wtulając.
  • Mówiłem Ci, że mam niespodziankę, ale byłaś tak zabiegana, że pewnie zapomniałaś - zaśmiał się siadając ze mną na łóżku.
Jak zwykle skleroza nie boli, ale obiecuję sobie, że już nigdy nie wpakuje w coś tak zakręconego. A na pewno nie tak szybko, bo to jest bardzo przyjemne, ale tyle akcji na raz to nie dla mnie. Po szybkiej kąpieli wróciłam do chłopaka i opowiedziałam mu wszystko ze szczegółami co działo się podczas jego nieobecności. Oczy miał mniej więcej wielkości denka od pięciolitrowego słoika. Nie pamiętam w sumie nawet kiedy zasnęłam, ale obudziły mnie wiertarki i czyjeś krzywki dochodzące z dworu.
  • O cholera zaspałam - zerwałam się z łóżka.
  • Dzień dobry kotku - zobaczyłam chłopaka w białej koszulce natychmiastowo się uspokajając.
  • Która godzina ??
  • 8:30 Spokojnie zakończenie masz na 10 - podał mi telefon.
  • Okey, okey. Lecę szybko się ogarnąć - zeskoczyłam z łóżka chwytając wcześniej przygotowany zestaw ubrań.
  • Ja już Cię spakowałem - dodał ukochany.
  • No no dzień dobry - przywitali mnie panowie od remontu.
  • Dobry - odkrzyknęłam zlatując w samej piżamie na dół.
Dawno nie brałam tak szybko prysznica, ale dziś kończyłam polską szkołę i na stałe wyprowadzałam się do Niemiec i to tam planowałam kontynuację swoją edukację. Miałam niezły dylemat wczoraj co na siebie włożyć, ale mama z Mo i Marcelem bardzo mi pomogli. 
  • Wow to o wiele lepiej wygląda na Tobie niż na manekinie - zareagował Marcel, który czekał, aż opuszczę łazienkę.
  • Dziękuję - zarumieniłam się.
  • Oo kocham Twoje rumieńce - przytulił mnie od tyłu Mo.
  • Ejj przestańcie - zakryłam twarz dłońmi.
  • Dobra z drogi, bo muszę się ogarnąć - młody Hummels pchając się do drzwi.
  • Wariat - zaśmiałam się. Idąc z ukochanym do salonu, gdzie czekali rodzice, Łucja z Leo.
  • I co opuścisz nas - zapytał Bittencourt kończąc kawę.
  • No, ale to nie na długo. Przecież będę tu przyjeżdżać na wakacje święta czy ferie, oraz jak tylko będę miała kilka dni wolnego - ogłosiłam mając łzy w oczach.
  • Będzie nam Ciebie brakowało - odezwał się tato.
  • Mnie was również, ale damy rade  - uśmiechnęłam się.
  • Ogólnie Mo załatwiłeś coś dla mnie - zapytałam.
  • Tak kochanie jest w pokoju.
Na te słowa szybko udałam się do pokoju obok, aby sprawdzić czy Mo spełnił moją prośbę przed wyjazdem do Polski. Oczywiście można było na nim polegać i wszystko poszło po mojej myśli.

******
Matko nareszcie coś wyskrobałam. Nie wiem kiedy będzie następny, jeżeli nie uda mi się nic wymyślić do końca maja to rozdziału nie będzie aż do końca czerwca. Już Wam tłumacze dlaczego. A to dlatego, że 15 czerwca kończę osiemnaście lat :DD Matko to już:)) 16.06 mam pisemny egzamin,a 26.06 praktyczny i muszę się zacząć uczyć, bo czasu coraz mniej, a nauki coraz więcej. Niestety statystyki tez trochę spadły, więc nie mam motywacji do pisania:(

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 76

[. . .] Chciałam się dowiedzieć co z tymi odwiedzinami piłkarzy, bo jest taki problem, że ja jutro jadę do siebie do szkoły na zakończenie i od razu potem wylatuje. . ."


  • Dobrze proszę usiąść - zaprosiła nas do środka, abyśmy się rozgościły.
Gabinet nie różnił się od tych wszystkich, które widziałam w swoim życiu. Pomieszczenie gdzie prace sprawowała głowa szkoły - dyrektorka poprzedzało pomieszczenie sekretariatu. Oba były w standardowych kolorach, ale ten był wyjątkowy, bo gdzieniegdzie dało się dostrzec odcienie błękitu i czerwieni.  Rozsiadłyśmy się na wygodnej czarnej kanapie przy szklanym stoliku. Gdy asystentka przyniosła porcelanowe filiżanki w czarne wzory (jejku wszystko tak na poważnie, a ja w bluzie z pandą).
  • Kawę, herbatę - zaproponowała stawiając dzbanek pełen czarnego i brązowego napoju.
  • Nie dziękuję spieszy mi się trochę - życzliwie się uśmiechnęłam.
  • Przechodząc do pytania muszę wiedzieć ile osób miało by dotrzeć, bo już dyżurny poszedł oświadczyć o ważnym zebraniu na auli za kilka godzin.
  • Planuje 9 ze mną włącznie, ale jedna z piłkarek Borussii jest w szpitalu nie wiem czy zdarzy wyjść, oraz nie wiem gdzie podziały się moje trzy gwiazdy i czy nie przybędą z partnerkami. O której Pani chciała by ich zobaczyć- tłumaczyłam się, bo im oczywiście nie spieszyło się dać mi jakikolwiek znak życia.
  • Jeśli Wam pasuje to około 11/12. Bo muszę przygotować wszystko. A kto będzie - ponowiła pytanie.
  • Dochodzi 9, więc na spokojnie powinniśmy być na 11. A będzie Lewandowski, Błaszczykowski, Piszczek, Mario Gotze, Marcel i Mats Hummels, Marco Reus, Magdalena Padlowska oraz ja. - wyliczyłam wszystko.
  • O bardzo się cieszę. Niedawno uczniowie mnie prosili, aby znaną Trójce Borussi Dortmund tutaj ściągnąć - uśmiechnęłam się podając mi dłoń.
  • Dziękuję i do widzenia - wstałam podając dłoń dyrektorce w geście pożegnania i wraz z przyjaciółka wyszłyśmy na pusty korytarz.
  • Denerwujesz się - zapytała Natalia.
  • Niee. . .eee.
  • Jasne widzę i słyszę właśnie - zakpiła sobie z uśmiechem na twarzy.
  • No dobra trochę tak, ale... - nie dokończyłam, bo zaczął mi dzwonić telefon. Wyszeptałam tylko krótkie przepraszam.
  • Zuzka gdzie jesteś tu Marco - odezwał się piłkarz.
  • No już myślałam, że się nie odezwiecie. Jak tam dostała wypis - zapytałam nie zwlekając.
  • Oczywiście, że tak poszła do łazienki się ogarnąć i zaraz wychodzimy napisz mi adres hotelu . . . .
  • Czekaj, bo ja jestem w szkole to zaraz po Was podjadę, a reszta najwyżej zostanie tu - przerwałam mu.
  • Dobra to my będziemy czekać na Ciebie - zaśmiał się.
  • No, żebym to ja na Was zakochańce nie musiała czekać - uśmiechnęłam się do słuchawki.
  • Do zobaczenia w takim razie mała - rozłączył się (dostanie za tą małą)
Po wyjściu na świeże powietrze nie dostrzegłam chłopaków, ale samochód stał tam gdzie powinnien. Wysłałam im tylko wiadomość o treści, że gdziekolwiek są to o 10 widzimy się pod szkołą, a ja pojechałam po Magdę z Reusem. Po 10 minutach byłam pod szpitalem, ale pary jak zwykle nigdzie nie było. Niestety paparazzi też musiało tam stać, więc nie mogłam wyjść po nich. Siedziałam tak za kierownicą ukrywając się za full-capem Mario, bo zostawił wraz z okularami (ale się rozszalał, żeby w Dortmundzie chodził tak na luzie to kibice byli by szczęśliwi, choć przez ten transfer do Bayernu to nawet pod przykryciem wszyscy wiedzieli, że to ten''judasz''. Nienawidzę, gdy tak mówią). Siedziałam tak słuchając radia, gdy Marco z Magdą wpakowali się na tyle siedzenia.
  • Nie będzie Wam tam ciasno - zapytałam patrząc przez lusterko jak cisną si.
  • Nic nie mów jedź - krzyknęła blondynka.
  • Oj dobrze już - odpaliłam silnik i z piskiem opon odjechałam z pod placówki.
  • Myszko, ale spokojnie przecież nic się nie stało - chłopak próbował ją uspokoić, a ja skupiałam się na drodze. 
  • Wkurzył mnie ten natrętny dziennikarz i tyle - warknęła wyrywając swoją rękę z jego uścisku.
  • Wiecie nie chce się wtrącać, ale atmosfera tutaj zrobiła się trochę ciężka. Ogarnijcie się, albo chociaż podzielcie tym co Was męczy, bo Was zaraz wyrzucę - oświadczyłam dość poważnie choć miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. 
  • A, bo wiesz jacy bywają dziennikarze. Zapytał się jej jeden czy jest ze mną dla kasy i czy specjalnie odegrała to przedstawienie by zwrócić moją uwagę na siebie - powiedział Marco, widząc brak jej reakcji.
  • Oj głuptasie nie wygłupiaj się. Dzisiaj jesteśmy tutaj ostatni dzień nie warto się denerwować i tracić czasu na nerwy, gdy spełniają się marzenia Natalii.
  • Masz rację - odpowiedziała po dłuższym namyśle.
Resztę drogi spędziliśmy w ciszy. Czas w hotelu, także nie uległ zmianom. Dziewczyna poszła się kąpać, a ja z Marco pakować, bo o 15 kończyła się nasz doba hotelowa. Nienawidzę tego chłopaka od czasu gdy zranił Magdę i faktu, że nie lubi osób nieśmiałych. Ostatnio jednak wszystko zaczęło się zmieniać, bo piłkarz przechodził samego siebie by odzyskać moje zaufanie. Podobało mi się to, ale nadal nie zmieniało nastawienia w stosunku od jego osoby. Choć to nie oznacza, że zawsze będę taka oschła w stosunku do niego. Kolejną rzeczą, która zaprzątała mi głowę było mieszkanie z 3 mężczyznami w jednym domu(matko w co ja się wpakowałam). Przerażała mnie sama myśl, a co dopiero to, ze za kilka dni koszmar stanie się rzeczywistością. W ogóle sobie tego nie wyobrażam, dlatego mam cichą nadzieję, że któryś z nich ma dziewczynę, chociażby koleżankę( oni różnie nazywają swoje partnerki i czasami sama nie ogarniam).
  • Zuzka telefon - zawołał Marco, gdy zmiatałam balkon.
  • Kto dzwoni??!!
  • Mario - wściubił nos między drzwi.
  • Odbierz i daj na głośnik, bo jak widzisz jestem zajęta.
  • Cześć kochanie my czekamy gdzie jesteś - rozbrzmiał radosny głos Marcela.
  • Marcyśka, a Ty co z telefonu Mario - zdziwiłam się wchodząc z powrotem do budynku.
  • No, bo poszedł do sklepu, a my czekamy i czekamy, a Was nie ma - zaśmiał się Mats.
  • Na nudę na pewno nie narzekacie - zaśmiał się Reus słysząc piski i okrzyki szczęścia.
  • Przesadzasz, a kiedy będziecie - zapytali chórkiem.
  • Jak Magda wylezie z łazienki, bo w sumie jesteśmy już spakowani. Lewy ma przyprowadzić jej auto, a Błaszczu z Piszczem są już w drodze swoimi - uśmiechnął się do mnie dając jasno do zrozumienia bym wyluzowała.
  • Jestem - akurat z łazienki wyskoczyła blondynka.
  • No pięknie wyglądasz - od razu podszedł do niej Marco.
  • Okey chłopaki już wychodzimy - zaśmiałam się rozłączając. Po zakończeniu połączenia nie minęła chwila, zdążyłam wziąć walizkę, a miałam kolejny telefon.
  • Tak Moritz - zdziwiłam się troszkę.
  • Hej kochanie słyszę, że jesteś zdziwiona, ale od rana próbuję się z Tobą skontaktować. Co robiłaś, że nie odbierałaś - martwił się.
  • Wybacz misiek, ale wiesz dziś wracam do domu, a jeszcze to z Magdą. I mam małe oberwanie głowy wybacz, a co chcesz??
  • Byłem ciekaw o której masz to zakończenie jutro.
  • Dokładnie o 10, a co??
  • Niespodzianka zobaczysz jutro. Całuski kochanie, bo prowadzę do wieczora - nie zdążyłam odpowiedzieć, bo się rozłączył.
Gdy Marco zwalniał nasz pokój, który jak się okazało był tylko zajmowany przez nas, bo chłopcy opuścili je już kilka godzin temu. Staliśmy przed budynkiem w oczekiwaniu na piłkarza, gdy dostrzegłam samochód Magdy i Porsche Ani Lewandowskiej. 
  • Widzisz to co ja - szturchnęła mnie przyjaciółka. 
  • No właśnie widzę - przetarłam zdziwione oczy.
  • Ania - zawołałam zdziwiona.
  • Cześć Zuza tez się cieszę, że Cię widzę - uśmiechnęła się.
  • Co Wy tu robicie - zdziwiłam się widząc Piszcza z Błaszczem i żonami.
  • A no chłopaki mówili, że ich potrzebujesz, a jeśli chodzi o Ciebie to byłyśmy pewne, że to coś szalonego, więc oto jesteśmy. - zaśmiała się Agata przytulając Magdę.
  • Miło - zarumieniłam się.
  • Więc co jedziemy, bo reszta czeka - akurat wyszedł Marco.
  • Nooo, to Wy razem - wskazałam na Magdę i Reusa - Wy razem i Wy też  - upewniłam się pytając pary.
  • Tak, a Ty nas pokierujesz gdzie, bo my nie wiemy - zaśmiał się Kuba.
  • Okey chodźmy, bo zaraz będzie co Wy tu robicie - wpakowałam walizkę na tylne siedzenie i ruszyłam w drogę.
Znów w dość krótkim czasie dojechaliśmy pod szkołę, gdzie zaparkowaliśmy pojazdy i weszliśmy na teren placówki. 
  • A co w ogóle chodzi - zapytał Błaszczykowski.
  • O to, że odwiedzicie tę oto szkołę - zaśmiała się Magda.
  • No mam nadzieję, że wiecie co mówić i nie potrzeba improwizacji - zapytałam dostrzegając resztę chłopaków wraz z Natalią.
  • Oczywiście nie raz się odwiedzało placówki wychowawcze - machnął ręką Piszczu. 
  • Więc dziewczyny usiądą razem z nami, a by będziecie się w tym czasie produkować - zaśmiałam się przytulając blondynkę.
  • No dzięki, a masz szczęście, że zawsze mamy karty i markery przy sobie, bo tak z pusta ręką no to nie wypada - rzucił Mario.
  • Spokojnie kochany. Ja tu mam wszystko - wyjęłam z torebki zdjęcia swoje, Magdy i chłopaków.
Po wytłumaczeniu reszty mało ważnych szczegółów wraz z panami poszliśmy do gabinetu dyrektorki obwieszczając, że jesteśmy już gotowi do odwiedzin. Po porobieniu grupowych zdjęć szkolny aparatem udaliśmy się na aulę. Najbardziej cieszyła mnie myśl, że Natalia miała świetne kontakty z Wags piłkarzy. Usiadłyśmy w różnych częściach sali by móc spokojnie pomagać uczniom w odpowiedziach jeżeli jakikolwiek piłkarz w ogóle by o coś pytał.
  • Matko widzicie te koleżaneczki Natalii - usłyszałam piskliwy głos za sobą, aż mnie ciary przeszły.
  • Jakiej Natalii - odpowiedział kolejny głosik.
  • Frąckowiak wiesz ta co się uważa nie wiadomo za co.
  • A tak słyszałam, że nie źle owinęła sobie wokół palca tą piłkarkę i piłkarzy by ich wykorzystać, a potem pokazać swoją prawdziwą twarzyczkę - grzecznie słuchałam jak obrażają mi przyjaciółkę.
  • Zuza ja to widzę uspokój się, bo zaraz wybuchniesz - złapała mnie za rękę Ania.
  • Staram się, ale obrócić się tez nie moge, bo wszyscy zauważą, że tu siedzimy - policzyłam do 3 od razu uspokajając nerwy, akurat nasze gwiazdy zaczęły wychodzić.
  • To się nam Robert denerwuje - zauważyła karateczka.
  • Czemu tak uważasz - zaciekawiłam się.
  • Widzisz jak zaciera dłonie i macha nogami - uśmiechnęła się.
  • A no ojejki, ale ekstra nie wiedziałam, że on wie co to nerwy - zasłoniłam ręką usta, bo Pani dyrektor akurat przedstawiała obecnych gości.
  • Wiem także, że gdzieś na sali znajdują się Panie i przyjaciółki tych oto Panów. Bardzo bym prosiła, aby po wyczytaniu imienia i nazwiska pokazały się gdzie są - Pani Elżbieta (tak miała na imię najważniejsza osoba w szkole) rozejrzała się  po tłumie z uśmiechem na twarzy.
  • Magdalena Padlowska partnerka obecnego tutaj Marco Reusa - wyczytała, a na drugiej stronie wstała dziewczyna z rumieńcami na twarzy, gdy piłkarz zwrócił na nią uwagę. 
  • Miło nam Panią poznać, więc może teraz Ewa Piszczek jak mówi samo nazwisko. . .
  • Żona Łukasza Piszczka - przerwała by uczniowie mogli dokończyć, a Ewa nieśmiało wstała machając wszystkim dookoła.
  • Następnie gdzieś w tłumie siedzi nasza uczennica Natalia Frąckowiak i Agata Błaszczykowska. Wielkie brawa dla nich - zaśmiała się, a dziewczyny wstał dumnie kłaniając się wszystkim.
  • Oraz żona najlepszego polskiego snajpera i najlepsza karateczka Anna Lewandowska wraz z bramkarką Zuzanną Padlowską.
  • Co?? To one tu były, a ja ich nie poznałam - znów usłyszałam piskliwy głosik.
  • Miło nam tu przebywać z tak wspaniałymi ludźmi - przemówiła moja towarzyszka widząc mój zabójczy wzrok.
Dalej głos przejął Kuba, bo Robert tłumaczył Reusowi, a Lukasz braciom i Mario. Dość zabawnie wyglądały miny chłopaków jak dostawali pytania których nie do końca rozumieli mimo, że znali język. Reszta spotkania minęła dość spokojnie i w bardzo radosnej atmosferze, bo Marco i Mats popisywali się sowim łamanym językiem. Wszystko przeszło dość fajnie dopóki nie przyszła kolej na konkursy i konkurencje.
  • Zapraszamy naszych gości - Magdę, Zuzannę oraz Anię - usłyszałam głos Piszczynio.
  • Co oni kombinują - zapytałam Anię, która wzrokiem zabójcy patrzyła na ukochanego.
  • Nie wiem - skrzywiła się chętna do zabicie męża.
  • Więc teraz rozpoczniemy konkurs wiedzy na temat tych pięknych kobiet - zaśmiał się Marco, co jeszcze bardziej rozbawiło naszych widzów
  • Świetnie  - parsknęła Magda.
  • Spokojnie tez się ciesze z tego powodu - powiedziałam z sarkazmem w głosie.
Po kilku pytaniach przyszła na kolej na konkurencje, które każda z nas musiała wymyślić. Ja miałam rzuty karne, Magda żonglerkę, a Ania zrobiła pokaz karate.Od nas zależało także to kogo weźmiemy ja już miałam pewne ochotniczki. . . 

*****
Wybaczcie, że taki bezsensu, ale trochę bez weny ;((( Mam nadzieję, że nie jesteście źli, ale zablokowałam anonimowe komentarze. To tyle na dziś mam nadzieję, że się chociaż Wam spodoba.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 75

''[. . .]Po zakończeniu wszyscy do mnie podbiegli gratulując, ale ja nie kontaktowałam  pokazałam tylko przyjaciółce rozpadające się serce widząc jej strach. . . .''  


Momentalnie zanikający pod ledwo widoczną warstwą łez. Tak bardzo chciałam tego uniknąć, ale nie mogłam, bałam się konsekwencji związanych z moim zdrowiem. Aż nie chce myśleć co się będzie działo jak wybudzę się ze śpiączki(Zuzka i Marco mnie zabiją).

Z perspektywy Zuzanny.

Widząc gest Magdy początkowo nie wiedziałam co właściwie się dzieje. Dopiero, gdy upadła zaczęłam kojarzyć fakty i wydarzenia, które miały miejsce przed meczem. Nie tak miało to wszystko wyglądać być najlepszy dzień Natalii i ogromna satysfakcja dla nas, że spełniają się jej marzenia.
  • Magda - podbiegłam do niej łapiąc wiotkie ciało w swoje drobne ramiona.
  • Nie reaguje - wyszeptał Marco.
  • Co do cholery tak patrzycie pomóżcie jej - krzyczałam widząc zdezorientowanie przyjaciół obserwujących wszystko. Nawet sędziowie i trenerzy nie reagowali, a na trybunach zapanowała cisza.
  • No zróbcie coś do cholery - ponowiłam swoja prośbę nasłuchując echo na stadionie.
  • Ale co - wymamrotał Marco.
  • Zadzwońcie po pogotowie. Lećcie po pomoc nawet za stadionu - krzyczałam nie kontrolując uczuć.
  • Zuzka uspokój się błagam - Natalia nie wiedziała jak mnie wyciszyć.
  • Kurwa nie zostawiaj mnie - zaczęłam płakać nad nieprzytomną przyjaciółka.
  • Zuzka - Piszczu próbował mnie od niej zabrać, ale się nie dawałam.
  • Magda kurwa nie wygłupiaj się do cholery wstań proszę - czułam, że zaraz wybuchnę w niekontrolowanym płaczu.
  • Zuza tylko nie pozwól łzom opuścić twe piękne oczy. Zrób to dla mnie - Natalia niemal przez łzy błagała mnie bym się uspokoiła.
  • Jak mam się uspokoić skoro nie wiem co się z nią dzieje - coraz bardziej panikowałam, patrząc na jej ukryty uśmiech, który nie raz był powodem mojej radości.
  • Nerwami nic nie zdziałasz - błagali wszyscy.
  • A wy spokojem coś robicie - wrzasnęłam.
Łatwo im wszystkim mówić uspokój się, gdy ją teraz bardzo potrzebuje. I nie wiem co się z dzieje, a nie mogę stracić kolejnej bliskiej mi osoby. Podniosłam głowę na Marco, który stał niedaleko, patrzył w ogromnym szoku jakby nie wiedział co właściwie się wydarzyło. Nati jedna mądra ogarnęła się i zadzwoniła szybko po karetkę. Nagle poczułam męski dotyk na ramieniu. To był Marco.
  • Nic jej nie będzie - powiedział to tak jakby się mnie o to pytał.
  • Nie wiem mam nadzieję, że nie - klęknął koło mnie, złapał mocno za dłoń, wolną rękę położył na policzku dziewczyny. Miał szklanki w oczach kiedy na niego rozpatrzyłam (wcześniej nie widziałam, żeby kiedykolwiek był tak poruszony. Wtedy zrozumiałam jak bardzo mu na niej zależy)
  • Karetka już jedzie - z moich przemyśleń wyrwała nas Nati.
  • Nareszcie - wtuliłam się w brzuch nie przytomnej przyjaciółki.
  • Kochanie jadą już błagam Cię nie odchodź - usłyszałam cienki głos Reusa. Był na pograniczu histerii.
  • W końcu - usłyszałam głos z trybun. Po czym zwróciłam uwagę na zbliżającą się karetkę.
Sebastian pomógł mi wstać i kiedy poczułam jego mocne ramię, którym mnie objął nie wytrzymałam dałam upust emocjom.
  • Spokojnie księżniczko - wyszeptał.
  • Wszystko będzie dobrze pamiętaj nie dopuszczaj innych myśli do siebie - dodała Natalia. A gdy zbliżaliśmy się do pojazdu zabrzmiały gromkie brawa.
  • Oni Cię kochają - dodał Marcel Hummels, który niósł torbę Magdy z szatni.
  • Teraz liczy się tylko ona - ale podniosłam głowę uśmiechając się mimo wszystko do kamer.
Marco z  szedł przed nami, niósł ją na rekach (była taka bezwładna). Nie mogłam patrzeć na to w jakim aktualnie jest stanie.  Po wyjeździe karetki wszyscy weszliśmy z powrotem na murawę w niemrawych nastrojach. Pomachaliśmy kibicom na znak, że dziękujemy im za to, że są(niektórzy przyjechali, aż z Dortmundu). W szpitalu wszyscy siedzieliśmy przed wielkimi, białymi drzwiami. Farbowany blondyn cały czas chodził w tą i z powrotem, a Marcel i Mats wkurzali mnie stukając korkami. Już chciałam ich opieprzyć, ale drzwi od sali gdzie od kilku godzin leżała blondynka się otworzyły.
  • Pani Zuzanna Padlowska - zapytał, a ja oderwałam wzrok z ziemi.
  • To ja- zerwałam się na równe nogi.
  • Zapraszam na chwilę - poprosił po czym weszliśmy do jego gabinetu.
  • Na pewno chcesz wiedzieć co z przyjaciółką - troskliwie się uśmiechnął (głupie pytanie)
  • Oczywiście a co jej, bo na prawdę się martwimy.
  • Spokojnie nic jej nie jest. Aktualnie potrzebuje kilku dni dobrego wypoczynku i opieki.
  • A kiedy ją wypiszecie??
  • Jutro, bo wiemy doskonale, że nie mieszkacie w Polsce, że jesteście tutaj dla kogoś i zakończenia szkoły - puścił mi oczko.
  • No tak muszę się z panem zgodzić - czułam jak rumieńce oblewają moją jasną cerę.
  • Chcesz może do niej zajrzeć - zauważył, że nie jestem pewna swojego pytania(matko lekarze mnie przerażają)
  • Jeśli można Panie doktorze - uśmiechnęłam się.
  • Pewnie, że tak. Ale mam jeszcze pytanie do Pani (Nie Paniuj mi tak, bo na pewno nie wiele starszy jesteś od mojego chłopaka i właściwie co robisz na takim stanowisku w tak młodym wieku).
  • Zuza jestem - wystawiłam rękę oznajmiając, żeby mówił do mnie po imieniu.
  • Patryk miło mi - zaśmiał się.
  • Wiec co chciałeś - wstałam niecierpliwa z krzesełka.
  • Po pierwsze więcej Was pod tymi drzwiami nie było??
  • No najwidoczniej nie - uśmiechnęłam się najszczerzej jak potrafiłam w danej sytuacji.
  • Po drugie jesteście po meczu, że  w takich strojach??
  • Tak niestety wszystko działo się po meczu. Nawet z kibicami nie pogadaliśmy jak było w planie.
  • I po trzecie. . . .
  • No dawaj śmiało, bo się spieszę.
  • Moja dziewczyna Cię kocha w sumie ja też jestem Waszym wiernym kibicem. Może mogła byś nam  załatwić autografy - to ostatnie zbiło mnie z tropu i z powrotem usiadłam.
  • Coś nie tak Zuza - przestraszył się dając mi plastikowy kubek wody.
  • Nie po prostu nie od dziś dostaje takie pytania - napiłam się.
  • To jak - ponowił pytanie po kilku sekundach.
  • A mogę zrobić to jutro?? Możesz nawet przyprowadzić dziewczynę porobimy sobie zdjęcia - zaśmiałam się.
  • Oczywiście jutro jestem od rana - zerwał się podekscytowany i mocno mnie przytulił.
  • Oj spokojnie, bo jeszcze mnie zgnieciesz - wykrztusiłam na jednym wydechu.
  • Właściwie co dzisiaj jest.??
  • Przyjechaliście tu wczoraj w nocy, a mamy środę 26 czerwca 7  rano, więc muszę zadzwonić po moją dziewczynę teraz.
  • Czekaj ale to dopiero popołudniu - zawołałam.
  • Dobra, dobra - wybiegł.
  • I co z nią - na korytarzu dorwał mnie Marco.
  • Wszystko w porządku jest tylko trochę wyczerpana i chce się widzieć tylko ze mną.
  • No okey idź - zauważyłam w jego oczach nie złe zdziwienie.
Z ogromnym bólem w sercu weszłam na sale. Jedyne co było słychać to stukot moich korków i uderzenia serca. Leżała na ostatnim łóżku w pustej sali, patrząc w okno tak jakby nic się nie wydarzyło.
  • Hej - przywitałam się.
  • O cześć - położyła się na plecach patrząc na mnie swoimi wymęczonymi oczami.
  • Jak się spało - zaśmiałam się lekko ziewając.
  • Dobrze.
  • Całkiem przyjemnie tu masz - rozejrzałam się po bardzo ładnie urządzonym pomieszczeniu. 
  • Patryk powiedział, że specjalnie dla mnie taka przestronna - mówiła ze zdziwieniem w głosie.
  • No nie dziwię się na korytarzu jest nas 22.
  • Co??!! Zwariowaliście - krzyknęła.
  • Spokojnie mów lepiej co Ci jest - rozsiadłam się na fotelu.
  • A no bo ja chora nie jestem tylko jestem bardzo osłabiona.
  • Czekaj tylko tyle i Patryk taką aferę wokół tego zrobił.
  • No robili mi jeszcze badania, ale wyniki będą za 2-3 tygodnie dopiero, więc musimy czekać - zaśmiała się.
  • Przeszkadzam - Patryk zajrzał do nas.
  • Chcesz w łeb - krzyknęłam na co spojrzał na mnie zdezorientowany.
  • Za co?? 
  • Nastraszyłeś mnie idioto - rozdarłam się po czym wszyscy wpadli na salę.
  • Co tutaj jest grane - zawołał Mitchell.
  • Nic lekarza Zuzka chce zabić - zaśmiała się Magda.
  • Cała Zuzka - zaśmiał się Lewy.
  • Gdzie reszta - spojrzałam za ramię polskiego snajpera.
  • A pojechali zawieść młodą jak poszłaś do doktorka - skomentował Piszczu. Więc zostało tylko Polskie trio, Mitchell, Sebastian, Nuri, Ilkay i Mario.
  • A Lechici pojechali już do siebie - dodał Marco rzucając się na Magdę.
  • No to my was zostawimy - wyszliśmy z sali.
  • Ale może pójdziemy do Natalii szkoły w tym czasie - zaproponował Kuba.
  • Właśnie zapomniałam. Patryk wybacz wpadniemy potem, ale teraz lecę załatwić resztę rzeczy.
  • Nie ma sprawy miałem mówić, że Anna - moja dziewczyna będzie dopiero za 3-4 godziny - uśmiechnął się.
  • Zuza idź jeszcze powiedz im, że wychodzimy - odezwał się Mario.
  • Ehh. . . no dobra, a Wy zadzwońcie do tamtych.
  • Spoko.
  • Zakochańce moje ja nie patrzę, ale my jedziemy do szkoły Nati jak coś dzwońcie - weszłam z zasłoniętymi oczami.
  • Nie ma sprawy jesteśmy pod telefonem - odezwał się wyraźnie zdenerwowany Marco.
Po wszystkim pojechaliśmy do hotelu przebrać się. Okazało się, że panowie wszystkiego dopilnowali. Każdy miał swój własny pokój, choć teraz wyszło na to, że ja Marco i Mario byliśmy razem, bo Magda w szpitalu i zwolniły się dwa pokoje. Choć podobno i tak połączyli się w niektórych pokojach jak było więcej łóżek, więc nie wiem ile w końcu zwolniło się pomieszczeń. Wpadłam do pokoju porwałam ubrania i szybko się wykąpałam, przebierając w odpowiedni strój.
  • Mario kurde sprężaj się nie mamy całego dnia - stałam już gotowa do wyjścia w oczekiwaniu na piłkarza, który tam siedział dłużej ode mnie.
  • Zluzuj sobie chustkę na głowie mała, bo to, że Ty masz talię osy i we wszystkim wyglądasz świetnie nie oznacza, że ja też mam tak łatwe życie - wyszedł w samych bokserkach i skarpetkach.
  • Dzięki za ten nie zamierzony komplement. Ale rusz się, bo ona nie ma zamiaru spędzić w szkole całego dnia.
  • Oj już chwila - wziął ciemne spodnie białe conversy i tego samego koloru zwykłą koszulkę z granatową marynarką znów znikając za drzwiami łazienki.
Siedziałam cała w nerwach na kanapie czekając na pomocnika, aż uraczy mnie swoją obecnością. No na moje i jego szczęście zadzwonił Moritz.
  • Hej kochanie zajęta jesteś - zapytał przejęty.
  • Nie czekam na Mario, a co u Ciebie dawno nie dzwoniłeś - zrobiłam smutną minkę.
  • Na Mario po co - zdziwił się. Prędko mu jednak wszystko wytłumaczyłam, bo zapomniałam(jak zwykle) wtajemniczyć go w swój plan.
  • Kochanie jesteś niesamowita, a jak tam Magda??
  • Lepiej niż wczoraj jutro powinna wyjść, więc akurat za dwa dni się zobaczymy.
  • Nareszcie nawet nie wiesz jak za Tobą tęsknię misiu. Tyle spraw miałem na głowie wybacz, że nie pisałem nawet. Choć i Ty ilością czasu wolnego nie grzeszyłaś - usłyszałam mały sarkazm w jego głosie.
  • A załatwione coś jest już - zapytałam.
  • Oczywiście. Śmiesz we mnie wątpić - oburzył się.
  • Nie, ale nie wiedziałam wolałam się upewnić.
  • Tak mieszkanie mamy będziemy mieszkać z dwoma piłkarzami, bo to wyszło lepiej niż kupno czy wynajem czegoś małego.
  • Z Tobą dwóch piłkarzy czy Ty i dwóch piłkarzy - zdziwił mnie tym troszkę.
  • No Ty kochanie ja i dwóch moich nowych kumpli - zaśmiał się.
  • Ja jedna - posmutniałam.
  • Nie no, mają swoje dziewczyny, ale nie mieszkają razem jeszcze - oświadczył jak gdyby nigdy nic.
  • Super biedna ja.
  • Kochanie nie przejmuj się. Ogólnie jestem w Dortmundzie jakieś Twoje rzeczy zabrać - zapytał.
  • Tak tam są już nasze ubrania zimowe spakowane oraz niektóre zdjęcia wszystko podpisane zima - odpowiedziałam, gdy akurat Mario raczył wyjść z łazienki.
  • Zostawić Cię na chwilkę, a już gadasz przez telefon - zaśmiał się biorąc kartę od drzwi.
  • Siema Mario - powiedział Mo, gdy przełączyłam na głośnik.
  • O jak miło Cię znów słyszeć stary - zaśmiał się Niemiec.
  • No Ciebie również. Co tam??
  • Wszystko w jak najlepszym porządku, ale Twoja dziewczyna chciała mnie dziś zabić - spojrzał na mnie.
  • Pewnie miała jakieś powody. Wybaczcie moi rodzice właśnie wrócili. Muszę kończyć.
  • Pozdrów rodziców. Kocham Cię pa - powiedziałam.
  • No Wy też tam pozdrówcie wszystkich buziaki pa - powiedział i się rozłączył.
Zeszliśmy na dół, a tam czekała już zamówiona taksówka. Po 20 minutach staliśmy już pod szkołą, gdzie dostrzegłam moje auto i Marcela z Matsem, którzy jak gdyby nigdy nic rozdawali autografy i robili zdjęcia.
  • Cześć chłopaki - przytuliłam się do nich.
  • Co Wy tak długo - zaśmiał się Mats.
  • Jego pytaj - wskazałam na stojącego za mną Gotze.
  • I wszystko się wyjaśniło - skomentował Marcel.
  • Czemu tu jesteście i gdzie reszta.
  • Wrócili  już do Niemiec, bo mieli coś tam, a Kuba, Piszczu i Lewy zaraz dojadą, bo w sumie nie wiem czemu ich nie ma - wytłumaczył starszy Hummels.
  • Dobra to grzecznie panowie ja idę wszystko załatwić
  • Jak zawsze księżniczko - odpowiedzieli chórem.
Gdy weszłam do budynku jak na złość zadzwonił dzwonek i na korytarze wybiegli uczniowie, aż mi się przypomniały moje dawne czasy w szkole. Na moje szczęście znalazłam w tym tłumie moją przyjaciółkę, która pomogła mi odnaleźć gabinet Pani dyrektor. 
  • Jak byś chciała oni są przed szkołą - zaproponowałam.
  • Nie trzeba - zarumieniła się.
  • Ej ślicznie dzisiaj wyglądasz.
  • Dziękuję, a Ty masz śliczną bluzę - zaśmiała się lekko rumieniąc.
  • Dzień dobry - powiedziałam po wejściu do gabinetu.
  • O witam Panią - podała mi rękę na przywitanie, a do Natalii się uśmiechnęła.
  • Chciałam się dowiedzieć co z tymi odwiedzinami piłkarzy, bo jest taki problem, że ja jutro jadę do siebie do szkoły na zakończenie i od razu potem wylatuje. . .
*****
Koniec . . . .

czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział 74

''[. . .] Wszyscy jednomyślnie za kapitana wzięli Natalię, bo to nasza dzisiejsza gwiazda. Podczas, gdy my plotkowaliśmy tamci mieli rozgrzewkę, którą po godzinie zakończyli wymieniając się z nami. . .''



Choć z tą wymianą miałam małe wątpliwości. Znaczy chodziło mi o wymianę jednego piłkarza, ale muszę jeszcze przemyśleć kto mógł by godnie zająć miejsce Matsa. Miałam na prawdę bardzo wiele pomysłów, ale nie wiedziałam co to będzie z decyzją kapitana drugiej drużyny. Mieliśmy jeszcze kilka spraw do załatwienia, ale najpierw Natalia przedstawiała nam wyobrażenia jakie sobie zaplanowała. Oczywiście każdy mógł wprowadzić różnorakiego zmiany, które mnie osobiście nie dotyczyły jako bramkarza. Zastanawiałam się również co tam u Moritza, bo miał dzisiaj o kurde dzisiaj dzwonić. Dobra wyślę mu wiadomość o ile nie zapomnę. Moją głowę zakrzątała myśl tego jak Magda marnie wygląda chciałam do niej zagadać, ale niestety nasz czas w sali konferencyjnej się zakończył i trzeba było wybrać się na boisko w końcu. Mieliśmy jeszcze trochę czasu zanim kibice się zjawią.
  • Kochani idziemy - zawołała nas do wyjścia, ale zatrzymałam ją.
  • Czekaj muszę pogadać z kapitanem tamtych o tej wymianie.
  • Dobra to czekamy - z powrotem usadowiła się na wygodnym czarnym fotelu.
  • Z Tobą też muszę pogadać - krzyknęłam za Magdą pochłoniętą rozmową z chłopakami.
  • Mam się bać - odwróciła się pochłaniając mnie przerażonym wzrokiem.
  • No ja nie wiem Ty powinnaś wiedzieć - puściłam jej oczko.
  • Okey czyli tak. Właśnie Marco dzwoni do Moritza powiedzieć mu, że dziś załatwiasz ważne sprawy.
  • Tak nie mów mu nic o tym meczu charytatywnym, bo przyjedzie, a nie chcę tego niech już lepiej załatwia te sprawy związane z wyprowadzką - na samą myśl o przenosinach chciało mi się płakać.
  • Spokojnie zostaw wszystko w moich rękach - zaśmiała się.
  • Okey ufam Wam - podkreśliłam ostatnie słowo.
  • Spokojna Twoja rozczochrana - Marcel akurat rozwalił mi idealnie zaplecionego koczka.
  • Zabiję Cię - wybiegłam za nim z sali wpadając na kogoś (ahh to moje wyczucie czasu)
  • Gdzie się to tak księżniczko spieszysz - w locie złapał mnie Dortmundzki kapitan.
  • Sebastian puść mnie, albo zaraz i Ty stracisz życie - wrzasnęłam rzucając się.
  • Oj tak sobie wmawiaj jak tak delikatna osóbka mogła by kogokolwiek uderzyć - zaśmiał się Mitchell, który obserwował całe zajście. A kapitan zaniósł mnie na fotel gdzie siedziała pękająca ze śmiechu szatynka.
  • Już uspokoiłaś się - zapytała Natalia, gdy siedziałam otoczona piłkarzami.
  • No można tak powiedzieć, ale i tak skopie mu tyłek - zawołałam gniotąc pustą butelkę po wodzie.
  • Ja tam bym się bał - skomentował Lewy obrywając plastikiem.
  • Chciałaś coś ode mnie - podszedł Sebastian.
  • Tak oczywiście zapomniałam - palnęłam się w głowę - Mianowicie chciałam wymienić jednego zawodnika - zrobiłam oczy kota, które zawsze pomagały.
  • Wiedziałem, że jak już sobie zrobię względny plan to moja Zuzka coś wymyśli i zechce się jej wymiany w ostatnim czasie. Znam cię w sumie, więc mogłem się domyślać tego co możesz sobie ubzdurać.
  • Też Cię lubię Seba.
  • Tylko lubię??!!
  • A co byś jeszcze chciał - spojrzałam na niego miną '' sorry mam chłopaka''.
  • Droczę się tylko, bo Mo by mi dał, a kogo tak po za tym chcesz wymienić - zapytał.
  • Matsa Hummelsa.
  • Dlaczego jego.
  • Nie ważne.
  • Przecież jest świetny wiesz o tym - zdziwił się moją decyzją.
  • To już mój prywatny temat o którym Ci nie powiem - puściłam mu oczko.
  • Ty kochana też masz dla mnie jakiegoś newsa - zwrócił się do nadal w szoku nastolatki stojącej za mną.
  • Tak proszę Pana  - wydukała z burakiem na twarzy.
  • Nie Pana, bo się obrażę. Sebastian jestem - wyciągnął rękę przed siebie, którą dziewczyna potrząsnęła.
  • Co sobie życzysz kochanie- spojrzał jej prosto w oczy, ale dla mnie to już codzienność. Zawsze tak robi, aby zdezorientować rozmówcę nie wiem w sumie dlaczego to takie nie potrzebne ona dość się dziś denerwuje z powodu moich nieskończonych pomysłów.
  • Chcemy się dowiedzieć w jakich barwach gramy - dodałam szybko widząc brak reakcji z jej strony.
  • No powiem szczerze, że panowie lepiej wyglądają w żółci, ale oddamy Wam je już na ten jeden meczyk.
  • Dziękuję - rzuciłam mu się w objęcia.
  • Nie ma sprawy lećcie teraz na murawę, bo jest na prawdę bardzo przyjemnie - pomachał nam na do widzenia.
  • I co nie są straszni - szturchnęłam przyjaciółkę, która zachowywała się jakby była w innym świecie, albo w ogóle totalnym amoku.
  • Dla Ciebie może nie, ale ja na prawdę się denerwuję by nie strzelić gafy.
  • Skarbie wyluzuj proszę. Tym pilnowaniem się jeszcze bardziej robisz z siebie gafę jak to określiłaś przed chwilą niż jakbyś leciała na spontana. Krzyknij na nich kilka razy, żeby wiedzieli kto tu teraz rządzi. Nie jakaś rozdygotana laska, tylko moja Natalia z pazurem.
  • Dziękuję - cmoknęła mnie w policzek.
  • Ależ nie ma za co - uśmiechnęłam się, a gdy zawołała wszystkich zaczęłam rozmowę z Magdą.
  • No to co chciałaś ode mnie - zapytała tak by inni nie usłyszeli.
  • Dobrze się dzisiaj czujesz - zapytałam znając odpowiedź.
  • Przecież wiesz co powiem. Nie chcę Was martwić, ale mdli mnie okropnie. Choć obiecuję zagrać pełnowymiarowy czas gry.
  • Wiesz, bo jak coś to ja jestem nie wystarczy jeden ruch, a ja jestem gotowa przerwać mecz nawet udając, że coś się dzieje - przytuliłam ją.
  • Kocham Cię.
  • Wiem ja Ciebie też.
  • Laski koniec plotek biegniemy teraz 10 kółek, a potem wybaczcie nie znam się na dokładnej rozgrzewce, ale każdy niech wykonuje ćwiczenia zgodne do swojej pozycji - zarządziła Nati.
  • No nareszcie - pochwaliłam ją.
  • Cieszę się, że jesteś ze mnie dumna - zaśmiała się.
  • No i super teraz lecę.
Po czym założyłam słuchawki i ruszyłam przed siebie nie zwracając uwagi na to, że kogoś nie ma czy na przykład się obija. Wykonując sumie długą rozgrzewkę byłam bardzo zmęczona, ale to nic dziwnego po przeszczepie bardzo się zaniedbałam, ale ten mecz był też po to by się w końcu wziąć się w garść i zacząć dbać o resztki kondycji, które mi zostały. Chciałam się czegoś napić, ale wszystkie moje butelki były już puste. Zeszłam, więc do przydzielonej nam szatni, przy okazji biorąc swoją piłkę, rękawice i ręcznik. Coś mnie jednak podkusiło by zajrzeć do łazienki. To co tam ujrzałam totalnie zbiło mnie z nóg.

Z perspektywy Magdy.

Po wyjściu z pomieszczenia, gdzie Natalia przedstawiła nam wszystko co uważała za ważne zaczepiła mnie Zuza. Nie wiedziałam co chce, a gdy powiedziała, że musimy pogadać troszkę się wystraszyłam. Ostatnio miała nie źle szalone pomysły, że aż sama się bałam. Gdy skończyłyśmy rozmawiać wraz z Marco, Mario i resztą udaliśmy się po napoje i przebrać w stroje treningowe. 
  • Mrałki kochanie - usłyszałam głos Reusa, gdy zakładałam jego koszulkę. 
  • Coś nie tak - przestraszył mnie troszkę. 
  • Wyglądasz pięknie w tym stroju - poczułam jego ciepły oddech na karku przez co przeszedł mnie dreszcz.
  • To w pozostałych ubraniach wyglądam brzydko - posmutniałam.
  • Oczywiście, że nie. Dla mnie całe życie będziesz równie piękna - pocałował mnie w szyję.
  • Dzwonił Moritz??
  • Nie, ale napisałem mu smsa, że jak coś niech pisze jutro, bo nas nie ma, a Zuzka załatwia ważne sprawy w Polsce i nie ma jej pod telefonem.
  • Okey, bo obiecałam jej, że przekażemy mu wszystko - chciałam go cmoknąć, ale wyszedł z tego namiętny pocałunek, który bardzo mi się podobał.
  • Zakochańce idziemy - wrzasnął Mario, który jak zwykle wszystkiemu się przyglądał.
  • Gotze oberwiesz kiedyś - wrzasnął Marco.
  • Spokojnie misiek - zaśmiałam się wychodząc z pomieszczenia.
  • Zabije go kiedyś.
  • Tak jak Moritz Ciebie - zachichotałam.
  • Oj tam to był tylko jeden raz.
  • Więc zachowaj siły na mecz - ruszyłam przed niego.
  • Z Tobą zawsze - klepnął mnie w tyłek.
  • Głupek - zaśmiałam się.
Będąc już na murawie nadal siedziałam z ukochanym, ale przy okazji się rozciągałam, by nie marnować czasu. Zuzka oczywiście pytała o zdrowie, gdy dowiedziała się o wszystkim Jej reakcja mnie bardzo zdziwiła, bo nigdy nikt się dla mnie tak nie poświęcał jak ona w tamtym momencie. Miałam jednak nadzieję, że nic złego się nie stanie i to będzie najpiękniejszy dzień w życiu nowej koleżanki. Podczas dość długiego truchtu poczułam się jeszcze gorzej niż przed chwilą. Skorzystałam z okazji, że każdy biegł w swoim tempie i niczym burza poleciałam do łazienki. Nienawidzę wymiotować, a teraz jeszcze w tak nie odpowiednim momencie. Siedziałam tak opróżniając i tak pusty żołądek. Dookoła panowała błoga cisza, gdy nagle usłyszałam stukot korków. W myślach modliłam się, żeby to nie był żaden z chłopaków, bo mnie nie wypuszczą na boisko, a wtedy mecz się nie odbędzie, bo nikt za mnie nie wejdzie. 
  • Matko - usłyszałam znajomy głos i huk po spadających rzeczach.
  • Ciii błagam - wyjąkałam próbując się podnieść.
  • Co się dzieje - prawie płakała widząc mój stan, a raczej jego brak.
  • Nie wiem okropnie mnie mdli od rana normalnie w ogóle bym nie wychodziła z łazienki.
  • Czekaj mam coś co mi pomogło może to tylko z nerwów, ale spróbujemy - szybko wybiegła jeszcze szybciej wracając z moim bidonem i tabletkami.
  • Masz to Ci powinno pomóc, a jak nie to powiem, że źle się czuje. Nie chcę byś miała problemy przez moje głupie pomysły z meczami.
  • To nie jest głupi pomysł kocham Cię za to jaka jesteś i za to, że nikogo nie udajesz. Uwielbiam Cię za to jak się poświęciłaś dla niej - przytuliłam ją, gdy tylko leki zaczęły działać.
  • Okey teraz oszczędzaj siły na mecz - powiedziała, gdy akurat chłopcy z Natalia weszli by się przebrać.
  • A Wy co tak szybko - zagadała ich, gdy pobiegłam do łazienki się ogarnąć.
  • Została tylko godzina, więc no lepiej idź się rozgrzej, ale przebierz też, bo kibice już są - skomentował Linetty, gdy już wyszłam do nich.
  • Co to już - wrzasnęła łapiąc rękawice i wybiegając na boisko.
  • Wariatka - zaśmiałam się.
  • Magda wiedziałaś, że będą kibice i przyjaciele z rodziną ode mnie - Nati zapytała mnie pytaniem na temat którego nic nie wiedziałam.
  • Nic nie wiem na tego wszystkiego co się dzisiaj działo - odrzekłam wychodząc by odetchnąć świeższym powietrzem niż tym panującym w przebieralni.
  • Kochanie gdzie byłaś i dlaczego tak znikłaś - zapytał mój ukochany wychodząc za mną.
  • Poszłam po wodę chciałam akurat wychodzić, ale Zuza mnie zgarnęła - wytłumaczyłam się kłamiąc mu jak z nut.
  • Okey to przebieramy się i idziemy jeszcze oswoić się z atmosferą na boisku - zawołał Piszczu.
Kiedy zabrzmiał gwizdek rozpoczynający mecz miałam się już świetnie cieszyłam się szczęściem wypisanym na twarzy Nati. W tamtym momencie czułam tylko podekscytowanie i szczęście. Widziałam cały czas jak przyjaciółka na mnie patrzy. Pewnie się martwi zawsze wiedziała kiedy coś się miało stać. Często bywało tak, że bardziej martwiłam się o innych niż o siebie, a jeśli mi coś było ukrywałam to nawet przed Marco. W 7 minucie strzeliłam pierwszą bramkę od razu podbiegł do mnie Marco.
  • Matko jesteś niesamowita - wykrzyczał, bo kibice wpadli w piłko szał.
  • Dziękuję - odpowiedziałam.
Po chwili dobiegło jeszcze kilku chłopaków z Nati, oraz widziałam radość Zuzy. Na co posłałam jej najszczerszy uśmiech i serduszko. W bramkę Mitchella trafił jeszcze 2x Marco, Nati z karnego, który został podyktowany po faulu Lewego na niej oraz Mario. Niestety Zuzce strzelił 2x Robert, Dawid i Nuri po czym widziałam jak się wkurzyła. Schodząc na przerwę widziałam kilka plakatów proszących o podejście po meczu lub oddanie koszulek chłopaków. Na prawdę miło mi się zrobiło widząc to wszystko.
  • I jak tam - zapytałam bramkarkę widząc jak jest wściekła.
  • Okropnie nie widać - rzuciła rękawicami w trenera.
  • Spokojnie przecież to tylko mecz pomyśl na co przekażesz te wszystkie pieniądze i jaką radość sprawisz tej osobie.
  • Nigdy nie wpuściłam tyle bramek - widziałam w jej oczach łzy.
  • Oj każdemu się przecież zdarza, a Ty jesteś fantastycznym bramkarzem.
  • Kocham Cię - natychmiast się uspokoiła mocno mnie tuląc.
  • Wiem wiem od czego są w końcu przyjaciele.
  • A jak brzuch??
  • No znów o sobie przypomina, ale dam radę - sztucznie się uśmiechnęła, a Zuza tylko pomachała przecząco głowo.
Po 15 minutach z powrotem weszliśmy na boisko przywitani oklaskami radosnych kibiców. Oczywiście po długich namowach na drugie 45 minut z opaską kapitana weszła młoda bramkarka. Nie minęło 5 minut, a Mitch po raz szósty wyjmował futbolówkę z bramki ze swym przepięknym uśmiechem na ustach widząc naszą radość. A wpakował ją tam nikt inny jak Kuba. Po 10 minutach dostałam piłkę, ale nagle poczułam czyjąś nogę na swojej stopie i w ogromnym wrzaskiem padłam w polu karnym. Zwijałam się z bólu, a mój oprawca - Santana został wyrzucony z boiska, a rzut wykonywała Nati.
  • Myszko błagam powiedz, że nic Ci nie jest - usłyszałam głos Reusa.
  • Jestem tu - poczułam dłoń Zuzanny na swojej twarzy, chyba wycierała mi łzy.
  • Boli, ale tylko chwilę już zaraz zamrozimy - skomentował jeden z lekarzy
  • Nic mi nie jest - podniosłam się po chwili opatrywania przez pomoc medyczną.
Mecz ogólnie dalej leciał dość spokojnie. Nasza pani kapitan - Zuzka nudziła się co nieco przy bramce, ale dawała radę. Kibicowała nam zapewne. A do bramki trafiłam jeszcze raz, a zaraz przed końcem Marcel Hummels. Po zakończeniu wszyscy do mnie podbiegli gratulując, ale ja nie kontaktowałam  pokazałam tylko przyjaciółce rozpadające się serce widząc jej strach. . . .

*****
Wybaczcie, że tak długo nie dodawałam, ale skasował mi się rozdział i musiałam pisać od nowa. Nie wiem co tu jeszcze dodać, więc oddaje rozdział Waszej opinii.